przybornik
Stadion Quidditcha

Stadion Quidditcha

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Stadion Quidditcha

Pisanie by Deathly Hallows on Pon Gru 12, 2016 9:57 pm

Stadion Quidditcha


Ukryte przed mugolami miejsce, gdzieś w Anglii. Odbywają się tutaj mecze Quidditcha - ulubionego sportu czarodziejów.
avatar
Deathly Hallows

Punkty : 20

http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/ http://deathly-hallows.forumpolish.com/
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Jonathan Rosier on Pon Gru 12, 2016 10:06 pm

#2

Jonathan zawsze myślał, że marzenia się nie spełniają, że to są tylko wyobrażenia, które pozostaną w snach. Dla niego, właśnie jednym z takich marzeń, które myślał, że jest nieosiągalne, właśnie się spełniło. Dostał się do drużyny narodowej. To było wielkie osiągnięcie, z którego był naprawdę dumny. Docenili go i wiedział, że musi dać z siebie wszystko. Od zawsze chciał grać, lubił to robić. Nie myślał, że po grze na boisku szkolnym, przyjdzie mu grać dalej. Już był szczęśliwy i zaskoczony, gdy jastrzębie go chcieli w swojej drużynie. To już był dla niego wielki sukces i tyle lat grał z nimi. Było fajnie, mieli dni chwały, czasem przegrywali, wiadomo, że nie byli jedyną świetną drużyną. Jednak marzenia się spełniły, gdy zaproszono go do drużyny narodowej.
Był przed swoim pierwszym meczem jeszcze i na razie miał się skupić tylko na treningach. Musiał przecież wypaść jak najlepiej. Pierwszy mecz to zawsze dodatkowy element zaskoczenia dla drużyny. Dzięki temu mieli zwiększone szansę, aby wygrać. Przeciwnicy nie wiedzieli, że szukający Anglii się zmienił, nie wiedzieli jak Jonathan gra, jaki ma styl gry, nie mieli jak się przygotować. Wszystko dobrze służyło. Pierwsze wrażenie też jest najważniejsze, a wiadomo, że będzie przyciągał spojrzenia.
Tak właśnie trenowali przed meczem, grali między sobą dość na poważnie, żeby wszyscy byli w formie. Większość już była zmęczona, bo trening zbliżał się ku końcowi. Rosier podleciał z tyłu i na chwilę się zatrzymał, gdy usłyszał jak jeden z kolegów z drużyny, chwalił się dziewczyną, która właśnie pojawiła się przy wejściu na boisko. Blondyn spojrzał mimowolnie i przyjrzał się owej osóbce. Od razu rozpoznał swoją dawną… znajomą z Hogwartu. Zaśmiał się pod nosem przypominając sobie ich stare dzieje, a najbardziej jak przeszkadzał jej w randkach. Zaraz poszukał znicza i podleciał szybko, dość blisko obrońcy, który chwalił się randką z An. Jak znalazł się obok niego, to po prostu go popchnął łapiąc od razu znicz, który był za nim. Nie mógł po prostu się powstrzymać. - Przepraszam!- Krzyknął, gdy zobaczył, że mężczyzna leży na murawie wyciągając dłoń w ramach przeprosin. Chociaż chyba tego nikt nie wziął na serio, gdy Rosier jak głupi się uśmiechał. No a ze złapał znicz, to mógł uznać swój trening za skończony i poleciał na dół, lądując za brunetką. - Yaxley… przyszłaś obejrzeć przyszłego mistrza.- Zaczął, gdy tylko się upewnił, że to ona i zszedł ze swojej miotły.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pon Gru 12, 2016 10:25 pm

#2 + strój i jakiś płaszcz

Yaxley nie mogła narzekać również na swoje życie. Była rzecznikiem prasowym w Ministerstwie i choć jeszcze była młodą osóbką, a nad sobą miała kilka osób, które bacznie ją obserwowały - sprawdzała się. Lubiła swoją pracę. Była blisko ludzi, informacji, mogła kontrolować ich przepływ oraz to, co Ministerstwo poniekąd zataja. Od tego była, by dawać obraz MM w dobrym świetle, najlepszym, jak zawsze. Nie ważne, że poza murami szalała wojna. Nie narzekała również na swoje życie prywatne. Miała adoratorów, sama też kręciła się w okół mężczyzn, którzy odpowiadali jej oczekiwaniom. Tym razem została zaproszona na trening i po treningową randkę z jednym z zawodników narodowej drużyny. Nie miała pojęcia, że powtórka z rozrywki w Hogwarcie będzie miała miejsce. Z Rosierem nie miała styczności na co dzień. Praktycznie rzadko go widziała, słyszała tylko, że trafił do jednej z drużyn, że chciał zajmować się Quidditchem, a potem ich drogi się rozeszły. Brak wspólnych znajomych, wspólnych zainteresowań, usilne unikanie się - nie sądziła, że go tu spotka. Przyszykowała się, teleportowała i po chwili siedziała na trybunach i oglądała jak ćwiczą. Zamazane sylwetki to nie wiele, ale jej możliwe przyszły partner szybko ją zobaczył. Przywitał się, po czym odleciał, by pochwalić się kumplom. Nie słyszała tego, aczkolwiek wiedziała, że nie obędzie się bez ploteczek. Faceci. Czekała więc aż skończą i udadzą się do szatni, gdy cały spokój przerwał znajomy głos. Może bardziej męski niż w wieku siedemnastu lat, ale nigdy nie zapomni tego tonu wypowiadanego jej nazwiska. Zmrużyła oczy. - Rosier.. Ty to chyba kochasz wchodzić w moje życie. - Westchnęła ciężko. - Co Ty tu robisz? - Zapytała, nie udając w ogóle zaskoczenia. Nie wiedziała, że gra w narodowej, nigdy go nie widziała na meczach, dlatego zdziwiła ją obecność Jonathana. A poza tym.. no proszę Was, nie mogła w niego wierzyć i mówić, że kiedyś by tu wylądował!
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Jonathan Rosier on Pon Gru 12, 2016 10:49 pm

Zawsze przy niej się kręcili faceci. W szkole połowa chłopaków się za nią oglądała, przecież była atrakcyjna, a pod koniec swojej edukacji byli w takim wieku, że wszystkim hormony buzowały, zmieniali się z wyglądu, bo już nie wyglądali jak dzieciaki przynajmniej. Chociaż i tak Jace zawsze próbował jakoś jej utrudnić spotkania, pewnie nie zawsze mu się to już udawało. Tradycję jednak zachowali i nie dali sobie spokoju do końca siódmej klasy. No a później już nie mieli ze sobą kontaktu, bo niby po co? Żeby się dalej wkurzać? Na początku to pewnie się cieszyli, że od siebie odpoczną w końcu. Potem zwyczajnie w życiu zapomnieli. Mieli swoje nowe obowiązki, Rosier zajęty był dalszym trenowaniem i na tym się skupiał. No i nie jedna dziewczyna pomogła mu oczyścić myśli ze wspomnieć o An. Chociaż bardziej nauczył go tego Zakon, który pokazał jak ma oczyścić swój umysł, wyzbyć się emocji, aby zabezpieczyć swoje wspomnienia. Chociaż chyba do końca nigdy by jej nie zapomniał. Nie po tym, przez co przeszli, dużo się wydarzyło na pewno przez te wszystkie lata w Hogwarcie.
Zawsze powtarzała mu jakim jest nieudacznikiem, że nawet dobrze nie potrafi grać. Nieważne, że tak naprawdę był lepszy od niej, no i od wszystkich. Nikt mu chyba aż takiej kariery nie wróżył. Bycie w drużynie narodowej to już większe coś i pewnie tylko jego starzy kumple z drużyny Gryfonów życzyli mu tego, aby się właśnie tu znalazł. - Właśnie rozmawiasz z nowym szukającym.- Rzucił w jej stronę złoty znicz, po czym oparł miotłę o krzesełka, a sam odwrócił się w kierunku dawnej rywalki. Miał okazję przyjrzeć się jej uważnie, a w tym stroju w jakim była, mógł dokładnie ocenić jak się zmieniła. No i trzeba było przyznać, że z biegiem lat stała się jeszcze piękniejsza. Odgarnął swoją blond grzywę do tyłu, gdy w końcu oderwał wzrok od jej ciała. - A Ty na co czekasz? Chyba randka się nie odbędzie.- kiwnął głowę w kierunku boiska patrząc kątem oka, jak trener i uzdrowiciel kucali przy mężczyźnie, którego przed chwilą zwalił z miotły.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pon Gru 12, 2016 11:04 pm

- Szukający? Co? - Zaśmiała się cicho nie bardzo rozumiejąc co do niej mówi. Nie no, było to dość proste do zrozumienia, ale wiesz.. ona nigdy nie myślała, że Jonathan Rosier będzie szukającym w drużynie narodowej. W drużynie, za którą była całym sercem, chodziła na prawie wszystkie mecze i kibicowała zawzięcie - nawet wyciągając swoich znajomych na mistrzostwa, choć niektórzy z MM nie zbyt przepadali za tym sportem (hańba im). - Chyba sobie żartujesz. - Uniosła brew do góry, ale przyjrzała mu się, gdy tylko podszedł bliżej. Miał na sobie pewnie treningowe wdzianko, plus najnowszą miotłę. Nie mogli latać na byle czym. Zagryzła wargę delikatnie i westchnęła. - Gratulacje. - Syknęła cicho, choć nie do końca szczerze. - Zepsułeś mi właśnie coś co kocham całym sercem. - Mruknęła i wstała rozglądając się za swoim facetem. Randkowym. Bo jeszcze ze sobą nie byli. - Tak, czekam na Thomasa. Znowu bawimy się w Hogwart? - Spojrzała w dół na medyka i trenera, a potem skierowała wzrok na Rosiera, który pewnie dalej szczerzył się jak głupi. Nikt nie weźmie tego za przypadek, a jego przeprosiny nie zbyt były szczere, więc tylko kwas. - Tym razem możesz stracić coś więcej niż wolne godziny. Mogą Cię wywalić.. a chyba tego nie chcesz, co? - Przesunęła palcami po jego torsie. Znów kusiła. Tak jak dawniej, tylko teraz miało to zdecydowanie większą moc. Minęło sporo lat, byli dorośli, panowali nad sobą, swoimi ciałami, wiedzieli co to podniecenie i jak je wywołać. Szczyle z ostatniej klasy dopiero zdawali się odkrywać co to zauroczenie, co to pocałunki, zbliżenia. Anabelle teraz mogła pełni świadoma wykorzystywać swoje walory i manipulować mężczyznami. Zresztą, manipulacja Rosierem jakoś dziwnie wydawała jej się ciekawa. Ciekawsza od innych. Może to ze względu na tą ich "nienawiść". Gołąbeczki.
- To teraz musisz mi wynagrodzić. Miał mnie zabrać na kolację i ognistą. - Westchnęła ciężko, widząc, że chyba nici z jej randki. Jakoś zbytnio przykro jej nie było, ale musiała udawać, prawda?
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Jonathan Rosier on Wto Gru 13, 2016 12:00 pm

- Tak szukający Angielskiej drużyny narodowej.- Powiedział dumny i bardzo spokojny, gdy się go zapytała. To mógł mówić cały czas. Było się czym chwalić, był najlepszy po prostu, że go wzięli spośród tylu innych szukających. Musiał się wyróżniać i pokonać ich wszystkich. Sam chodził na każdy mecz, oglądał z ciekawością. Chyba każdy uwielbiał ten sport, bo jak tego nie kochać? Po prostu się nie dało. Każdy cieszy się ze zwycięstwa i płacze po przegranej razem z zawodnikami. - Nigdy nie żartowałem, jeśli chodziło o Quidditcha.- Uśmiechał się dalej, bo po prostu miał wrażenie, że niby zrobił jej na złość. Przecież zawsze powtarzała mu, że jest nieudacznikiem, nawet na miotle, nie myślała pewnie, że będzie chodziła na mecze i mu kibicowała. Pokazał właśnie, że z nią wygrał. - Bardzo mi przykro, że będziesz mnie częściej oglądać.- Było mu przykro? Pewnie, że nie. Na taką Yaxley mógłby patrzeć częściej, seksowna, już nie patrzyła na niego morderczym wzrokiem. Może się zmieniła, chociaż wiedział, że zawsze będzie taka wygadana jak była, że można było ją tylko w jeden sposób uciszyć. Chociaż wiedział, że to będzie działało.
- Nie mogłem się oprzeć, wybacz.- zerknął kątem oka na swojego kolegę z drużyny i cicho westchnął. Biedny, stał się celem Rosiera. Jednak to tylko i wyłącznie przez Anabelle, która przyszła na trening. Przypomniało mu się, jak kiedyś psuli swoje randki i chciał to zrobić znowu, ten ostatni raz. - Miałem nie patrzeć na innych tylko złapać znicz. Zrobiłem co mi kazali, więc póki co się nie martwię, że mnie wyrzucą.- No, a poza tym mieli świetnego lekarza, który zaraz postawi go na nogi, ale będzie musiał odpoczywać przed meczem. Jonathan jeszcze jakoś bardzo krzywdy mu nie zrobił i z wysoka bardzo nie spadł, także chyba nic mu nie groziło. Uśmiechnął się sam do siebie czując jej dłoń na sobie i spojrzał w jej oczy. No już zaczynała to robić. Prawie jak powtórka z rozrywki, jednak teraz serio to wszystko nawet inaczej odczuwali. Nie mógł też pocałować ją znowu przy wszystkich. Właśnie zepsuł jej randkę i tak nie ładnie koledze odbierać dziewczyny. - Dopiero co zostałem szukającym, a już jestem godny zastępstwa przy kolacji?- Przekręcił delikatnie głowę na bok unosząc jedną brew ku górze. Chociaż nawet nie o to chodziło, bo teraz już ich nikt nie będzie oceniał, ani wytykał palcami, że Gryfon spotyka się ze Ślizgonką.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Anabelle Yaxley on Wto Gru 13, 2016 8:13 pm

- Jaki dumny.. jak paw. To do Ciebie nie podobne Rosier, zawsze wolałeś być w cieniu.. a teraz, wychylasz się. - Zaśmiała się cicho. - Rodzinka w końcu jest dumna z synusia? - No przecież nie byłaby sobą, gdyby nawet jego sukces umniejszyła wspomnieniem o rodzinie. Nie wiedziała przecie czy ich kontakty się pozmieniały, polepszyły, czy dalej go uważają za kompletną porażkę, która wylądowała nie w tym domu co trzeba. Nie miała też na razie pojęcia o tym, że chłopak robi.. to co robi. I że jest po stronie Czarnego Pana, nie wspominając o jego drugiej stronie. Musiała go poznać na nowo, a teraz był to doskonały moment na to. Poza tym, uwielbiała tą grę, a on jej teraz to wszystko zepsuł i sprawił, że najlepszą pozycję będzie musiała oglądać z kwaśną miną. - Niestety.. psujesz wszystko Jonathan.. - Syknęła i wywróciła oczami. - I Tobie nigdy nie będę kibicować, pamiętaj. - Skrzywiła się lekko, bo jak to tak. Kibicowała drużynie, ale jego mogła pominąć, mając nadzieję, że ktoś go trafi tłuczkiem, albo zwali z miotły w pierwszej minucie meczu. Taka kochana. Chociaż.. teraz może nie była taka okropna? No inaczej było jak jakaś smarkula Ci docina codziennie, a inaczej jak stoi przed Tobą kobieta, pokazując swoje walory. Niektórzy w ogóle nie skupiliby się na tym co mówi.
- Ech, jemu to powiedz, on biedny ucierpiał i stracił szansę na randkę ze mną. - Westchnęła ciężko. - Jasne, znów się tłumaczyć. "To nie ja, to on.." albo "samo tak wyszło, wpadł na mnie, a mi się omsknęło". - Zaśmiała się i pokręciła głową. Uwielbiała jego wymówki i tłumaczenia do nauczycieli, którzy i tak dawali mu szlabany, albo patrzyli pobłażliwie już na zabujanego Rosiera, który nie potrafi inaczej zdobyć dziewczyny, hehe. - No wiesz.. nie chodzi o to, że chce Twojego towarzystwa. Ale Twój kolega z drużyny obiecał mi kolację, ognistą, naprawdę miły wieczór.. - Zagryzła lekko wargę, odrzucając do tyłu włosy i uśmiechając się delikatnie. Przejechała zamiast po jego torsie, to palcami po swoim dekolcie. Płaszcz miała rozpięty, no wiesz jak, wysyłałam Ci wczoraj gifka, jak będzie kusić biednego mężczyznę. Pewnie nikt by ich nie oceniał, aczkolwiek.. ona wciąż miała to gdzieś z tyłu głowy. A teraz, chciała wykorzystać fakt, że jak nie jego kolega, to on zapewni jej dobry wieczór. Nikt nie wie co będzie dalej, prawda? Przysunęła się do niego, szepnęła mu do ucha. - To jak będzie, panie szukający? - Przygryzła je pieszczotliwie, tak by nikt ich nie zauważył. To naprawdę nie ładne by było z ich strony, gdyby on sobie wyrwał dziewczynę tamtego gościa. Kwas do końca w drużynie.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Jonathan Rosier on Sro Gru 14, 2016 7:07 pm

- A mam płakać, że tu trafiłem? No wiesz, od czasu do czasu lepiej wyjść z cienia.- Wywrócił teatralnie oczami, jeszcze dalej im uśmieszkiem. Dopiero po chwili przestał i przybrał bardziej poważniejszy wyraz twarzy na jej dalsze słowa. -Nawet nie wiesz jak bardzo.- Wymamrotał pod nosem cicho wzdychając. Już myślał, że nic nie będzie wstanie zepsuć mu humoru, ani wyprowadzić z równowagi. No to nie jego wina, że wszyscy traktowali go jak czarną owcę. Jakby pierwszy raz ktoś trafił do Gryffindoru. No dobra, pierwszy raz ktoś z rodu szlachetnego, który nie był w Slytherinie. Jednak przecież czemu on jest winien tego, że po prostu miał dobre serce, że nie był taki jak cała rodzina. Nawet przez nich był izolowany i nie mówili przy nim o ważniejszych sprawach. Cóż, wszystko się teraz zmieniło, gdy na jego przedramieniu widniał mroczny znak i gdy dostał się do drużyny narodowej. Rosiera to niezmiernie bawiło, że tylko po czymś takim zyskał szacunek, którego nigdy nie dostał. Rodzina. - Teraz tak mówisz, a już przy kolejnym meczu będziesz krzyczała moje imię.- Puścił jej oczko tylko. Jak kibicowała całej drużynie, to będzie musiała i jemu. Jak się zwali z miotły, da się trafić przez przeciwników, to będą mieli mniejsze szanse na wygraną, a nawet mogą przegrać dość łatwo. Będzie wtedy zadowolona? Pewnie nie, więc niech tu nie gada głupot.
- Mógł uważać, a nie Cię obgadywać.- Nawet jej przysługę zrobił, że więcej rzeczy nie opowiadał o niej swoim kumplom. Nie wiedział, czy mówił dobrze, czy też nie. To go nie obchodziło, ale i tak dostał za swoje. Nawet jeśli nie zawinił, jednak tradycja musiała być spełniona. Bardzo nie cierpi, a chciał chociaż raz po tylu latach zobaczyć minę Anabelle, która jest zła za zniszczenie jej randki. Lubił ją denerwować i co tu poradzić. - Kiedyś nawet jak Ci psułem randki, to nigdy nie miałem Ci tego wynagradzać. Cóż takiego się zmieniło, Yaxley?- Zerknął na jej usta, a później przeniósł wzrok na jej dekolt. Sama tego chciała, bo mogła go nie kusić. No i chyba też miał swoją odpowiedź. Byli już starsi, nie wyglądali jak kiedyś. Oboje się zmienili, Ana zrobiła się bardziej kobieca, piękna, pewna siebie i swojego uroku. Jonathan przypakował, też się zrobił przystojny, bo jak patrzę na zdjęcia Doma, gdy był dzieckiem to teraz podobną przemianę sobie aż wyobraziłam. No teraz dodatkowo wszystko było inaczej, więc czemu mieli nie iść na kolację i na ognistą? - Zobaczymy…Co to z tego wyjdzie. - Przesunął dłoń po jej tali patrząc na nią cały czas. No nieźle sobie tu wybrała przekonywanie, weź tu takiej odmów. No i Rosier zawsze mógł powiedzieć, że był pierwszy, nie?
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sro Gru 14, 2016 7:34 pm

- To świetnie, też jestem z Ciebie dumna, że wychodzisz na prostą po tych siedmiu latach w męczarniach Gryffindoru. - Westchnęła teatralnie i wywróciła oczami. Jasne, że miała to gdzieś, ale wciąż była tą samą Anabelle, która nie lubiła Jonathana z całego serduszka i pewnie z równie całego go kochała. Taki paradoksik zakochanej i zagubionej nastolatki, na którą otoczenie wywarło wtedu zbyt duży wpływ. Rodziny podobno się nie wybiera, bo gdyby tak było od razu bym sobie zamieniła swoją, Rosier pewnie też, bo nie musiałby udawać, ale czy wtedy dalej by miał takie same relacje z An? Czy może nigdy w życiu nie spojrzałaby na niego? - Wybacz, imiona wykrzykuje tylko w jednej znaczącej sytuacji. - Uśmiechnęła się do niego kącikiem warg i reszty to się chyba chłopak domyślił, nie był głupi.
- Znów jesteś zazdrosny Jonathanie? Nie ładnie to tak, to jeden z grzechów głównych, wiedziałeś? A przecież na pewno nic złego nie mówił o mnie.. w końcu anioł ze mnie. - Noo.. chyba demon, z wyglądu i charakteru, ale to się wytnie, niech Yaxley dalej udaje taką niewinną, ktoś na pewno się na to nabierze, ale nie on. Znali się pomimo wszystko bardzo dobrze. Oboje wciąż lubili się wkurzać, więc niech będzie pewny, że odpłaci mu się podobnie. - Wtedy jakoś mi nie zależało tak bardzo, a teraz.. randka z zawodnikiem drużyny narodowej, pyszna kolacja, alkohol. Jak mogłabym nie chcieć zadośćuczynienia za tak potworne zabranie mi tego? - Spojrzała na niego ze smutną minką. Musiała grać, że naprawdę jej zależy prawda? Inaczej by jeszcze pomyślał, że chce ten wieczór spędzić z Rosierem. A phi, na bank nie! Chodziło o tą ognistą. Przecież wcale, a wcale blondyn jej się nie podobał i nie chciała zobaczyć co przez te lata się zmieniło - bo na pierwszy rzut oka widziała, że sporo i podobało jej się to co widzi. - No to zbieraj swoje seksowne cztery litery, do szatni, przebież się, no i czekam, prawda? Tylko nie każ mi za długo tu siedzieć.. - Ostrzegła go, wytykając mu to palcem na dodatek! Zagryzła delikatnie wargę i przesunęła palcami po torsie Jonathana, aż do spodni. Wcale nie kusiła, nie! Tak tylko.. sprawdzała czy coś poczuje, co nie? Usiadła sobie jeszcze zanim poszedł, założyła nogę na nogę i zaczekała. Zapowiadało się ciekawie.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Jonathan Rosier on Sro Gru 14, 2016 10:32 pm

- Stare dzieje, które się już nie liczą. Zapomniałem już w jakim domu byłem.- Skomentował krótko, bo przecież musiał udawać przed wszystkimi, sprawić by wszyscy zauważyli jego przemianę, a raczej nie przemianę, żeby nie widzieli w nim tego dobrego. Nikt nie musiał wiedzieć, że Jonathan nie żałuje tego, że trafił do Gryffindoru, a wręcz przeciwnie. Cieszył się i był z tego dumny, bo dzięki temu, że tam trafił odkrył prawdziwego siebie i teraz mógł walczyć po stronie dobra. Gdyby wylądował gdzie indziej, to niestety, ale na pewno by tak jego życie nie wyglądało, bo ulegałby wpływom innym. Może stałby teraz po przeciwnej stronie, po stronie zła. Wszystko byłoby inaczej, ale niekoniecznie lepiej. - Czyżby?- Uniósł brew do góry i zaśmiał się pod nosem. Wiedział doskonale o co jej chodzi i może się o tym przekona w najbliższej przyszłości, nigdy nic nie wiadomo.
- Nie jestem zazdrosny i nigdy nie byłem, wiesz? Anioł… a gdzie podziałaś aureole?  - Wyjrzał jeszcze specjalnie za nią. Go nie oszuka, może kolesiowi, który miał się z nią spotkać mówiła, że jest niewinna, słodziutka i inne jeszcze cudne określenia. Blondyn znał Anabelle zbyt dobrze i doświadczył od niej wiele nieprzyjemności, aby teraz twierdzić, że jest aniołem. Nawet teraz wypominali sobie dawne czasy i nie zabrakło złośliwości w jej strony. - No tak… trzeba wynagrodzić i jeszcze podwójnie. - Wywrócił oczami teatralnie, no ale czemu nie? Przecież go nie otruje, bo do tego nigdy nie była zdolna. Teraz już taki bezbronny nie był jak dawniej, umiał się doskonale bronić. Jednak czuł, że po prostu mogą spędzić miło czas i się napić. Dużo czasu minęło odkąd ostatni raz mieli ze sobą do czynienia. - Postaram się.- Uśmiechnął się i jeszcze zerknął znowu na boisko, w sumie już i tak miał być koniec treningu, ale jeszcze się chciał upewnić czy już się zaczynali rozchodzić. Chociaż co innego zaczęło go rozpraszać i zaraz wrócił wzrokiem do Yaxley, która robiła sobie wycieczki po jego ciele. Odprowadził ją wzrokiem i jeszcze chwilę popatrzył na brunetkę, gdy usiadła. W końcu pokręcił głową i z uśmiechem zabrał swoją miotłę po czym zaraz poszedł do szatni się przebrać. Ogarnął się szybko wiadomo. No i wrócił do Any podchodząc do niej powoli w wdzianku klubowego Jace’a, nie. Nie chce mi się już szukać foci, ale Ty wiesz. - To ognista?- Dalej się czuł jak dawniej, gdzie z jednej strony jej nie ufał, a z drugiej czuł coś kompletnie innego, co kiedyś sprawiło, że ją pocałował. Teraz miał dokładnie to samo. Jednak i tak postanowił nie myśleć czy to dobry pomysł czy nie. W sumie było już za późno, bo zaraz byli w drodze na tą kolację i ognistą.

/zt x2
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Feng Qiu Liu on Sob Sty 07, 2017 1:26 am

/ Po wszystkich grach

Pogoda w miarę dopisywała. Lecz jak na Anglię, dzisiaj także było pochmurno. Przynajmniej nie padało. Po wykonaniu czynności domowych, oraz załatwieniu kilku prywatnych spraw na mieście, po południu Feng postanowił udać się na stadion Quidditcha. Przypisana mu wcześniej drużyna, miała dzisiaj wolne. Inne drużyny miały w planie treningi. A póki żona była jeszcze w pracy, wykorzystał sobie ten wolny czas i przyszedł w to miejsce. Niemal codziennie odwiedzał jakiś stadion, obserwując sobie trenujących zawodników różnych drużyn. Doświadczając się przy okazji bardziej, z samej obserwacji.
Zajął miejsce na trybunie i po prostu obserwował, drużynę Os Wimbourne.

_________________

Feng Qui Liu

avatar
Feng Qiu Liu

Status Krwi : Czysta
Wiek : 41 lat
Stan cywilny : Żonaty
Zawód : Trener
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 20

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t262-feng-qiu-liu#409 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t364-feng-qiu-liu#741 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t360-yang-sowa-fenga#737 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t363-feng-qiu-liu#740
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Stadion Quidditcha

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach