przybornik
Evan Reid

Evan Reid

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Evan Reid

Pisanie by Evan Reid on Czw Gru 08, 2016 1:40 am

Evan Ried


Evan Reid
(James McAyoy)


Personalia

Data urodzenia: 20.07.1959
Miejsce urodzenia: Londyn
Miejsce zamieszkania: Londyn
Zawód: uliczny grajek
Stan cywilny: Kawaler
Status krwi: mugolak
Szkoła Magii: Hogwart
Dom w Szkole: Huffelpuff
Różdżka: Cis,Łuska Chimery, 10 cali, bardzo sztywna


Historia postaci

To ja. Muszę coś zrobić ze swoim życiem, to chyba widać. A przynajmniej tak się wydaje ludziom którzy mijają mnie codziennie na ulicy. Dlaczego tak im się wydaje, cóż tego mogę się tylko domyślać. Wydaje mi się, że to wszystko przez to, że często chodzę w starych spodniach, które zaczynają się powoli przecierać. Kurtka którą noszę na sobie już dawno się wyciągnęła, na skutek czego wygląda jak by była zdjęta ze starszego brata. A może głównym powodem ich współczucia dla mojej osoby jest fakt, że codziennie rano wychodzę na ulicę, z gitarą na plecach. Siadam na krawężniku i po prostu gram, w nadziei, że ktoś poratuje mnie jakimiś pieniędzmi. Wiele ludzi mówi, że jestem odmieńcem, ale mimo wszystko w ich ustach brzmi to tak jak bym został  skazańcem. Inni z kolei debatują nad tym co się musiało wydarzyć w moim życiu, że wylądowałem w takim a nie innym miejscu. Cóż, sam sobie wybrałem takie życie, i nie, nie byłem naćpany, ani pijany. Po prostu ludzie chwilami nie rozumieją tego, że niektórych w żaden sposób nie interesuje, bogate, i pewne życie. No, ale pewnie i tak mi nie uwierzycie na słowo, dlatego chciał nie chciał w skrócie spróbuje opowiedzieć jak wyglądało moje życie.
Urodziłem się w rodzinie mugoli. Byłem tym upragnionym i ukochanym, oraz jedynym dzieckiem. Moi rodzice od zawsze mieli wielki problem jeżeli chodzi o spłodzenie potomka. Z tego co wiem z opowiadań to próbowali wiele razy. Najpierw matka uważała, że z nią jest coś nie tak, więc poszła do lekarza, ale ten stwierdził, że wszystko działa tak jak powinno. Potem poszedł ojciec, i tutaj dopiero się okazało, że szansa na to aby to on był przyczyną ciąży jest prawie znikoma. Dlatego też musicie wyobrazić sobie radość rodziców kiedy okazało się, że mam się pojawić na świecie. Wyskoczyłem na świat w lipcu, akurat w czasie kiedy do Anglii przyszła pierwsza fala upałów, może wiec dlatego nienawidzę ciepła. Zdecydowanie bardziej wolę zimę. Jak już wspomniałem wcześniej byłem upragnionym dzieckiem, dlatego też rodzice czuli się zobowiązani do tego aby zapewnić mi wszystko czego potrzebowałem, oraz stać się aż za bardzo opiekuńczymi rodzicami. W chwili kiedy zacząłem rozumieć coś więcej dowiedziałem się, że moja mama pracuje jako sędzia w pobliskim sądzie, a ojciec... ojciec z kolei jest notariuszem. Zwykłe zawody, ale w świecie pieniądze uważane za coś co powinno być rodzinną dumą. Dlatego nic dziwnego, że od najmłodszych lat rodzice starali się zaplanować moją przyszłość. Wiecie, najlepsze przedszkola, odkładane pieniądze, gdyby było to możliwe to najpewniej zaraz po moim urodzeniu zapisali by mnie na studia prawnicze aby tylko mieć pewność, że ich dziecko do czegoś dojdzie w tym życiu.
Kiedy nadszedł dzień moich pierwszych urodzin, dowiedziałem się o tym, że mojemu tacie udało się powtórzyć wyczyń i za dziewięć miesięcy na świecie pojawił się mój brat. Jako dzieci cóż dogadywaliśmy się i to naprawdę dobrze, bo w końcu co taki dzieciak wie o inności, nie rozumie nawet tego słowa. Mają podobne spojrzenie na świat, podobnie się zachowują. Problemy zaczęły się w chwili kiedy byliśmy starsi. Mój młodszy braciszek w pewnym momencie stał się tym idealnym synkiem. No wiecie sami. Przykładny uczeń, dobry synek, który posprząta w domu aby zrobić niespodziankę rodzicom. A ja... od zawsze miałem inne spojrzenie na to wszystko. Czas który powinienem był poświęcić na naukę, poświęcałem na rozwijanie swoich dziecięcych pasji. Zdarzało się, że w szkole czasami wpakowało się w jakieś bójki, a dziennik szkolny tonął w uwagach które były skierowane pod moim adresem. Krótko mówiąc zupełne przeciwieństwo.
Najpewniej ci którzy wiedzą, że w ich rodzinach był problem z płodnością wiedzą, że sielanka w takim domu nigdy nie trwa długo. U nas było tak samo. W pewnym momencie ojciec zaczął zarzucać matce, że puściła się z kimś, bo dzieci wcale nie są podobne do niego. No więc w takim wypadku jedyne co pozostało to zrobić test na ojcostwo. W moim wypadku wyszło, że nie było opcji aby wykluczyć jego ojcostwo, w przypadku drugiego syna... nie było wątpliwości, że ojcem nie był. I takim o to sposobem doszło do rozwodu rodziców. Ja trafiłem do ojca, a mój  brat do matki. To właśnie wtedy, pojawiły się kolejne problemy. Ja oraz mój brat zaczęliśmy przejawiać umiejętności których żaden normalny człowiek posiadać nie powinien. Tyle co u brata było to jeszcze akceptowalne, to w moim wypadku nie bardzo. Bo i bez tego sprawiałem wiele kłopotów. Krótko mówiąc działy się wokół nas dziwne rzeczy. Czasami kiedy się zdenerwowaliśmy nagle światła gasły, chociaż żarówki były wymieniane dosłownie godzinę temu, czasami jakieś lustro pękło, albo jakaś mała rzecz zleciała ze stołu, chociaż nie miała do tego prawa. Do moich jedenastych urodzin ten temat był omijany szerokim łukiem. A ojciec to już w ogóle nie chciał o tym mówić. Wypierał te wszystkie wydarzenia, mówiąc, że i bez tego jestem kłopotem... cóż może i tak było naprawdę.
Kiedy nastał dzień moich jedenastych urodzin do drzwi mieszkania ojca zapukała jakaś dziwna osoba. Kobieta ubrana w jakąś śmieszną szatę, ze szpiczastym kapeluszem na głowie. Wtedy chyba czara goryczy została przelana. Osoba ta mówiła, że jestem czarodziejem, że mam uczyć się w jakiejś szkole magii. Ojciec oczywiście wziął to za jakiś dowcip, i po prostu wyrzucił tą osobę za drzwi. Sytuacja powtarzała się przez jakiś czas, aż do znudzenia. W końcu ojciec zmęczony tymi wizytami postanowił wysłuchać tą kobietę.
Takim o to sposobem wylądowałem w Hogwardzie, byłem w Huffelpuffie. Jak podchodziłem do nauki, cóż tak jak do tej pory. Nie byłem prymusem i na puchar domów na pewno nigdy nie zapracowałem. Wśród innych uczniów uchodziłem raczej za kogoś kto urwał się z innej bajki. Nie miałem wielu znajomych, z reguły chodziłem na zajęcia sam, sam jadałem. Od jakichś imprez wolałem spędzać wieczory przed książką, a z czasem książka zamieniła się w gitarę, na której w zacisznym dormitorium wygrywałem różne melodie. Niedługo po mnie do szkoły zawitał również mój braciszek. I nawet tam musiał być idealny. Nie dość, że dostał się do Gryfonów, był doskonałym uczniem, często nawet ulubieńcem nauczycieli, dostał się do drużyny Quiddich'a, potem z wiekiem został prefektem. No po prostu same sukcesy. I w pewnym momencie doszło do tego, że w szkole słyszałem to samo stwierdzenie co w domu "czemu nie możesz być taki jak brat". Przecież to było oczywiste czemu nie byłem taki jak brat. Gdybym był taki jak on, to nie miałbym na imię Evan, tylko jak on. Rodzice, chociaż z początku byli w całkiem sporym szoku, nie ma co się dziwić. W końcu dowiedzieli się, że świat magii istnieje, i nie jest to wcale wymysł jakiegoś bajkopisarza. W chwili kiedy oswoili się z tym tematem, mój brat nadal był ich ulubieńcem. Widzicie w pewnym momencie nasze spojrzenie na świat zmieniło się diametralnie. Znaczy nigdy nie byliśmy zgodnym rodzeństwem, ale za tym kryje się bardziej skomplikowana historia. Widzicie ja w pewnym momencie zapragnąłem tworzyć muzykę, dawać ludziom radość, nadzieję, przez to co stworzę. Brat to załapał, i przez pewien czas razem szliśmy tą samą drogą. Zdarzało się, że razem graliśmy na ulicy aby trochę zarobić na boku. Z czasem mój młodszy braciszek stwierdził, że w ten sposób nie dojdzie nigdzie, i zdał śpiewająco ostatnie egzaminy, kiedy ja nawet do nich nie podszedłem. Wówczas chyba moi rodzice zrozumieli, że nie mają co na mnie liczyć. Krótko mówiąc zawiodłem, a przynajmniej tak było w ich oczach. Brat wylądował w ministerstwie, a ja... tutaj na ulicy. Ot cała historyja.
Potem zmarła matka, miała raka, a po jej śmierci ojciec zerwał ze mną jaki kolwiek kontakt. Brat, również nie widział się ze mną już całe wieki. Chyba nawet wstydzi się tego, że jego bratem jest uliczny włóczęga. Cóż... mówi się trudno, a ja sobie jakoś żyję. Powoli, starając się nie przejmować się niczym, żyć tak jak mam na to ochotę.


Charakter

W chwili gdyby ktoś powiedział, że jestem dziecinny najpewniej przytaknąłbym mu z uśmiechem na ustach. Powód tego jest prosty. Gdyby nie ta dziecinność moje życie najpewniej wyglądałoby inaczej. Wylądowałbym za biurkiem w jakimś departamencie. Jeżeli dziecinny to na pewno nieodpowiedzialny. I taka jest prawda. Krótko mówiąc żyję z dnia na dzień, nie zastanawiając się za bardzo nad tym co przyniesie mi jutro, bo przecież i tak nie ma to większego sensu w mojej sytuacji. Pomimo tego wszystkiego na pewno jestem wielkim optymistą. Dla wielu ludzi życie jakie wiodę jest na pewno czymś trudnym, ale ja wiele razy zaznaczałem, że przynajmniej nie jest monotonne. Krótko mówiąc nie kręcę się w tym labiryncie, chociaż doskonale wiem, że i tak nie będzie z niego wyjścia. Jestem ciekawym człowiekiem. Lubię rozmawiać z innymi ludźmi. Słuchać ich historii. Chociaż przez chwilę próbować popatrzeć na ten świat ich oczami. Jest to naprawdę pouczające. Nie jestem za bardzo gadatliwy, zdecydowanie jestem lepszym słuchaczem. Upartość to coś dzięki czemu jestem tym kim jestem, i jestem tu gdzie jestem. Nie zawsze mi to na dobre wyszło, ale wydaje mi się, że najważniejsze to być wiernym własnym ideałom a potem jakoś to będzie. Mówicie, że jestem lekkomyślny, tak, jestem i co z tego. Dzięki temu nie raz i nie dwa przeżyłem wiele miłych oraz nie miłych chwil. Chwilami mogę wydać się bezczelny, ale tyle czasu na ulicy robi swoje. No i oczywiście jestem wierny swoim ideałom.


Ciekawostki


  • Jestem neutralny jeżeli chodzi o ostatnie wydarzenia w świecie

  •  Czasami wypije parę kieliszków

  • Gram na gitarze, oraz trochę podśpiewuje  

  • Rzadko używam magii... chyba, że już zostałem do tego zmuszony

  • Nigdy nie używam magii w stosunku do mugoli. Jeżeli dojdzie do jakiegoś sporu który trzeba rozwiązać pięściami, to tak to czynię.



Genetyka

brak


Umiejętności

Bogin: Druzgotek
Patronus: Nie
Teleportacja: tak
Zaklęcia niewerbalne: nie
Najlepszy w: Transmutacji, oraz zaklęciach użytkowych
Najgorszy w: eliksirach oraz wróżbiarstwie
Eliksiry: eee to te miksturki? Jakieś proste jest w stanie uwarzyć, ale niczego bardziej skomplikowanego nie ogarnie
Najlepszy przedmiot szkolny: mugoloznastwo... tak wiem żałość
Najgorszy przedmiot szkolny: Eliksiry
Inne: brak




Ostatnio zmieniony przez Evan Reid dnia Czw Gru 08, 2016 4:35 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Evan Reid

Status Krwi : brudna
Wiek : 22
Stan cywilny : kawaler
Zawód : uliczny grajek
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 146

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t281-evan-reid#487 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t300-evan-reid#559 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t533-sowa-evana#2018 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t302-evan-reid#562
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Evan Reid

Pisanie by Syriusz Black on Czw Gru 08, 2016 4:48 pm

KARTA POSTACI ZAAKCEPTOWANA!

Witamy na forum! Mamy nadzieję, że będziesz się z nami świetnie bawić! Twoja karta została zaakceptowana i już nic nie stoi na przeszkodzie przed wkroczeniem w fabułę. Zachęcamy jednak, by przed jej rozpoczęciem założyć temat z informatorem, sową i zapoznać się z zasadami systemu punktowego, który uczyni rozgrywkę ciekawszą i bardziej realistyczną.

Już wspominałam o tym, że karta mi się podoba i zdania póki co nie zmieniam - naprawdę polubiłam tę postać ;)
avatar
Syriusz Black

Status Krwi : czysta
Wiek : 21 lat
Stan cywilny : kawaler
Zawód : kursant na aurora
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 116

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t134-syriusz-black#161 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t163-syriusz-black#197 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t162-sowa#196 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t230-syriusz#312
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach