przybornik
Trafalgar Square

Trafalgar Square

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Trafalgar Square

Pisanie by Deathly Hallows on Pon Lis 28, 2016 2:39 pm

Trafalgar Square


Jego budowę zaczęto w 1829 roku. Od tamtej pory jest miejscem spotkań zarówno politycznych jak i sylwestrowych imprez. Położony w centralnym Londynie, w dawnym miejscu stajni królewskich - upamiętniający zwycięstwo brytyjskiej Royal Navy w morskiej bitwie pod Trafalgarem (w 1805 roku).
avatar
Deathly Hallows

Punkty : 20

http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Pią Gru 09, 2016 1:12 pm

/pierwsza sesja

Był już wieczór, na dodatek dość chłodny, ale Quent mimo wszystko postanowił wyjść jeszcze z domu. Zwykle starał się unikać łażenia po mugolskiej części Londynu - z kilku przyczyn wolał, by nikt ze znajomych z pracy lub szkoły go tam nie zobaczył - ale tym razem inne czynniki przeważyły, zarzucił płaszcz na ramiona i wyruszył w miasto.
Szczęśliwie nie musiał łazić daleko, bo już kawałek od Trafalgar Square dostrzegł znajomą sylwetkę budki kiosku. W środku paliło się światło, cóż za fart! Gdyby zamknęli mu ów przybytek przed nosem, to pewnie do końca wieczoru kląłby na wszystkich mugoli ile wlazło... W sumie jeszcze nie powiedziane było, że nie będzie - wszystko mogło się zdarzyć, prawda?
Chyba pomyślał to w złym momencie, bo gdy już poprosił sprzedawczynię o swój zakup i pod jej czujnym okiem starej ropuchy zaczął grzebać po kieszeniach szukając tych głupich, bezwartościowych monet, którymi posługiwali się niemagiczni, okazało się, że nie wystarczy mu ich, żeby zapłacić. Matko kochana, że też nie wziął więcej! Mógłby wprawdzie pójść za kiosk i pomyśleć nad jakimś zaklęciem rozmnażającym chwilowo te cholerne pieniądze, ale baba zza szybki już zaczynała zbierać się do zamknięcia sklepiku. Jak pech to pech.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 1:30 am

Wieczorami Londyn zdawał się robić pusty. A przynajmniej z ulic znikali wszyscy ci którzy byli uznawani za tych bardziej okrzesanych. Tym samym scena na której to Evan często występował zostawała zamykana. Otwierali ją dopiero bladym świtem. Wówczas jak zwykle wracał do metra, gdzie już byli pierwsi słuchacze. Wyciągał swój instrument w postaci gitary, którą to zawsze taszczył na plecach, i po prostu dla nich grał. To co robił w trakcie dnia było tak bardzo oczywiste, ale nie wiele osób wiedziało co ten gówniak robił wieczorami, kiedy tak naprawdę nie miał już co robić. Otóż moi drodzy spacerował sobie. Nad wyraz ukochał sobie nocne spacery po parku. Opustoszałe miejsca miały swój urok. Wszystko przez te wspomnienia, emocje, łzy, czy też śmiechy które zostały zamknięte chociażby w jakichś opuszczonych budynkach. Właśnie to nadawało takim miejscom duszę, na tyle specyficzną, że każdy kto miał chociaż minimalną smykałkę do muzyki, napisał kilka utworów które opiewały piękno tych specyficznych miejsc.
Dzisiejszy wieczór wcale nie był inny. Chłopak jak zwykle wylądował na ulicy włócząc się raz w tą raz w drugą stronę. Po pewnym czasie kiedy głód nikotynowy dał o sobie znać, niebieskooki zrozumiał, że czas upłynnić te drobniaki które udało mu się zarobić. Nie było tego dużo, ale na paczkę papierosów starczy. Dlatego też podszedł do pierwszego lepszego kiosku i ustał za jakimś facetem, który najwyraźniej miał problem z zapłaceniem. Ach te przeciętne problemy ludzi. Było to coś za co chłopak tak bardzo kochał życie, a inni niestety nie potrafili tego docenić. Reid bez słowa wyprzedził mężczyznę i nachylił się do okienka i wyłożył za niego wymaganą sumę pieniędzy. Fakt nie było tego dużo, ale na pewno sobie dzisiaj nie zapali. No cóż mówi się trudno.
-Dlatego lepiej nie rozstawiać się z portfelem- Powiedział spokojnie i uśmiechnął się lekko. Od prosty i ludzki gest w stosunku do drugiego człowieka. Chłopak zawsze był święcie przekonany, że nie potrzeba było robić nie wiadomo jak pięknych i szlachetnych rzeczy aby ten świat stał się lepsze. Wystarczyły głupoty takie jak, przepuszczenie staruszki, pomoc dziecku kiedy jego ukochany zwierzak wlazł na drzewo, czy pomoc w chwili kiedy komuś zabraknie paru groszy do uregulowania rachunku, a czasami wystarczy zwykły i najprostszy uśmiech. Niby nic, a potrafiło zmienić naprawdę wiele.
Evan dopiero po chwili zmierzył mężczyznę swoimi błękitnymi oczami. No tak, elegancko ubrany, więc pewnie miał więcej szczęścia w życiu. Evan poprawił szybkim ruchem gitarę która spoczywała w futerale na jednym ramieniu, a zaraz potem torbę, która znajdowała się na drugim.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 4:21 am

Przeklęci mugole i ich przeklęte pieniądze. Gdyby używali normalnych monet, jak czarodzieje, to Quentin nie miałby żadnego problemu - wyciągnąłby portfel i zapłacił jak człowiek. Ale nie, oczywiście! Musieli się wygłupiać z jakimiś bezsensownymi...
Zdążył już prawie całkiem dać się pochłonąć przez własny, wewnętrzny monolog zrzędzenia, kiedy niespodziewanie jakiś gość wepchnął się przed niego i... cóż, Fawley musiał przyznać, że tego akurat się nie spodziewał. Zerknął na chłopaka znad cienkich oprawek okularów, których zapomniał zdjąć wychodząc z domu w pośpiechu. Na jego twarzy przez chwilę jeszcze malowało się zdumienie, towarzyszące faktowi, iż został tak znienacka wyrwany ze swojego świata, szybko jednak usunął je i zastąpił wdzięcznym uśmiechem. Patrzcie państwo, czasem mugole się jednak przydają!
- Musiał mi gdzieś wypaść. - odparł w ramach wyjaśnienia, wzruszając lekko ramionami. Oj, jaka z niego niezdara, no kto by pomyślał.
- Dzięki. Może zabrzmi to trochę dramatycznie, ale ratujesz mi życie. - dodał prawdopodobnie w ramach żartu, czekając aż sprzedawczyni skończy mozolnie liczyć drobniaki, by wreszcie dostać swoje fajki. Dzięki ci, losie! Baba ostentacyjnie zatrzasnęła okienko kiosku, ale Quent wcale się tym już nie przejmował - podniósł paczkę, otworzył i wyciągnął w kierunku obcego z uśmiechem. Niewielki to gest i może chłopak nawet nie palił, ale wypadało się podzielić, prawda? Mniejsza z tym, że Fawley nie powinien deprawować młodzieży i takie tam... Kto by się przejmował?

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 11:46 am

Życie na ulicy miało swoje plusy. Sprawiało, że człowiek stawał się człowiekiem. Krótko mówiąc przez to, że nic tak naprawdę go nie ograniczało, był naprawdę szczęśliwą osobą. Chociaż przechodnie najpewniej będą myśleć zupełnie inaczej. Aktualnie światem rządzi pewien schemat, którego większość osób stara się trzymać. Krótko mówiąc w pewnym momencie wręcz obowiązkiem stała się dobra praca, dom, żona, co najmniej dwójka dzieci. Ci którzy mieli trochę inne poglądy na ten temat spychało się do takich miejsc w jakich aktualnie Evan się znalazł. Ale tak było naprawdę dobrze. Chociaż często głód dawał o sobie znać, to mimo wszystko życie jakie chłopak wiódł było wedle niego naprawdę fajne. I gdyby mógł cofnąć czas, i zmienić swoje wybory, to nie zmieniłby dosłownie niczego. Zrobił by wszystko tak samo, krótko mówiąc nie żałował niczego.
-Możesz warto go poszukać, mogę pomóc- Zaproponował. Zdziwiło go to, że mężczyzna tak spokojnie podszedł do faktu zagubienia portfela. Mugole z reguły trzymali w nich różne dokumenty, i inne wartościowe rzeczy. W chwili kiedy gubili je stawali się po pierwsze nad wyraz niesympatyczni, po drugie spanikowani. A ten tutaj wyglądał jak by nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia.
-Nie ma sprawy- Kiedy ten kupił papierosy Evan od razu zrozumiał, czemu był taki poddenerwowany. Kiedy jemu brakowało nikotyny również stawał się lekko zirytowany. Popatrzył w kierunku kioskarki która z impetem zatrzasnęła okno swojego sklepiku. Ona od zawsze była jakaś taka nie miła, no cóż... widocznie taki charakter.
-Taaaaa... przeurocza kobieta- Zażartował cicho i uśmiechnął się lekko sam do siebie. Kiedy zobaczył jak mężczyzna wyciąga w jego kierunku paczkę papierosów bez wahania wziął jednego. Potem przez chwilę zaczął szukać czegoś w kieszeniach spodni, aż w końcu wyciągnął paczkę styranych już zapałek. Rzucił je najpierw mężczyźnie. I czekał aż sobie podpali swojego, po czym przejął paczkę, i po chwilce już poczuł ten gryzący dym w swoim gardle.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 12:17 pm

Quentowi do żony i dwójki dzieci się szczególnie nie spieszyło... Ale z drugiej strony chyba nie potrafiłby sobie wyobrazić życia na ulicy. Jego rodzina była wystarczająco zamożna, by nie musiał martwić się o pieniądze, gdy był młodszy, a później znalazł sobie pracę wystarczająco dobrze płatną, by uniknąć losu bezdomnego. Ogólnie rzecz biorąc - nie narzekał. Niektórzy powiedzieliby, że takie życie ograniczało jego wolność osobistą, on sam jednak chyba po prostu nigdy nie zaznał takowej na tyle, by za tym tęsknić, żył więc swoim życiem dalej, ukrywając sporą jego część przed... w zasadzie przed wszystkimi. Zresztą, skoro nic się na to nie poradzi, to po co się przejmować?
- W końcu się znajdzie. - odparł lekkim tonem, wzruszając przy tym z uśmiechem ramionami. Nie, nie trzeba szukać portfela. Tak naprawdę wcale go nie miał ale uznał, że jeśli powie chłopakowi prawdę, to on uzna go za dziwnego. Na to, że zgubiwszy portfel mugole mogą się jakoś szczególnie denerwować już nie wpadł... Znaczy: ile pieniędzy można nosić w takim małym portfelu, który nie ma nawet magicznie poszerzanego wnętrza? Na pewno niewystarczająco, by się tym przejmować, o. Chyba, że jest się biednym mugolem, ale w takie opcje się już nie zagłębiał.
Zapałki, tak... Bez wątpienia się przydadzą, bo tak po prawdzie to Quent nie miał własnych. Zwykle po prostu szedł do domu i podpalał papierosa zaklęciem, zamiast bawić się w mugolskie sztuczki, całe więc szczęście, że grajek oszczędził im niewygodnego stania tam z niezapalonymi papierosami, nie wiedząc co dalej.
Podpalenie zapałki wymagało odrobiny skupienia, ale robił to już wcześniej, poradził więc sobie w miarę szybko, po czym skinięciem głowy podziękowawszy za ogień, oddał pudełko właścicielowi.
Jak to miło wreszcie móc sobie zapalić po długim, koszmarnie długim dniu..! Fawley przymknął na moment ślepia, odchylił głowę nieco w tył i rozkoszując się chwilą, wypuścił z płuc pierwszą porcję siwego dymu. Bardzo dobrze.
- Jakiś koncert? - zagadnął, wskazując podbródkiem na gitarę na plecach chłopaka.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 1:19 pm

Nazywanie Evana bezdomnym było raczej mało trafnym stwierdzeniem z jednego bardzo prostego powodu. On sam nigdy o sobie tak nie myślał. Zostawił dom, jako budynek gdzieś za sobą, po to aby zyskać coś znacznie więcej. W tej chwili wszystko to co go otaczało było jego domem. Krótko mówiąc stał się w tej chwili samozwańczym królem świata. Czasami jak niektórym opowiadał historię swojego życia to i tak nie chcieli mu wierzyć, że sam zdecydował się na takie życie. Nie wiedzieć dlaczego Evan zawsze patrzył na świat trochę inaczej. Gonił zawsze za jakimś bliżej nie określonym marzeniem. Z resztą nikt go nie zatrzymywał więc sobie poszedł. W życiu jakie teraz wiódł mógł tak naprawdę dotknąć gwiazd, i nie raz i nie dwa czuł, że tak właśnie robił. Ot taki niepoprawny optymista i marzyciel przed którym najpewniej jeszcze ciężka lekcja od życia.
Mężczyzna dalej wydawał się być niewzruszony tym, że zgubił portfel, cóż może nie trzymał tam żadnych ważnych dokumentów. Chociaż z drugiej strony ciężko było chłopakowi wyobrazić sobie gdzie mógłby je trzymać. W domu, w jakimś sejfie... cóż to nie jego sprawa i nie będzie natrętem który będzie drążyć temat.
-Taaaa...- Odparł spokojnie odwracając lekko głowę do tyły, aby spojrzeć na fragment swojej gitary który był w stanie zobaczyć.
-I tak przez cały czas... kolejny koncert koło piątej rano- Kiedy ludzie wstają i wychodzą na miasto aby ponownie biec przed siebie nie wiadomo po co i dla kogo. A tym tłumie najpewniej będzie gdzieś jego rodzina, a raczej była rodzina. Brat pewnie będzie biec do ministerstwa, a ojciec do swojej pracy. Może nawet się miną, ale nie zwrócą na siebie większej uwagi, bo przecież żyli w zupełnie innych świata, i dobrze będzie jeżeli ich światy nie zmieszają się ze sobą, bo nic dobrego z tego wyjść nie mogło. Kiedy matka żyła starała się to jakoś wszystko pogodzić, ale też widziała ten świat inaczej, więc Evan tak naprawdę tylko przez jakiś czas był jej ukochanym synem, ale to już inna historia.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 1:38 pm

Dobra, dobra - dla Quenta chwilowo mógł być i bezdomny i co tam sobie jeszcze chciał. W sumie nie jego sprawa, tak czy tak zakładanie przytułków dla mugoli było ostatnim, na co miał ochotę. Czasem spędzał co prawda w ich towarzystwie nieco czasu... Więcej niż powinien... Ale mniejsza z tym. Wystarczyły mu obecne kontakty z niemagicznymi, z nawiązką.
- Przez cały czas? - powtórzył za nim rozbawiony, a ta piąta rano sprawiła już, że nie powstrzymał się przed roześmianiem - Musisz być nieźle rozchwytywany, co? - dorzucił, chociaż w sumie chłopak nie wyglądał na jakiegoś znanego muzyka... Chociaż w sumie kto wie? Mugole byli dziwni, Quent widywał czasem na mieście plakaty jakiś ich koncertów, gdzie co drugi muzykant wyglądał, jakby go przed chwilą z ulicy ściągnęli. Już jakiś czas temu przekonał się, że nie ma co próbować zrozumieć niemagicznych i ich pomysłów.
- Nie sądzę, żeby znalazła się siła, która wyciągnęłaby mnie z łóżka do pracy o piątej rano. - dodał, wyraźnie rozbawiony samą wizją rozprawy w Wizengamocie skoro świt.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 2:14 pm

-Cóż... nie wydaje mi się abym był rozchwytywany- Mruknął lekko zakłopotany. Na ulicy nie był tak naprawdę długo. Chociaż pewnie z punktu widzenia innych ludzi grał tam na tyle długo, że powinien być już bardziej rozpoznawalny. I może faktycznie był, problem był taki, że ludzie kojarzyli go mniej więcej z wyglądu, ale tak naprawdę nikt nie znał jego imienia, nie wiedzieli o nim nic. Czy gdyby nagle go zabrakło czy ktoś by zwrócił na to uwagę? nie wydaje mi się. Życie toczyło by się dalej. Na szczęście Evan nie był tym typem który za wszelką cenę chciał zasłynąć. Grał na ulicy nie po to aby któregoś dnia w tym tłumie znalazła się jakaś szycha która doceni jego talent. Krótko mówiąc można go zaliczyć do tych anonimowych twórców wierzy która składała się z samych marzeń. Chłopakowi zawsze wydawało się, że robić coś znacznie więcej, że ma to jakiś głębszy sens. A przynajmniej tak będzie do momentu aż on sam w to będzie wierzyć. Może i ludzie w żaden sposób nie doceniają tego co robi, ale nie miał im tego za złe. Nie mieli po prostu na to czasu.
-Z łóżka to za dużo powiedziane...- Kiedy on ostatnio spał w łóżku, to nawet nie pamięta. W chwili kiedy robiło się zimno noce spędzał w podziemiach metra, a kiedy przychodziła wiosna przenosił się do różnych parków.
-Uwierz mi, że jest taka siła... jeszcze kilka lat temu sam byłem pewien, że nie wstanę o tak wczesnej godzinie- Chociaż on i tak zawsze w domu uchodził za rannego ptaszka. Jego brat z kolei mógłby przespać cały dzień. No, ale ze względu na to, że to on był ten zdolny, to mógł sobie na to pozwolić. No i Evan oczywiście życzył mu jak najlepiej, chociaż jednocześnie miał mu też trochę za złe za to wszystko co się stało.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 3:19 pm

Nie był rozchwytywany, a jednak spędzał cały czas na koncertach, już od piątej rano..? Quentin uniósł lekko brew, przyglądając mu się nieco uważniej zza szkieł swoich okularów. Dziwny dzieciak. Trochę więcej wyjaśniło się, kiedy wspomniał też o braku łóżka. Swoją drogą, to mógłby przestać wyglądać jak nadmiernie optymistyczna ofiara losu, bo aż się człowiekowi żal robiło. A ostatnie czego Fawley potrzebował, to żeby robiło mu się żal jakiś grajków od siedmiu boleści, serio. Miał własne sprawy, problemy i do pracy na rano, o.
Wspominanie, że "kilka lat temu" to chłopak ledwo ponad stół wyrastał, już sobie darował. Ile on mógł mieć lat w ogóle? Ze dwadzieścia? Ech, skaranie z takimi... Zobaczą kawałek świata poza ogródkiem rodziców i już myślą, że pojęli wszelkie mądrości świata, z uśmiechem grając sobie na rogu jakiejś ulicy od świtu do nocy za garść drobniaków.
- I cóż to za siła, hm? - mruknął, spoglądając gdzieś w bok, na pogrążony w nocnym półcieniu Londyn. W zasadzie spytał bardziej przez grzeczność, żeby nie stać tak jak słupy soli, niż z faktycznego zainteresowania siłami zrywającymi człowieka ze snu o piątej rano... Jak na jego gust musiały to być siły co najmniej okrutne i wolał nie zapoznawać się z nimi nazbyt blisko.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 3:28 pm

Fakt, często słyszał, że jest aż nazbyt optymistycznie nastawiony do tego wszystkiego. Ludziom się wydawało, że droga do szczęścia była tak naprawdę jedna. Tak naprawdę była to głupota. Szczęście można było osiągnąć naprawdę na różne sposoby. Z drugiej strony nie wiedzieć dlaczego ludzie zawsze patrzyli z pewną dozą wycofania na kogoś kto najnormalniej w świecie był zadowolony z tego, że żyje, że jest tak a nie inaczej. Zawsze mogło być lepiej to prawda, ale nie ma sensu gdybać co by było gdyby było inaczej. Było jak jest i trzeba z tym się pogodzić. Co do bycia ofiarą losu... chłopak nigdy, a to przenigdy nie pomyślał o sobie jak o jakiejś ofierze. Przecież sam wybrał sobie takie życie. Miał możliwości, mógł być kimś innym, mógł wylądować w innym miejscu, ale on wybrał coś innego. Sam odszedł z domu, nikt go nie wyganiał. Dziwne prawda? Co do tego, że niby wiedział wszystko o świecie. Nie wiedział wszystkiego. Tak naprawdę się dopiero uczył, ale to czego już doświadczył to wiedział i po prostu o tym mówił.
-Cóż... głód, mróz... policja- Na to ostatnie uśmiechnął się lekko. Miał parę incydentów z władzą, kilka razy zdarzyło się że go zgarnęli z ulicy. Niestety nie mieli co z nim zrobić to go wypuścili, a teraz to jakoś wyjątkowo się nim nie interesują.
-Dużo tego jest, tylko ludzie o tym nie myślą, bo są przekonani, że im się to nie przytrafi.- Przez ten czas kiedy był na ulicy poznał wiele osób które kiedyś miały wszystko. Dom, rodzinę, pieniądze. Potem nagle w przeciągu chwili cały ich dobytek runął, rodzina odeszła, a oni wylądowali na ulicy. To były prawdziwe ofiary losu, który sprawiedliwy do końca nie jest. Zostali pozbawieni czegoś wbrew swojej woli, dlatego Evan nie śmiał nawet przez chwilę narzekać na sytuację której sam się znalazł na własne życzenie.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 4:05 pm

Cóż... Quent śmiałby zauważyć, że wiedział co nieco o tych... alternatywnych drogach do szczęścia, ale mniejsza z tym. Chwilowo bowiem zupełnie nie o różnice filozoficzno-światopoglądowe się tu rozchodziło, a o fakt, iż szanowny pan grajek próbował najzwyczajniej w świecie wydusić z biednego Fawleya te jego skrzętnie ukrywane przed światem i dość nikłe zarazem pokłady człowieczeństwa. I to w sumie nawet się nie starając! O, losie, co za okropny typ! Quent był obecnie dosłownie o krok od zaczęcia żałować, że w ogóle po te fajki wylazł z domu, a to już swoiste osiągnięcie.
W sumie wyjście z domu z własnej woli i zostawienie poprzedniego życia wcale nie było dla mężczyzny niezrozumiałe. Chodziło mu raczej o fakt, że raczej nikt nie byłby w stanie wmówić mu, jakoby spanie na dworcach, odmrażanie sobie tyłka i uciekanie przed policją było dla kogokolwiek stanem, do którego można by dążyć. Grajek też na pewno miał jakieś marzenia ponad to, choćby z niespodziewanym odkryciem go przez wędrownego łowcę talentów. I otóż właśnie ów fakt, iż zamiast żyć w takich warunkach jak chce i na takich warunkach jak chce, zgadzał się na wybór jednego, z bezczynnym czekaniem, aż drugie może kiedyś samo do niego przyjdzie sprawiało, że Quent widział w nim właśnie ofiarę losu. Dzieciak pewnie, przy tych swoich nadmiernych pokładach optymizmu, wmawiał sobie, że wszystko jest tak jak chce, bo po prostu znajduje swoje szczęście w innych rzeczach, ale z ludzką naturą, która przemawia stanowczo przeciwko odmrożeniom i wygłodzeniu ciężko jest wygrać samym tylko uśmiechem.
- Mimo wszystko wolałbym nie stosować tego typu budzików. - orzekł spokojnie, zgodnie z prawdą. Był przekonany, że nawet gdyby mu się to przytrafiło, to poradziłby sobie z tą kwestią tak samo, jak radził sobie ze wszystkimi innymi.
Podniósł wolną od papierosa rękę i zgięciem łokcia podciągnąwszy rękaw, zerknął na tarczę swojego staroświeckiego zegarka.
- Nie jest chyba jeszcze za późno na kawę, co? - mruknął, chociaż trudno było stwierdzić, czy bardziej do siebie samego, czy jednak swojego tymczasowego towarzysza.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 4:23 pm

Chłopak uśmiechnął się lekko w jego kierunku.
-Naturalnie. Do dobrego człowiek szybko się przyzwyczaja, do złego... gorzej... ale to też zależy od człowieka- Gdyby Evan tylko wiedział co ten typ sobie myślał to najpewniej by już dawno się roześmiał w niebo głosy. On i wyduszanie z kogo kolwiek czego kolwiek. Po prostu był sobą, ale jak widać w dzisiejszych czasach jeżeli ktoś się uzewnętrznia to od razu jest brany za albo szaleńca, albo naciągacza. Jeżeli chodzi o jego marzenia... to prawda były, ale nie można było ich wpakować w żaden konkretne ramy. To czego chciał było tak bardzo niematerialne, i nie oczywiste. Pewnie dlatego, że tak naprawdę sam nie wiedział co by było mu potrzebne. Poszedł na ulice bo tak chciał, bo czuł, że właśnie tam znajdzie to bliżej niezidentyfikowane marzenie. I faktycznie spełniał się. Wyrwał się z tego błędnego koła w którym utknął każdy przeciętny człowiek. I poniekąd było mu żal tych wszystkich ludzi którzy każdego wieczora ustawiali budziki na siódmą. Potem wstawali szli do pracy, wracali z niej i schemat się powtarzał. Na okrągło to samo. A jemu się po prostu to się nie podobało.
-Zależy o której Pan pija kawę- Była to zaiste ciekawa rozmowa, a między innymi dlatego, że była taka zwykła. Stał z obcym facetem na ulicy i sobie palił gadając o jakich głupotach o których za godzinę najpewniej nawet nie będą pamiętać. Niebieskooki lubił tego typu zrządzenia losu. To było to co sprawiało, że pomimo chłodu i głodu nic by nie zmienił.

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 4:36 pm

Och, Quent nie sądził, że chłopak robi to świadomie. Nie wyglądał na jednego z tych podstępnych drani, co to człowieka nachodzą i starają się wymęczyć jakieś drobne na piwo za sklepem. I to właśnie było jeszcze gorsze. Z tymi pierwszymi bowiem Fawley doskonale potrafił sobie radzić, a ten wiecznie uśmiechnięty dzieciak lekkim tonem opowiadający o życiu na ulicy sprawiał, że ciężko mu było tak po prostu odwrócić się i odejść. Czyli tak, to był jego problem, nie młodego. Ale to nigdy nie powstrzymało go jeszcze przed psioczeniem na wszystkich wokoło w myślach.
- O każdej. - odparł więc tylko, strząsając rękaw płaszcza z powrotem do pierwotnej pozycji i przenosząc spojrzenie z powrotem na chłopaka - Ale o własne preferencje raczej nie pytałbym ciebie. - zauważył skądinąd słusznie, unosząc lekko brwi.

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Sob Gru 10, 2016 5:04 pm

Evan w końcu dopalił resztę papierosa rzucając niedopałek na ziemię i zgniótł go lekko butem, aby żar przypadkiem się gdzieś nie rozniósł. Zdjął z pleców torbę i postawił ją na ziemi, obok położył gitarę i sam się schylił. Zaczął szukać czegoś w tym całym dorobku który taszczył na plecach. A było tego naprawdę niewiele.
-No to nie ma Pan powodów aby się jej nie napić. Jeżeli jest tylko ochota to po co sobie zadawać tak głupie pytania- No oczywiście nie ma sensu zadawać sobie pytań tak długo jak człowiek ma ochotę zrobić coś zgodnego z prawem. W chwili kiedy zastanawiałby się nad tym czy kogoś zabić czy nie... cóż wątpliwości byłyby nawet wskazane.
-Wybaczy Pan, ale to pytanie zostało tak zadane, że ciężko było wywnioskować czy mam na to odpowiedzieć. Więc wolałem tak zrobić aby nie wyjść nie dość, że na biedaka to jeszcze na chama- Tym się różnił od tych wszystkich bezdomnych którzy się kręcili po okolicy. Evan wydawał się być znacznie bardziej grzeczny i mniej bezpośredni. I faktycznie nigdy jego zamiarem nie było wyłudzenie od niego pieniędzy. Z resztą gdyby miałby taki zamiar to czy by zapłacił za niego. Chociaż Reid i tak doskonale wiedział, że ten nie wierzy w jego bezinteresowność. Schematy rządziły naszym światem, a chłopak niestety nie mógł nic z tym zrobić.
Po chwilce poszukiwań w końcu znalazł to czego chciał. Wyciągnął z torby butelkę wody... zwykłej czystej wody. Odkręcił buteleczkę i wziął z niej łyka.
-Ja osobiście za kawą nie przepadam. Jakoś nigdy nie nie smakowała- Powiedział po chwilce milczenia. No tak za chwilę zejdą na tak banalny temat jak "wyjątkowo zimno jest dzisiejszej nocy".

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Quent Fawley on Sob Gru 10, 2016 5:25 pm

Z każdym kolejnym słowem chłopaka rosła dezaprobata w oczach przyglądającego się mu Fawleya. Matko kochana, jak można być aż tak nieogarniętym? Wszystko trzeba mu przeliterować? Skaranie losu. Że też zachciało mu się prowadzić dysputy z mugolami! Przecież wiadomo, że się nie dogada, nie ma siły w świecie!
Dzieciak naprawdę sądził, że zapytałby go o to, czy nie jest za późno, żeby on sam pił sobie kawę? Serio? Kiedy ostatnio rozmawiał z jakimś żywym człowiekiem, hm?
- Quentin. - wtrącił, bardzo niegrzecznie przerywając mu w pół zdania, ale zwyczajnie nie mógł już znieść tego "panowania". Zwykle mu to nie przeszkadzało, ale dziś czuł się od tego zwyczajnie staro i tyle.
Po chwili westchnął ciężko i potarł palcami nasadę nosa, przy okazji zsuwając okulary trochę niżej na nosie.
- Nieważne. - mruknął w końcu tylko, wyrzucając niedopałek papierosa na bruk i traktując go czubkiem buta. Starczy tego dobrego.
- Jeszcze raz dzięki. - dodał mało entuzjastycznie, lekkim gestem rzucając napoczętą paczkę fajek w stronę młodego. Niby mógł mu wytłumaczyć i takie tam, ale ostatecznie uznał, że starczy tego spoufalania się z mugolami jak na jeden wieczór. Nie ma co sobie szargać nerwów.

/zt


Ostatnio zmieniony przez Quent Fawley dnia Nie Gru 11, 2016 3:50 pm, w całości zmieniany 1 raz

_________________
Lawyers are not the devil's ministry
avatar
Quent Fawley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 30 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : obrońca w Wizengamocie
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t303-domeric-quentin-fawley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t307-quent-fawley#581 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t309-aurene#583 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t311-quent-i-przyjaciele#586
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Evan Reid on Nie Gru 11, 2016 3:39 pm

Nieogarniętym? Nie Evan nie był nieogarnięty w żaden sposób. Po prostu to była ta różnica która dzieliła go od reszty świata. Ci którzy byli "wysoko" ustawieni bawili się w jakieś przenośnie, aluzje i inne duperele które tak naprawdę nie miały sensu, a były uznawane za świadectwo szlachetnego urodzenia, czy coś w ten deseń. Chłopak zdecydowanie bardziej wolał bezpośredniość. Jeżeli padało pytanie, padała również odpowiedź. Nie miał najmniejszego zamiaru szukać podwójnego dna w myśleniu innych ludzi by tak naprawdę było to cholernie zgubne. Gdyby wszyscy byli bezpośredni nie byłoby na tym świecie nieporozumień.
-Evan...- Odpowiedział mu szybko, nie zwracając na to uwagi, że mężczyzna najwyraźniej czuł się źle kiedy ten mówił do niego per Pan. Oczywiście najpewniej za coś takiego po raz kolejny zostanie uznany za kogoś, kto nie pasuje do tego świata, ale co go to tak naprawdę obchodziło. Był jaki był i dobrze było mu z tym.
Kiedy ten rzucił mu paczkę papierosów złapał je w locie i popatrzył na niego zdziwiony. Po chwilce odrzucił je ponownie do właściciela. Schował wodę do torby i ją zamknął. Zarzucił na ramię i wstał z kucków.
-Nie chcę abyś potem mi wypominał, że jestem coś winny.- Prawda była taka, że faktycznie gościu był jemu winny te parę gorszy które za niego wyłożył, ale chłopak nauczył się przez ten cały czas, że ludzie tacy jak on. To znaczy ci zamożniejsi nie byli bezinteresowni. Teraz weźmie to niby nic, a przy następnym spotkaniu (bo i tego nie można wykluczyć) wytknie mu, że musi coś dla niego zrobić.
-Zasada numer jeden... nie pożyczaj bo świat ci nie odda- Była to jego własna zasada, którą stworzył w pierwszy dzień kiedy znalazł się na ulicy.
-Trzymaj się, i może do zobaczenia- Odpowiedział i ponownie uśmiechnął się lekko, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł gdzieś przed siebie w noc. Wrócił do swojego królestwa.
z/t

_________________
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Esmeralda Moore on Sob Gru 24, 2016 12:43 am

Esmeralda nie miała zielonego pojęcia dlaczego za każdym razem wracała do tego miejsca. Może dlatego, że przywracało wspomnienia tych lat kiedy wszystko wydawało się być tak proste. To tutaj kiedy tańczyła ku uciesze gawiedzi czuła, że cały świat trzyma w swojej dłoni. Wtedy słowa niemożliwe, za trudna, absurdalne nie miały w jej świecie tak naprawdę żadnego znaczenia. Wtedy mogłoby się wydawać, że ta dziewczyna będzie mogła sięgnąć samych gwiazd. Niestety życie najwyraźniej postanowiło dla niej napisać zupełnie inny scenariusz. I takim o to sposobem została osamotniona gdzieś na dnie. Świat który stworzyła dla siebie został doszczętnie zniszczony, a ona była zmuszona wyjść ze swojej różowej bańki mydlanej, która ochraniała ją przed złem tego świata. Musiała w końcu dorosnąć, i zrozumieć, że bajki nie istnieją.
O tej godzinie to miejsca było opustoszałe, jedyne co dziewczynie towarzyszyło to blask latarni. Spacerowała sobie spokojnie to w lewo to w prawo. Jej spódnica która chyba jako jedyna przypominała o tym kim była dawna Esmeralda poruszała się delikatnie za każdym razem kiedy dziewczyna robiła krok w przód. Dźwięk małych obcasików które stykały się co jakiś czas z ziemią roznosił się, i odbijał od ścian niektórych budynków. W pewnym momencie dziewczyna się zatrzymała aby spojrzeć przed siebie. Delikatny chłodny wiatr poderwał jej kruczoczarne włosy do niesamowitego tańca, a szmaragdowe oczy odbiły światło pierwszej lepszej latarni.
-Tak, pamiętam, słyszałam ten dźwięk
tak zmieniłam się wiem. Inne drogi wybieram od lat
tylko w snach, naprawdę wiem.
Tylko w moich snach.. gdy gra tych kilka nut
cichy szept, poruszone wspomnienia przez wiatr,
tamtych słów, tych dziwnych słów
kłamałeś dobrze wiem, że ty też...
- Urwała w połowie aby jej szmaragdowe oczy zostały utkwione gdzieś w ziemi. Wspomnienia nie zawsze były dobre. A może to ona po prostu zapomniała o tym jaką lekcję powinna wynieść z tych wspomnienie. Chociaż co to za różnica jak i tak te obrazy które wracały do niej przypominały noże które były gotowe wbić się w jej ciało w każdej chwili.

_________________


Cienie staja sie dluzsze,
i piesni staja sie
zimne i przerazliwe.
Bledne kolo staje sie ciasniejsze,
jednak wierzy sie tylko,
w to, w co chce sie wierzyc.
Cienie staja sie dluzsze!
Jest za piec dwunasta!
Dlaczego kazdy zachowuje milczenie?


avatar
Esmeralda Moore

Status Krwi : brudna
Wiek : 21
Stan cywilny : panna
Zawód : Pokojówka w dziurawym kotle
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 89

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t375-esmeralda-moore http://deathly-hallows.forumpolish.com/t397-esmeralda-moore#915 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t398-esmeralda-moore#916
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Gellert Grindelwald on Sob Gru 24, 2016 11:43 am

Życie Gellerta również nie było usłane różami, jednak on starał się nie rozpamiętywać przeszłości i żyć dniem dzisiejszym i jutrzejszym. Jutrzejszym chyba nawet bardziej, bo najważniejsze było przecież to, co się stanie. Niekoniecznie z nim - o sobie raczej nie myślał. Myślał o tym, co przyniosą światu czarodziejów kolejne dni, tygodnie, miesiące... lata. Miał jednak nadzieję, że nie lata, bo ciężko byłoby mu patrzeć na ten jeden wielki rozgarniasz jeszcze przez kilka kolejnych lat. Może to będzie tylko kwestią czasu, aż wszystko pójdzie po jego myśli i świat czarodziejów zostanie ujawniony przed mugolami?
Przestaniemy żyć w ukryciu... Przestaniemy ciągle uciekać przed prawdą... - przemknęło mu jeszcze przez myśl, po raz setny chyba, podczas rozmyśleń. Spacerował Trafalgar Square, ze splecionymi za plecami dłońmi. Było pusto i cicho. Aż w końcu coś kazało mu się zatrzymać. Smutna, śpiewająca dziewczyna... o nieco nietypowej urodzie.
Gellert zmarszczył lekko brwi i podszedł do niej ostrożnie. Raczej większość czarodziejów wiedziała, jak Grindelwald wygląda, chociaż ostatnio nie bardzo udzielał się w tej społeczności, zwłaszcza w Lonndynie.
- Skąd ta smutna mina? Mamy piękny wieczór. - machnął lekko ręką, jakby wskazywał jednym gestem cały świat. Uśmiechnął się do dziewczyny delikatnie i uniósł lekko brwi, wyraźnie zaciekawiony. - Tęsknisz za kimś? A może za czymś?
Nie był wścibski, po prostu pytał. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że dziewczyna nie musi odpowiadać na jego pytanie. Nie musi, ale może i jeśli to zrobi, to będzie mu miło. Jeśli nie... cóż, chyba po prostu nie jest wystarczająco "lubiany" w świecie czarodziejów.
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Esmeralda Moore on Nie Gru 25, 2016 1:06 am

Cyganeczka również kiedyś nie rozpamiętywała tego co było. Żyła z dnia na dzień, zupełnie tak jak by jutro miało nigdy nie nadejść. Po prostu brała od tego życia wszystko to czego chciała. Wydawało się, że nie było dla niej żadnych ograniczeń. Los bywa niestety niezwykle przewrotny. I to wcale nie jest tak, że ta mała dziecinna cyganeczka gdzieś zaginęła. Esme po prostu musiała na chwilę wyjść ze swojej mydlanej bańki, ze swojego królestwa ze szkła, porzucić skrzydła dzięki którym mogła wznosić się wyżej niż kto kolwiek inny. Gdyby tego wszystkiego nie zrobiła umarła by, a tego nie chciała. Był to rozpaczliwy gest, wręcz walka o resztkę życia, godności która jej na szczęście jeszcze pozostała.
Kiedy dziewczyna usłyszała czyiś głos za swoimi plecami odwróciła się gwałtownie twarzą do przybysza który zakłócił jej spokój. Czarne włosy od razu zawirowały i opadły na jej ramiona, a szmaragdowe oczy zostały utkwione w twarzy starszego pana. Tak, kojarzyła kim jest, kiedyś coś czytała na jego temat, ale nie przywiązywała większej uwagi do tego kim jest i do czego dąży. Esmeralda nigdy nie wypowiedziała się ani po jednej ani po drugiej stronie, cóż może to jest właśnie resztka tego dziecinnego marzenia, że chce być przyjaciółką całego świata. Nie chce nigdy stanąć przed sytuacją w której byłaby zmuszona wybierać. Nic dziwnego, dziewczyna była osobą która chciałaby dostać wszystko na raz... krótko mówiąc powiedzenie "nie można mieć ciasteczka i zjeść ciasteczka" u niej się nie sprawdzało.
-Wieczór, zaiste piękny- Odpowiedziała i kiwnęła lekko głową w jego kierunku na znak wyraźnego przywitania. Kiedy ten zadał pytanie na ustach Romki pojawił się delikatny uśmiech. Z uśmiechem było jej do twarzy, oczy w których można było się zatracić od razu nabierały tego specyficznego blasku, a twarz nabierała znacznie bardziej szlachetnych rys.
-Za światem... który kiedyś był mój- Odpowiedziała spokojnie. Esmeralda nigdy nie mówiła o sobie, chociaż jej się wydawało, że odpowiedzi których udzielała były niesamowicie proste, i gdyby ludzie tylko spróbowali spojrzeć na ten świat tak jak ona, najpewniej by ją zrozumieli. Niestety tak nie było, i nie było na tym świecie istoty która mogłaby pochwalić się tym, że zna tą czarownicę o wdzięcznym imieniu Esmeralda.

_________________


Cienie staja sie dluzsze,
i piesni staja sie
zimne i przerazliwe.
Bledne kolo staje sie ciasniejsze,
jednak wierzy sie tylko,
w to, w co chce sie wierzyc.
Cienie staja sie dluzsze!
Jest za piec dwunasta!
Dlaczego kazdy zachowuje milczenie?


avatar
Esmeralda Moore

Status Krwi : brudna
Wiek : 21
Stan cywilny : panna
Zawód : Pokojówka w dziurawym kotle
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 89

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t375-esmeralda-moore http://deathly-hallows.forumpolish.com/t397-esmeralda-moore#915 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t398-esmeralda-moore#916
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Gellert Grindelwald on Sro Sty 11, 2017 3:24 pm

Czarodziej przyglądał się młodej dziewczynie, nie do końca rozumiejąc, co ta miała na myśli. Nie znał jej, a nie zamierzał używać legilimencji, by zajrzeć do jej umysłu i przejrzeć wspomnienia - nawet jeśli, to nie wiedziałby czego szukać. Po prostu patrzył, zastanawiając się nad powodem dla którego dziewczyna wyglądała teraz - pomimo uśmiechu - na smutną i zamyśloną.
- Każdy z nas ma czasem taki moment w swoim życiu, że tęskni za czymś, co było. Najczęściej jednak to, za czym tęsknimy, nie ma jak do nas wrócić. Czasem przez to, że już minęło, czasem z powodu śmierci... a czasem po prostu dlatego, że lepiej nam jest bez obiektu tęsknoty.
Spojrzał w stronę jednej z fontann i westchnął cicho, na moment również odpływając gdzieś myślami.
- Też miałem kiedyś swój świat, który wydawał mi się idealny. Ale to było dawno - byłem młodym, głupim i naiwnym smarkaczem. Wiele się od tamtego czasu zmieniło. - uśmiechnął się delikatnie i znów skierował jasne, nieco wyblakłe oczy na Esme. - Masz ciekawe rysy twarzy, moje drogie dziecko. I piękny kolor oczu. Mogę spytać, skąd pochodzisz?
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Trafalgar Square

Pisanie by Esmeralda Moore on Sro Sty 11, 2017 10:56 pm

U Esmeraldy było to typowe zachowanie. Uśmiech który gościł na jej ustach bardzo rzadko był szczery. Można to nazwać swego rodzaju przyzwyczajeniem. Świat dał jej taką rolę. Piękna, dobra Esmeralda która zawsze będzie, która zawsze pomoże. Kiedyś nawet ta wizja jej się podobała, bo wszystko było łatwiejsze. Bajki były prawdziwe, tak samo jak słowa, czy nuty. Teraz cyganeczka nadal miała tą samą rolę do odegrania, ale nagle scenariusz się zmienił, a w nim ona nie została uwzględniona. I tak cały czas stała na deskach tego teatru, uśmiechając się, ładnie wyglądając, poniekąd upiększać ten świat. Niestety nadal była tylko porcelanową lalką, jakimś tanim przedmiotem który poniewierał się w wielu miejscach. Najpierw jedna osoba się nią zainteresowała tylko po to aby po pewnym czasie stwierdzić, że laleczka ma na twarzy zbyt wiele skaz. I takim sposobem ponownie lądowała na ulicy. Niby nic, niby normalne rzecz, ale kiedy ktoś chociaż raz się przywiąże, ciężko będzie wrócić do stanu sprzed. W wypadku cyganeczki również tak było. Dlatego nigdy nie chciał się zakochać... chociaż czy to co czuła kiedyś to była naprawdę miłość, czy coś co sobie wmówiła, że to miłość. Przecież ona nie potrafiła kochać, nie mogła potrafić bo nawet nie wiedziała co to jest, co to oznacza kocha. Więc czemu myśl o tych wszystkich zmianach nadal tak bardzo bolała?
-Dziękuję...- Odpowiedziała na jego komplement kiwając lekko głową, na skutek czego parę jej kruczoczarnych kosmyków opadło na oczy. Ona wydała się tym kompletnie nie przejmować tylko dalej lustrowała mężczyznę głębią swoich szmaragdowych oczu. Zapach jaśminu zaczął krążyć gdzieś w eterze. Postać dziewczyny wydawała się być tak bardzo kompatybilna ze sobą. Każdy szczegół jej sylwetki wydawał się być przemyślany w każdym calu. Nawet jej ubiór, który wydawał się być stosunkowo ciężki, nie odbierał jej płynności w poruszaniu się.
-Stąd...- Odpowiedziała krótko, ale po chwilce oderwał wzrok od rozmówcy aby spojrzeć gdzieś w dal. Zaczęła się nad czymś ewidentnie zastanawiać, chociaż z punktu widzenia obserwatora mogło to wyglądać na to, że ta wątła istotka toczy w swojej główce istną wojnę.
-Chyba... z resztą... jakie to ma znaczenie?- Nikogo tak naprawdę nigdy nie obchodziło to skąd ona pochodzi, jaka była jej przeszłość. Z tego co pamiętała to ona zawsze przejmowała się innymi. Dlatego to pytanie poniekąd wybiło ją z tropu. Z resztą tak naprawdę sama nigdy nie zastanawiała się skąd pochodziła. Kto ją urodził, kim mogła być matka, a kim ojciec. Jakoś nigdy nie lubiła babrać się w przeszłości, bo można niechcący wykopać jakiegoś trupa.

_________________


Cienie staja sie dluzsze,
i piesni staja sie
zimne i przerazliwe.
Bledne kolo staje sie ciasniejsze,
jednak wierzy sie tylko,
w to, w co chce sie wierzyc.
Cienie staja sie dluzsze!
Jest za piec dwunasta!
Dlaczego kazdy zachowuje milczenie?


avatar
Esmeralda Moore

Status Krwi : brudna
Wiek : 21
Stan cywilny : panna
Zawód : Pokojówka w dziurawym kotle
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 89

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t375-esmeralda-moore http://deathly-hallows.forumpolish.com/t397-esmeralda-moore#915 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t398-esmeralda-moore#916
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach