przybornik
#2 - Deathly Hallows

#2

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

#2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Czw Gru 22, 2016 8:41 pm

przed metrem + zawijam kiece i lece

Wróciła z Ministerstwa Magii po wyczerpującym dniu. Ostatnio wcale nie było łatwo. Coraz więcej przesłuchań, nie tylko w MM, ale i w domach czarodziejów, którzy byli przypadkowymi osobami, bądź podejrzanymi o cokolwiek. Coraz więcej morderstw, które wymykały się spod kontroli, a ona musiała dbać dalej o wizerunek Ministerstwa. Nawet do Yaxley w końcu przyszedł pewnego dnia auror i zaczął ją wypytywać o nieznane jej sprawy, a jedynie zasłyszane gdzieś czy wyczytane w Proroku Codziennym. Musiała zgrywać przed nim niewinną czarownicę i całe szczęście, że nie miała z tym nic wspólnego. Dalien był uparty, chciał coś koniecznie znaleźć, ale Yaxley nie była przeciętną czarownicą, która musiała ukrywać się ze swoimi poglądami. Jej rodzice dbali o to, by nikt nie tknął ich córki, by nie wyszło na jaw, że wspiera Voldemorta w działaniach i nauczyli ją co nieco, a przede wszystkim jak robić dobrą minę do złej gry. Wytrącona jednak z równowagi siedziała w pracy i próbowała się czegoś więcej dowiedzieć o Ellisie. Nie wiele tego było, nie wiele też zdołała popytać, gdyż wciąż ktoś zawracał jej głowę. Dlatego zmęczona, po powrocie, opadła na kanapę i zdjęła płaszcz. Machnęła różdżką, przywołując do siebie karafkę z winem i kieliszek, pozwoliła sobie użyć magii do nalania sobie odrobinę. Już miała upić łyk, ściągnąć szpilki i rozebrać się w coś wygodniejszego, jednak wyrwało ją z tego pukanie do drzwi. Niechętnie podeszła do nich i spojrzała przez wizjer, unosząc kąciki ust lekko do góry.


Ostatnio zmieniony przez Anabelle Yaxley dnia Czw Gru 22, 2016 9:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Czw Gru 22, 2016 9:27 pm

/ przed atakiem + stylówka

Taki sobie wybrała wymagający zawód. Zawsze była ambitna, sięgała wysoko i wyżej od innych, a w szczególności od swoich rywali. Wiadomo. Taka posada w Ministerstwie Magii pokazywała, że do czegoś jest zdolna. Akurat Rosiera takie rzeczy kompletnie nie interesowały Wolał sobie latać na miotle za złotym zniczem i zbijać za to niezłą kasę. Chociaż nie wiadomo co byłby zmuszony robić, gdyby nie Quidditch. Wiedział, że na pewno nie MM, bo to było zbyt kłopotliwe. Wolał coś nudniejszego? Pewnie wylądowałby w jakimś sklepie i nikogo by to nie zaskoczyło. Mieli i tak go wcześniej za nieudacznika i zdrajcę, więc…
Jednak wszystko się ułożyło dobrze i jedynym jego zajęciem było trenowanie. No może nie tylko, bo często pobierał lekcję magii. Dziś jednak skończył trening i tyle, nic więcej do roboty nie miał. Do domu też mu się nie chciało wracać. Tak było odkąd spotkał Anne. Nie potrafił normalne funkcjonować i to co zazwyczaj przychodziło mu łatwo, udawanie przed rodziną i tą narzeczoną nie było już takie proste. Jego myśli kręciły się głównie wokół brunetki i nic nie mógł na to poradzić. Nawet jak chciał się czymś zająć innym, to dziwnym trafem coś mu się skojarzyło z panienką Yaxley. Jak żyć.
Tak samo też go poprowadziło pod jej mieszkanie. Nie planował tu przychodzić, nie w akuratnym momencie. Wiedział, że i tak się spotkają ponownie, szczególnie po tym wszystkim, co wydarzyło się podczas ich poprzedniego spotkania. Oboje chcieli to ciągnąć, więc na pewno nie zrezygnowaliby z odnowienia znajomości, która było kiedyś nieco skomplikowana. Wahał się przez chwilę czy na pewno powinien do niej pójść, wiedział, że lepiej by było, gdyby jednak odwrócił się na pięcie i poszedł do siebie. Nie mógł jednak tego zrobić i właśnie stał przed jej drzwiami, w które zapukał. Pewnie w końcu mu otworzyła i ukazała mu się w tej pięknej czerwonej kiecce. No cóż, zmierzył ją wzrokiem zatrzymując się na dłużej na jej dekolcie i nogach. W końcu uniósł brew ku górze i podniósł wzrok spoglądając jej w oczy. - nie przeszkadzam?- Odezwał się w końcu, chociaż rozpraszała go sukienka Any.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Czw Gru 22, 2016 9:49 pm

Nic nie wiedziała o narzeczonej, o tym jaki naprawdę jest Rosier. Ciągnęło ją do niego, nie mogła tego powstrzymać. Czasem zdarzało jej się myśleć o Jonathanie w ten inny, niewłaściwy sposób. Już od Hogwartu, ale wtedy zwalała na hormony. Teraz.. na fakt, że długo nie miała mężczyzny, a on napatoczył się z tą całą chemią po drodze. Nie chciała tego, nie chciała ulec, nie chciała, by widział, że w jego towarzystwie mięknie i staje się zupełnie inną kobietą niż była. Pewna siebie, krocząca przed siebie, zdobywająca zawsze to co chciała. To ona manipulowała ludźmi, to ona doskonale odkrywała kłamstwa innych i wykorzystywała je przeciwko nim, na swoją korzyść. W jego przypadku wszystko się burzyło. Czy to takie dziwne, że chciała zerwać z niego wtedy te wszystkie ciuchy? Okej, wypili sobie, ale za każdym razem, gdy przypominała sobie smak jego ust, ich miękkość, to jak jego dłonie błądziły po jej ciele - chciała więcej. Ale nie potrafiła wykonać pierwszego kroku, przecież nigdy nie uganiała się za facetami.
Uśmiechnęła się na jego widok subtelnie i oczywiście otworzyła. Nie umknęło jej uwadze jak dokładnie wpatruje się w jej ciało, sukienkę, dekolt, jak zatrzymuje wzrok w strategicznych miejscach. Ups? Nie żałowała wcale, że się tak ubrała. Ani do pracy, ani tego, że właśnie taką ją zobaczył. - Nie.. - Mruknęła cicho, przekrzywiając lekko głowę na bok. - Co Cię tu sprowadza Jonathanie? - Znów to imię, znów ten lekki grymas. No, jakoś nie umiała się powstrzymać, szczególnie, że teraz miała na niego malutkiego haka. Gapił się. I to dość bezczelnie, hehe. - Wejdziesz? - Odsunęła się trochę, by go wpuścić w swoje.. mało skromne progi.


Ostatnio zmieniony przez Anabelle Yaxley dnia Czw Gru 22, 2016 10:12 pm, w całości zmieniany 1 raz
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Czw Gru 22, 2016 10:08 pm

Zawsze miał jakąś tajemnicę, od najmłodszych lat taki był. Tajemniczy, nieco zamknięty w sobie, opanowany i rzadko kiedy dawał się porywać emocjom. To działało na laski, nie wiedział czemu, ale tak było. Każda najpierw go nienawidziła, przez pierwsze lata Hogwartu, a potem gdy został szukającym trochę się to zmieniło. Każda chciała go poznać bliżej i dowiedzieć się jaki jest naprawdę. Pewnie, że nikomu się nie dawał i mało kto miał okazję oglądać jego prawdziwą twarz. Ana nie była inna, pomimo, że go ciągle wyzywała i zaczepiała, to i tak wiedział, że coś jest na rzeczy. W sumie każdy ślepy by zauważył co się działo, gdy zostawali sami. Teraz mało co się zmieniło. Dalej siebie tak naprawdę nie znali, a i tak ciągnęło ich do siebie niesamowicie. Może i przez alkohol, który ostatnio spożyli, przez wzgląd na stare czasy, albo że się długo nie widzieli. Jednak coś się działo, nie mogli tego nawet powstrzymać.
Było na co popatrzeć, sukienka pokazywała wszystko co miała najlepsze i podkreślała to. W pracy pewnie też nikt nie narzekał na takie widoki, bo raczej w MM to był rzadki widok. Jonathan już też nie żałował, że jednak postanowił do niej wpaść. - Przechodziłem obok i postanowiłem wpaść. Podobno macie dużo roboty w Ministerstwie po wszystkich ostatnich zabójstwach. Pomyślałem, że przyda Ci się trochę przerwy i… relaksu.- Dobra, gadał już bzdury, ale to wszystko przez sukienkę, która była wyzywająca i strasznie kusząca. Nie mógł wymyślić dobrej wymówki, bo przecież od razu jej też nie powie, że musiał się z nią zobaczyć, bo… tęsknił? Pragnął jej? To nie wchodziło w grę na razie. - Jeśli to nie będzie problem.- uśmiechnął się i lekko przymrużył oczy patrząc na nią. Oczywiście zaraz przeszedł przez drzwi mijając ją i wszedł bardziej w głąb rozglądając się po pomieszczeniu. Czego mógł się spodziewać po mieszkaniu rozpieszczonej córeczki jednego ze szlacheckich rodów.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Czw Gru 22, 2016 10:23 pm

Umówmy się, panienka Yaxley lubiła kusić i wykorzystywać swoje ciało do pewnych celów. Oczywiście nikomu go nie oddawała, bardzo się szanowała i uważała, że nie wielu mogłoby dostąpić takiego zaszczytu, prawda? Jednak doskonale mogła nim rozproszyć, bądź wyciągnąć pewne informacje potrzebne dziewczynie. Wystarczyło być przekonującym, a była.. nawet takiego Rosiera przekonała, że powinien zapukać, choć jeszcze nie widział jej w tej sukience przez drzwi. Potem już łatwo poszło. - Przechodziłeś obok.. ciekawe. - Uśmiechnęła się do niego, tak słodko, że aż nie do zniesienia, to był taki pół naturalny uśmiech, lekko szyderczy, bo nawet nie wierzyła w to co mówił. - A co robiłeś w okolicy? Mieszkasz tu gdzieś? Nigdy Cię nie widziałam. - Mruknęła spoglądając na niego i przesuwając delikatnie palcem po jego torsie. - Miło, że wpadłeś. Przyda mi się... relaks. - Wymownie spojrzała na jego ciało, bo kurde, to było tak oczywiste o czym on myślał i o czym ona pomyślała. Może i bredził, może i się nie hamował i nie bardzo ogarniał, bo wciąż wpatrzony był w jej ciało w czerwonej sukience, ale co ona biedna miała zrobić? Zdjąć ją? Byłoby z nim pewnie jeszcze gorzej. - Nie, żaden. - Pokręciła głową i zamknęła za nim drzwi, delikatnie się o nie opierając na kilka sekund. Mieszkanie było dobrze urządzone, z klasą. Elementy marmurowe, jasne drewno, kominek w salonie, wielka kanapa i dwa fotele, które sprawiały wrażenie wygodnych i na pewno ulubionych. To właśnie na nich zwykle siedziała, szczególnie, gdy miała z kimś rozmawiać. Ale dziś, tego wieczoru zadowoli się jego kolanami.. oczywiście nie tak od razu! Poudaje trochę niedostępną, hehe. - Właśnie miałam pić wino. Napijesz się? Czy po ostatnim naszym spotkaniu nie chcesz już tykać alkoholu. Po nim robi się głupoty.. prawda Rosier? - Spojrzała na niego uważnie i podeszła do mężczyzny spokojnie, stukając obcasami o drewnianą podłogę.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Pią Gru 23, 2016 10:47 am

Czasami trzeba korzystać z tego co się ma. Anabelle była piękna, więc czemu miałaby tego nie wykorzystywać, do różnych celów. Aby coś osiągnąć czasem potrzebne są różne środki. Na mężczyzn zawsze jedna rzecz działa i wystarczy, że pokaże trochę ciała, a zaraz będą jej posłuszni i robili to co chce. Rosier nie był inny, też takie rzeczy na niego działały, chociaż rzadko kiedy się na to po prostu nabierał i wiedział kiedy należy powiedzieć sobie nie. Jednak w tym wypadku coś mu nie wychodziło i nie potrafił sobie odpuścić. - No prawdę mówiąc, bardzo niedaleko. Niedawno się tu wprowadziłem, bok obok.- Uśmiechnął się do niej, bo pewnie mało było apartamentowców i pewnie byliby sąsiadami, ale niech będzie, że przynajmniej ich blok dzieli, by nie mieli siebie za bisko. Ale chociaż będzie nowa super wymówka, hehe. - Tak myślałem.- Wymamrotał cicho, bo w sumie to było wiadome, po ich ostatnim spotkaniu. No i lepiej niech jej nie zdejmuje na razie, bo jeszcze gorzej by było, wtedy biedaczek już by się nie mógł powstrzymać. Nawet trudno było mu to robić, gdy była w tej sukience, która podkreślała wszystko to, co najlepsze.
Kto bogatemu zabroni tak mieszkać? Nikt, szczególnie, że Yaxley miała dobry gust i potrafiła urządzić sobie mieszkanie. Gdy koszty nie grają roli, wszystko można pięknie zrobić. - Prawda, głupoty… Jednak jedna lampka wina, chyba nie będzie prowadziła do wielkich głupot.- Wzruszył lekko ramionami, bo chyba nie będą znowu narzekać na działanie alkoholu. Ostatnio dość sporo wypili i to może dlatego. Chociaż nic już nie było pewne, nawet to, że to przez ognistą trochę szaleli i nie mogli się rozstać, bo mieli ochotę na więcej. Zdjął swoją skurzaną kurtkę, którą gdzieś tam zawiesił pewnie, albo coś i przeszedł do salonu siadając na jeden z foteli. Bezpieczna odległość kurde.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pią Gru 23, 2016 12:22 pm

No, bezpieczna odległość nie ma co, ale Anabelle wcale nie chciała bezpiecznej odległości. Nalała mu wina, podała kieliszek, pochylając się nad nim, choć równie dobrze mogła to zrobić czarami. Wygodnie usiąść i tylko patrzeć, jednak nie.. zachowywała się tak prowokacyjnie, jakby nie widziała innego sposobu, by podać mu wino. - To świetnie, jesteśmy sąsiadami. Będziesz wpadał po treningach na herbatkę i pyszny obiad? - Zaśmiała się, co najmniej jakby miała zamiar zostać kurą domową, czy panią domu, a wiedział, że Anabelle raczej nie pała się do tego. Wolała jak inni za nią to robili. I na pewno teraz będą siebie częściej odwiedzać, skoro mieli tak blisko siebie. Może nawet ona będzie do niego wpadać z niezapowiedzianą wizytą? Kto wie? Gorzej jak natrafi na Rosiera i jego narzeczoną, prawda? Wtedy klops. Już nie będzie taka miła wobec niego, a przecież naprawdę się starała, bo dla innych była jędzą. Oceniali ją po wyglądzie, a jej mina mówiła tylko 'lepiej nie podchodź'. Dla niego.. delikatnie się starała, bo chyba go lubiła, co nie? A jak się kogoś lubi, to czasem potrafi się wiele zmienić. I na pewno jeszcze nie zacznie się rozbierać! Jeszcze... nie. Niech wypije choć tą lampkę.
- To co u Ciebie sławny szukający? - Spojrzała na jego skórzaną kurtkę. Ładna była, pewnie ulubiona, bo wyglądała, że często ją nosi, dopasowana do jego umięśnionego ciała idealnie, ale na Anabelle pewnie też nie wyglądała by najgorzej, więc podeszła i zabrała ją. - Mogę? - To pytanie było niepotrzebne i retoryczne, bo nawet gdyby nie mogła, to by to zrobiła z szerokim uśmiechem na twarzy. Bezczelna. Założyła ją powoli, przed jego oczami, po czym upiła łyk wina. - I jak? - Mruknęła cicho, podchodząc do niego.. już na niebezpieczną odległość. Nie lubiła się odgradzać od przystojnych facetów.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Pią Gru 23, 2016 1:49 pm

Jeszcze. Wszystko było jeszcze i na razie. Bezpieczna odległość też tylko będzie na początku, a potem wiadomo, że już nie będzie trzymał się daleko od niej. Nie wytrzyma długo na pewno i będzie musiał być bliżej, aby znowu skosztować jej ust, które dalej miał w pamięci po ostatnim razie. Teraz nieco bardziej skupiał się na czymś innym, jednak sama była sobie winna. Niech się nie dziwi, że będzie patrzył na jej piersi czy nogi, czy na jej ciało, a nie w oczy. Nie dało rady powstrzymać wzroku, który sam się obniżył, jak się nachyliła nad nim by podać mu kieliszek z winem. - Dziękuję. No i jak będziesz zapraszać, to częściej będziesz mnie widziała.- Zamoczył usta w winie nie odzywając od niej wzroku.
- Jeszcze nie sławny, za dwa dni dopiero mam pierwszy mecz. Dużo treningów przede mną jeszcze, bo trzeba wypaść jak najlepiej w debiucie… i przez Tobą.-uśmiechnął się delikatnie unosząc kącik ust do góry. W końcu skupił wzrok na jej przepięknej twarzyczce, a nie na ciele, chociaż nieco było trudno. - A jak w pracy? Jak już chciałaś pić sama wino, to chyba coś się działo.- Zwykła ciekawość no i interesował się jej życiem. Chyba tak było od zawsze, że nie interesowało go tylko i wyłącznie korzyści wynikające z ich znajomości, ale i samą An. Nie mieli ostatnio zbyt wiele czasu by porozmawiać, a był ciekawy co robi i jak się zmieniła. Może wtedy jakoś wcześnie by ją ostrzegł, że jednak ktoś w jego życiu jest, by nie robić nikomu problemów. Trzeba było wszystko wybadać. No jego ulubiona kurtka, tylko i wyłącznie jego, nikomu jej nawet nie dawał. Nikomu, nikomu i tylko zerknął, gdy ją wzięła. - To…- już nawet nie dokończył, bo brunetka i tak ją już założyła. Pierwsza i ostatnia to zrobiła, wiedział o tym. Jej było w tym ładnie i był w stanie chociaż ten jeden raz ją komuś użyczyć. - Pasuje Ci.- Złapał za koniec kurtki przyciągając ją jeszcze bardziej do siebie.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pią Gru 23, 2016 2:53 pm

- A od kiedy taki grzeczny, że potrzebujesz zaproszenia? - Zaśmiała się cicho, bo jakoś dziś ją znalazł, zapukał i trochę jakby się wprosił. Nie całkiem, bo do środka to ona go zaprosiła, ale wiadomo o co chodzi. Nie potrzebował listu, by wszedł do jej skromnych progów. Zagryzła lekko wargę patrząc mu w oczy i choć widziała, że jego wzrok mocno uciekał na niższe partie ciała brunetki, jakoś jej to nie przeszkadzało. - Ale o ile wiem, grałeś wcześniej w innych drużynach, to kwestia czasu jak zaczniesz mieć tłumy fanek. i to niekoniecznie ze względu na grę. - Spojrzała na niego wymownie i może powiedziała to z nutką zazdrości? Odrobinę wyczuwalną, ale szybko wróciła do swojej zimnej, kamiennej twarzy, by przypadkiem tego nie wychwycił, bo Rosier był jej, tak? A nie innych napalonych nastolatek ze szkół na całym świecie. W końcu Quidditch jest międzynarodowy. - Przede mną? Czyżby Jonathan Rosier chciał na mnie zrobić nie małe wrażenie? - Równie dobrze mógłby ściągnąć już ciuchy, bo na to samo wychodziło. I tak robił, bo się zmienił i jakby nagle nadawali na tych samych falach. Z pozoru oczywiście, bo jeszcze Anabelle nie wiedziała, że ma przed sobą anioła, który gra na dwa fronty. - W pracy. - Westchnęła cicho i zmrużyła oczy. - Jak to w pracy, papierkowa robota, tuszowanie brudów, przesłuchania.. ostatnio był u mnie jakiś auror.. Dalien Ellis.. zawracał mi głowę co najmniej jakbym była zainteresowana mordowaniem innych osób i rytuałami w kanałach. Wypytywał. - Wyjaśniła mu pokrótce jakie to miała wątpliwie miłe spotkanie z jednym z nich. Irytowało ją to jasne, bo w międzyczasie mogłaby przez przypadek wpaść. Mimo iż nie miała mrocznego znaku, to jednak musiała uważać na słowa i na to co robi. Upiła łyk swojego wina. To pomagało, zdecydowanie.
Uśmiechnęła się i spojrzała na niego, gdy spróbował zaprotestować. Ale ona nie przyjmowała tego, zawsze robiła co chciała i opłacało się. Czuła jego perfumy, jego zapach, ciepło, bo mimo wszystko ubrania przejmują to z osoby, która je nosi, hehe. Full wypasik. - Prawda? Dziękuję. - Zamruczała cicho i już miała usiąść naprzeciwko, gdy ją do siebie przyciągnął. Zagryzła delikatnie wargę, przesunęła palcami po jego żuchwie i wzrokiem zsunęła w dół. Zakładam, że miał koszulkę z długim rękawem, na wszelki wypadek, gdyby Yaxley miała zobaczyć coś, czego nie powinna. - Tęskniłeś? - Zapytała, siadając na jego kolanach bokiem. Była urocza, gdy chciała, naprawdę. Nawet zaczęła bawić się jego włosami, nie przejmując się niczym.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Pią Gru 23, 2016 3:43 pm

- Grzeczność. No i lepiej uprzedzić, że mogę wpadać, dość często.- Aż za blisko mieszkali siebie i w każdej chwili mogli wbić do siebie. W Hogwarcie to tylko takie coś miało miejsca i nigdy się konkretnie nie umawiali. Mieli ochotę, to jakoś siebie znajdowali i porywali w jakieś ustronne miejsce. Sama kiedyś nawet pisałaś, że wbiła mu do łazienki, także wszystko się zgadzało. Ale chciał być miły i w ogóle. A poza tym mógł mieć narzeczoną, ale z nią nie mieszkać. Różnie to bywa i dalej tego nie wiem co zrobić. Ostatnio niezdecydowana jestem. Sama go kusiła, jej działania, ruchy i gesty były dość wymowne i robiły to co chciała. Gdyby nie chciała jego wzroku na swoim ciele to zaraz zachowywała się inaczej. - Grałem, ale to w ogóle co innego. Drużyna narodowa to już całkiem inna liga… tłum fanek? Przestań.- Nie zależało mu na sławie, to było chyba wiadome. Jakoś całe grono kibicek też go nie ruszało, ani dodatkowo nie motywowało. Nimi akurat się nie przejmował, bo wiedział, że raczej żadną się nie zainteresuje na dłuższą metę. Jaki już był, chociaż przy Yaxley trochę te zdanie będzie zmieniał. Odnoście przywiązania do kogoś, a nie zalecającymi się do niego laskami. Uśmiechnął się jednak, bo wyczuwał tą lekką zazdrość, a to go cieszyło. - Tak się zapierałaś, że Ci zniszczę sport, który lubisz, że chce go wygrać dla Ciebie… byś zmieniła zdanie.- Quidditch był jego dumą i zawsze był to temat drażliwy, szczególnie, gdy ktoś go krytykował, albo próbował wmówić, że jest do niczego. Anabelle to robiła często. Wrażenie inne też chciał zrobić, ale do tego zdejmowania ubrań jeszcze trochę im brakuje. Niedługo i może jeszcze zobaczy jego mięście nie tylko przez opięte koszulki. - A nie jesteś zainteresowana? Mordowaniem mugoli?- Podpytał dyskretnie już jak mógł i miał okazję. To akurat była ważna dla niego kwestia. No i tak, nie tylko Mroczny Znak mógł wydać, że jest się jednym z popleczników Czarnego Pana, ale słowa i głupie, nawet nie świadome wydanie się. Trzeba było uważać. - Nikomu jej nie daję, więc możesz czuć się wyjątkowo.- Westchnął cicho, bo praktycznie tak było. Nawet na zdjęciu ma koszulkę z długim rękawem. Niestety, ale przy niej na razie takie będzie musiał nosić. - Tak, dlatego przyszedłem Cię zobaczyć.- Odsunął kieliszek z winem nieco dalej od dziewczyny, by ją czasem nie oblać. Szkoda byłoby takiej sukienki pięknej. Drugą rękę ulokował na jej udzie spoglądając w jej piwne oczy.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pią Gru 23, 2016 8:03 pm

- Jak dobrze wychowany Rosierek. - No aż chciała go złapać za policzki, albo poczochrać mu fryzurkę, taki był słodki i kochany. - No to uprzedziłeś, a ja nie będę miała nic przeciwko, o ile moje oczy będą zaspokojone Twoim wyglądem bez koszulki. Albo usta Twoimi ustami. - mruknęła prowokacyjnie. Cholera wie, czy naprawdę o to jej chodziło, czy tylko go podpuszczała, jak zawsze zresztą. Mieszkali blisko siebie, ale wcale nie musi oznaczać to tego, że będą na siebie ciągle wpadać, bądź się widywać co drugi dzień. Każdy ma swoje życie, swoją pracę, do tego dochodzą choroby, zmęczenie, brak ochoty i ciężkie dni. W Hogwarcie nie mieli wyjścia, w jednej sali jadali, na jednym boisku latali, większość zajęć mieli ze sobą, szczególnie w piątej klasie, potem ich drogi się rozeszły ze względu na przedmioty. Chcąc czy nie, musieli się widywać. Teraz mają komfort tego, że jednak.. nie muszą. A co do narzeczonej, nie musieli mieszkać, ale mogli się widywać, prawda? I zrobisz co będziesz chciała, niezdecydowany pączuszku. Na razie załóżmy, że jest, no i może o niej powie, po tym jak się o drobinę bardziej zapędzą.. i pójdą do łóżka, hehe. Anka to się pewnie wścieknie. - Wiem, że to coś innego. - Wywróciła oczami. - Ale lubiłeś zawsze gwiazdorzyć (ż?), więc teraz zmiana drużyny i lekkiego otoczenia przyniesie Ci same profity. - Uśmiechnęła się delikatnie, kącikami ust. - To słodkie. - Przesunęła palcem po jego nosie, bo jednak było to urocze, że starał się tak dla niej. By go lubiła, by lubiła go na pozycji szukającego, by nie musiała sobie odmawiać meczy ze względu na niego. No, wtedy przesadziła, oboje to wiedzieli, bo w końcu i tak wylądowała na jego kolanach i nie miała nic przeciwko całowaniu się z szukającym drużyny angielskiej. A to znacznie wykracza pojęcie chodzenia na mecze.
- To bardzo bezprośrednie pytanie, Jonathanie. - Pokręciła głową. - Nasze rodziny mają podobne podejście do tego tematu, więc powinieneś znać odpowiedź na temat mugoli i szlam. - Uśmiechnęła się pobłażliwie. Wprost tego nigdy nie powie, zasłaniała się nazwiskiem, tak było zdecydowanie wygodniej w pewnych sytuacjach. Jeszcze ktoś specjalnie przysłał Rosiera, by zawrócił jej w głowie, a potem zamknął. W tych czasach pewnie wszystko było możliwe. - To w takim razie, czuję. - Pokiwała głową. Nie miała nic przeciwko jego długim rękawom, w takich koszulkach też wyglądał nieźle. Bardzo nieźle nawet Anabelle mogła przyznać, ale w duchu. Mówią, że ładnemu we wszystkim ładnie, więc Yaxley nie narzekała, póki nie ubierał kolorowych, krzyczących wręcz rzeczy. Lubiła stonowane kolory, bądź mocne i wyraziste, podkreślające atuty, a nie jakieś jak dla mugolskich nastolatków. - Uroczy jesteś. - Pocałowała go delikatnie, subtelnie, trącając jego wargi swoimi, czasem językiem. Upiła łyk ze swojego kieliszka i wodziła palcami po jego torsie. - Czy znów mnie zostawisz po pocałunkach, czy dasz mi coś więcej? - Zapytała, niczym mała dziewczynka prosząca o zabawkę.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Pią Gru 23, 2016 8:06 pm

- Jeszcze mnie nie widziałaś bez koszulki, a już jest to warunkiem?- Zaśmiał się cicho z jej warunków, które raczej łatwo i z przyjemnością by spełnił. Może w kwestii bezpieczeństwa, lepiej na razie bez koszulki się jej nie pokazywać, ale trudno oprzeć się jej ustom. Dalej je pamiętał, czuł ją i pewnie, gdyby to nie było ich drugie spotkanie po tak długim czasie to już na przywitanie skradłby jej kilka pocałunków. No i już by było zaliczone wpadanie bez zapowiedzi nawet. Czasami właśnie najłatwiej jest się nie spotkać, gdy się mieszka blisko. No i fakt, każde z nich miało swoje zajęcia i większości nie będą mogli zmienić, bo chwilę przyjemności mogą mieć w każdej chwili. Szczególnie nie będą mieli takiej presji, gdy będą wiedzieć, że dzieli ich tylko kilkanaście metrów. Narzeczona mimo woli, jednak jak już była to się spotykali, bo czemu miałby nie korzystać z tego dopóki może. Jeszcze pewnie do teraz uważa, że jednak niedługo jeszcze pojawi się na jego palcu obrączka, bo rodzice naciskają cały czas i będzie musiał z tą kobietą spędzić życie. Tak myślał, pewnie już to nawet zaakceptował. Jednak gdy spotkał Anabelle już wiedział, że będzie się tylko męczył i że to nie takie życie chce prowadzić. Nawet gdyby pocieszał się meczami i treningami. - No kiedy niby gwiazdorzyłem? Zawsze skromny, szczególnie po wygranych meczach ze Slytherinem.- Chciał by chodziła na te mecze, by go obserwowała, kibicowała. Kto by nie chciał. Facet, którego na ostatnim treningu zwalił z miotły też na pewno by chciał. Mieć taką jedną wyjątkową fankę.
- Rodzina może chcieć jedno, a Ty co innego. Prawda? - Uśmiechnął się blado, bo w sumie usłyszał odpowiedź. W sumie mógł się nawet tego spodziewać, przecież wiedział jaka była za czasów szkolnych, że podzielała poglądy rodziców, którzy jej też wpajali jaka to czystość krwi jest ważna. Liczył po prostu na cud, bo chciał by nie była zła. Takie koszulki jeszcze bardziej podkreślały i opinały jego mięśnie, spełniało to swoje funkcje. Nigdy go też nie zobaczy w żadnym krzykliwym kolorze, to nie jego styl, chociaż w swojej szafie posiadał także różowe koszulki. Nie ma pojęcia skąd to się wzięło, jednak takowe ma. - Wtedy to nie zależało ode mnie, miałem ważne spotkanie. Teraz jednak już chyba nic nie wyskoczy mi. - Chociaż nie mógł jej nic obiecać, bo różnie to mogło być. Mógł sobie chcieć zostać, jednak były też sprawy nieco… priorytetowe, bo nie ważniejsze. Pocałunków jednak jej nie odmówi, szczególnie, że już sama zaczynała, więc i on pocałował ją, tylko nie delikatnie jak Yaxley. Już bardziej namiętnie przy czym rękę przesunął do jej nodze do góry zatrzymując się na jej biodrze.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pią Gru 23, 2016 8:49 pm

- Właśnie dlatego, że nie widziałam, chce w końcu zobaczyć co i jak. - Spojrzała na niego znacząco. Była ciekawa, to wszystko. Koszulka zdecydowanie ukazywała czego może się spodziewać, bo opinała jego umięśnione ramiona i brzuch, ale wolała bez materiałów oglądać, dotykać.. no wiadomo o co chodzi. W ubraniu przecież nie będą tego robić. Wszystkiego. Nie chciała się też tym dzielić z żadną przypadkową dziewczyną, a już na pewno nie z wybranką jego serca. Wybranką rodziców uściślając, bo przecież daleko mu było do miłości tej dziewczyny, gdy jego stare zauroczenie mąciło mu w głowie. A przynajmniej tak podchodziłaby do tego Anabelle, gdyby o wszystkim wiedziała. Tak łatwo nie odpuści Rosiera. Nie ze względu na uczucia, a na własne widzimisię, bo gdy panienka Yaxley czegoś chciała - to to miała. A chciała Jonathana, może dla czystych cielesnych przyjemności, może faktycznie coś do niego czuła, ale na pewno nie pozwoliłaby innej dotykać JEJ Rosiera. Koniec kropka, skończony temat. Była zaborcza, to fakt, nawet bardzo, ale gdyby tylko wiedział o tym, to pewnie nie miałby nic przeciwko, bo w końcu okazałaby większe zainteresowanie nim i pokazała mu, że jest ważniejszy od innych facetów. - och, oczywiście. Skromniś do potęgi. - Wywróciła oczami. - Rzadko kiedy wygrywaliście, zapamiętaj sobie to, bo to ja byłam niepokonana! - Wytknęła mu to palcem.
- Zazwyczaj chcemy tego samego. - Mruknęła cicho, delikatnie wodząc palcami po jego ramieniu, a raczej przedramieniu, tam gdzie pod materiałem skrywał Mroczny Znak. - Nic? Jesteś pewien? - Spojrzała mu w oczy, głęboko, tak jakby szukała zapewnienia, że cokolwiek się stanie między nimi - on nie ucieknie. Westchnęła cicho jednak w jego usta, gdy postanowił przejąć inicjatywę. Były coraz bardziej namiętne. Więc Anabelle machnięciem dłoni szybko pozbyła się ich kieliszków z winem. Usiadła sobie na nim okrakiem, a jej sukienka znacznie podwinęła się do góry. Oparła czoło o jego czoło, ciągnąc dolną wargę Jace'a w swoją stronę i pomrukując niczym kot. Czy to było aż tak dziwne, że pragnęła tego mężczyzny? Że nie chciała zamieniać go na razie na żadnego innego, mimo iż kiedyś się nie znosili i wręcz nim gardziła? Kobiety są tak zmienne..
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 24, 2016 11:16 am

- Kiedyś w końcu zobaczysz. W sumie wystarczy ładnie poprosić, wiesz?- Zaśmiał się cicho, bo gdy ładnie poprosi, to nie będzie patrzył na nic i już by jej ten brzusio umięśniony pokazał. Chociaż po coś nosił bluzki na długi rękaw, no ale różnie to można rozegrać. W sumie po coś te obcisłe („obcisłe zielone” z naurto mi się przypomniało xD), po coś nosi, aby ukazywało to co ma najlepsze. No niby go podrywanie lasek tak nie interesuje, a specjalnie się stroi i zawsze ma idealnie zrobione włosy. Cóż, że nie chce podrywać, to nie znaczy, że nie chce się podobać. Tak to chyba można tłumaczyć. Jego narzeczona, to na pewno nie miłość jego życia. To było pewne, bo akceptował ją tylko i wyłącznie dla rodziców. Nie widział też swojej miłości, lub osoby, którą mógłby pokochać, więc się zgodził. Teraz nieco wszystko się skomplikowało, gdy spotkał Yaxley. Na pewno czeka go trudna rozmowa i już pewnie jest nieco rozdarty. Powinien czuć poczucie winy, że niby jest zaręczony, ale myśli tylko o innej. - Chyba pamiętasz to co chcesz. Dużo razy złapałem przed Tobą znicz. Przypomnij sobie.- Chociaż czasami było trudno, jak go rozpraszała już w ostatnim roku i robiła wszystko by się nie skupiał na meczu. Lepsza od niego niestety nie była, przykro mi.
- No tak, czyli nic się nie zmieniło.- Westchnął ciężko, bo wiedział, że to trochę komplikuje i kątem oka zerknął, gdy gładziła jego lewe przedramię. Był szpiegiem, donosił do Zakonu wszystkie działania, które mógł. Pięknie, a teraz się będzie jeszcze bał dodatkowo, że nakabluje na nią, że zrobi jej tym jakąś krzywdę. Sam mógł umrzeć, bo zdawał sobie z tego sprawę. Jednak Anabelle… już teraz tego nie chciał. - Nigdy nie ma pewności.- No wszystko może się stać. Nawet sumienie się odezwać. Jednak aż tak nie myślał, a może w tym momencie jeszcze nie brał tego tak do końca pod uwagę. Po prostu chciał znowu skosztować jej ust. Jak na razie było mu dobrze, też by jej nie zamienił na żadną inną. Pogłębiał dalej pocałunki przesuwając dłonie po jej udach. Zaraz je przeniósł wyżej zaciskając palce na jej pośladkach.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 24, 2016 11:45 am

- Ładnie poprosić mówisz.. - Mruknęła cicho i spojrzała mu w oczy. Ona chciała zobaczyć, ale nie lubiła prosić. Wolała żądać, albo przekonywać, samym spojrzeniem chociażby, by dostać to co jej się należy. A Jonathan tylko grał jej na nerwach, bo wiedział, czego Yaxley nigdy w życiu nie zrobi. Nie błagała, nie prosiła, nawet o pomoc, zawsze była samodzielna, pewna siebie, pyskata i zadziorna, daleko było jej do miłej kruszynki. Ale to wyróżniało ją z tłumu nastolatek wcześniej, jak i teraz kobiet, które wolały siedzieć w cieniu, gdy się tyle działo, nie wychylać, nie robić na tym wszystkim kariery, tylko myć naczynia po kolacji. - Zawsze pamiętam to... jak było. - Zaśmiała się i pokręciła głową, bo bawiło ją to, że nigdy Rosier nie odpuszczał w temacie Quidditcha. Mogła być lepsza we wszystkim, nawet w czarach, ale nigdy nie przyznałby jej pierwszego miejsca w byciu szukającą. Latanie na miotle to była jego działka, zawodowa i choć nie raz z nią przegrywał - chyba nie dopuszczał do siebie tych wspomnień. - Dużo razy.. ale nie zawsze. Głównie my wygrywaliśmy, nie pamiętasz? Jak potem płakałeś pod prysznicem w szaaatni, a ja przychodziłam się z Ciebie pośmiać.. - Wymruczała mu do ucha. Denerwowanie go było jej ulubionym zajęciem, ale była przy tym taka urocza... bo wiedziała co zrobić, by miękły mu nogi przy brunetce. Przesunęła językiem po jego uchu i westchnęła. - Lubiłeś, gdy wpadałam, prawda? To dlatego tak szybko pozbywałeś się koszulki, to dlatego w złości lądowałam na ścianie, a potem mogłam poczuć Twoje usta.. odbierałeś sobie nienależytą nagrodę. - Szepnęła paznokciami wodząc po karku mężczyzny. Ach ta Anabelcia. Wcielenie zła.
- Wiele się zmienia! Choć nie we wszystkich tematach, nie mów, że jesteś zawiedziony. - Wywróciła oczami, widząc cień zawodu w jego oczach. Wzdychał zbyt ciężko, więc przymrużyła oczy, przyglądając mu się uważnie. Nabierała podejrzeń, czy aby na pewno Rosier to dobra partia dla niej, czy aby podziela podobne poglądy co ona, jej rodzina i jego. Pochodzili z tych samych kręgów w końcu, a jednak chciał się wyłamać? - Nigdy. - Pokiwała głową. Nie chciała go wypuszczać. Nie teraz, nie gdy mogła znów zatopić się w jego wargach, wpleść palce we włosy, poczuć jego uścisk na pośladkach, który przyjęła ochoczo i aż jęknęła cicho w jego usta. - Rosier.. - Mruknęła i oderwała na chwile nabrzmiałe od pocałunków wargi. Kciukiem przesunęła po jego ustach wycierając krwistą szminkę i zaśmiała się cicho, po czym zagryzła swoją dolną wargę, a dłonie powędrowały ku zapięciu z przodu. Rozpięła zamek, ukazując mu dobraną bieliznę. Jasne, chciała tego. Chyba nie myślał, że będzie prosiła - po prostu sobie weźmie.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 24, 2016 9:28 pm

Wiedział, że Anabelle nie była z tego typu kobiet, które poprosiłyby o takie rzeczy. Prędzej sama by podeszła zdjęła tą jego koszulkę, bo miała akurat taki kaprys i chęć popatrzenia na swoje ciało. Przecież znał ją już tyle lat i nigdy takie zwroty nie przechodziły jej przez gardło, teraz zdawał sobie sprawę, że to jej zostało. Zawsze brała to co chciała i dostawała to co chciała bez zbędnych słów. Gdy jeszcze miała teraz takie ciało, to jeszcze łatwiej jej to na pewno przychodziło. Jace po prostu się z nią droczył, sprawdzał, czy byłaby w stanie to zrobić. Taki już pewnie będzie zawsze w stosunku do niej. Przyzwyczajenie z dawnych lat. - To nie gadaj, że zawsze wygrywaliście, bo tak nie było.- Skomentował krótko sobie pod nosem. Tak właśnie było, on też wygrywał, chociaż poza wymownymi spojrzeniami w jej stronę ze zniczem trzymającym wysoko. No i przegrane też pamiętał, bo to go budowało, chciał się stawać jeszcze lepszym aby znowu nie dopuścić do tego by przegrać z kimś. Zawsze poza tym mówił prawdę, była lepsza w czarach, eliksirach i we wszystkich, jego Quidditch to jego działka i tak niech zostanie. - I tak zawsze zawzięcie przychodziłaś tylko po to. Nie żeby się pośmiać, tylko żeby się ze mną całować. Wiedziałem to zawsze.- Zaczepił jej nosek swoim delikatnie go muskając. Chociaż i tak delikatnie zacisnął palce na kieliszku, który chyba jeszcze trzymał. Lubił go drażnić od zawsze, kiedyś się jeszcze doigra, ale zazwyczaj jeden sposób był, aby odpuściła sobie. Trzeba było zająć jej usta swoimi.
- Zawiedziony? A jakie stanowisko mogłaby mieć członkini rodu Yaxley. To chyba jasne.- Może i zbyt przekonywujący nie był i zerkał tylko na jej dłoń, która gładziła jego lewe przedramię. Jednak, gdy znało się jej rodzinę, to było jasne i oczywiste, że Ana będzie stała po stronie Czarnego Pana. Mógł się tego spodziewać, bo już w Hogwarcie pokazywała co sądzi o mugolach w szkole, zdrajców krwi. Raptem jej się raczej nie odwidziało. Chociaż już strawy poglądowe zaczęły schodzić na dalszy plan i na całe szczęście, bo gorzej by było, gdyby zaczęła go wypytywać. Jednak zajął się jej ustami i ciałem, które idealnie pasowało do jego rąk. Zamruczał aż cicho, gdy rozpięła sukienkę odsłaniając jeszcze więcej. Piękna, pociągająca i nie mógł się jej oprzeć. Przynajmniej z początku, bo już odzywało się jego sumienie, tego dobrego faceta, którym był naprawdę.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 24, 2016 9:48 pm

- Oj tylko się nie złość, pyszczku. - Zrobiła dziubek z ust spoglądając na niego i nie mogąc się powstrzymać. Bawiło ją, jak dużym słabym punktem stał się Quidditch, jak mogła łatwo go wyprowadzić z równowagi. Wystarczyło kilka słów o tym, jaki to jest beznadziejny, jaki beznadziejny był i że nigdy nie złapał znicza. Od razu zacznie się bronić i denerwować, a wtedy był słodki. Jeszcze bardziej niż zwykle. I uroczo się rumienił. Normalnie jakby dać taki gwiazdkowy prezent Anabelle, przedwczesny. Poza tym, szanowała to, że każda jego porażka to był kopniak w tyłek, gdyby się nie starał to nie byłby teraz szukającym reprezentacji, nigdy by się nie spotkali przypadkiem, a ona teraz nie siedziałaby z nim, tak blisko i na pewno nie poszła na ognistą. Te wszystkie wydarzenia po sobie miały pewien początek. Przeznaczenie? Całkiem możliwe, jednak Yaxley podchodziła do tego jak do łańcucha wydarzeń, które miały być po sobie, nie widziała innej opcji - szczególnie, gdy dołączyła do tego chemię jaka łączyła tych dwoje. Musiało się tak skończyć. Nie widziała w nim już głupka. O dziwo. - Och, nie schlebiaj sobie. Jasne, że chodziło o pośmianie się z Ciebie! To była moja ulubiona rozrywka! To, że nie potrafiłeś wytrzymać, ani utrzymać łapek przy sobie i ust, to nie moja wina. - Wywróciła oczami, a potem pokręciła głową. Nigdy nie przyzna się, że po którymś razie po prostu jej się to spodobało.
- To dobrze, że to jasne. - Mruknęła w jego wargi, nie chcąc rozwijać tematu, bo jeszcze by się dowiedziała za dużo. Na ten moment nie mogła pozyskać takich informacji, wszystko by to zepsuło między tą dwójką, więc dobrze, że zajęli się sobą. - Podoba Ci się? - Zapytała w komentarzu dla jego pomruku, który ją zadowolił. Lubiła się podobać. A jemu to już szczególnie, miała wrażenie, że w końcu zdobywa wiecznie niedostępnego Rosiera. Był tylko jej i miała zamiar to wykorzystać, nie ważne czy trzymał pod materiałem Mroczny Znak czy nie. Westchnęła mu w usta, gdy ścisnął jej pośladki, jeszcze bardziej przysuwając się do niego i co jakiś czas ocierając się o jego krocze. Nie mogła czekać wieczność, to, że są czarodziejami nie znaczy, że ją mają, więc rozpięła jego jeansy i zsunęła szybko z siebie sukienkę. Zostając w samych obcasach i bieliźnie. Idealna, no. Głupi by tylko odmówił, a Rosier czasem bywał głupi, więc musiała go jakoś zatrzymać. Nic dziwnego, że dłoń dziewczyny wylądowała szybko na jego kroczu.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 24, 2016 10:13 pm

Quidditch był po prostu dla niego bardzo ważny. Wiedział, że bez wspaniałej umiejętności latania i łapania znicza byłby nikim. I to dosłownie, bo pewnie rodzina dalej by się go wypierała, bo zostałby dalej czarną owcą rodziny, która jest zbyt dobra i to do tego nieudacznik z Gryffindoru. Dzięki grze stał się całkiem inny, dodało mu to pewności siebie, ludzie zaczęli go zauważać i inaczej traktować. Wszystko zaczęło się już w Hogwarcie, gdzie cały jego dom krzywo na niego patrzył, bo widzieli w nim jakieś zagrożenie, jednak później widzieli w nim już całkiem co innego i traktowali jak bohatera, gdy dzięki niemu wygrywali. To było dość oczywiste, że stało się to jego słabym punktem. Poza tym siadała mu na ambicjach, a tego też nie mógł znieść. Wiedział przecież co potrafi. - Pewnie, wmawiaj to sobie dalej.- Uśmiechnął się tylko, bo on i tak wiedział swoje. Gdyby nie lubiła ich takich spotkań, które kończyły się różnymi czułościami to tak łatwo by nie ulegała i nie domagała się więcej. Nigdy go nie odepchnęła, nie wyszła zaraz, to już dawno mu pewne znaki. No i na pewno to było pewnego rodzaju przeznaczenie. Od dawna ta dwójka miała się ku sobie, a tylko przez głupią rywalizację, która narodziła się już po pierwszych dniach ich znajomości. Ich ponowne spotkanie na pewno też nie było przypadkowe, los krzyżował ich drogi i musieli to zaakceptować, że są raczej dla siebie idealni.
- Bardziej niż w szkole.- Uśmiechnął się pod nosem, bo teraz wyglądała inaczej, bardziej kobieco przede wszystkim i pociągało go to bardzo. Serio tylko głupek by nie reagował, gdyby miał przed sobą takie ciało, które w każdej chwili mogłoby tylko jego. Też ją chciał, ale też bardzo wolał by było to coś innego niż zawsze. Działa na niego już od dawna, z chęcią przesuwał dłonie po jej nagim ciele, co chwila zaciskając palce na jej pośladkach czy udach. Chociaż nie dawało mu coś spokoju i nie chciało wyjść z jego głowy, tym bardziej, że jej dłonie znalazły się na jego kroczku. - Anabelle… chyba nie powinniśmy się aż tak śpieszyć.- Powiedział dość łagodnie, chociaż i tak wiedział, że wywoła to niepotrzebną burzę. Kurde, przecież sam to wszystko zaczął, dał jej jasny sygnał, że powinni pójść dalej, ale wyszło jak wyszło. Wolał poczekać, a wiadomo, że gdy się czeka, to wszystko smakuje jeszcze lepiej.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 24, 2016 10:27 pm

Właśnie dlatego, że dostrzegała w nim zmiany, a on w niej, nie chciała go wypuszczać. Ani do innej, ani w ogóle, nawet jeśli tą noc spędziłby w ramionach kołdry. Samotnie. Ewentualnie z miotełką. Reagowała na niego, bo chyba tak samo głupia by nie zareagowała na jego ciało. Na przystojną twarz, mocno zarysowaną szczękę, lekki zarost. Patrzył na nią pewnie jak na avie, bo na nim jest taki skupiony i w ogóle chodzący, męski ideał, co nie? Jedziemy do Frankfurtu hehe. Działało to wszystko. Skomponowane w całość dawało więcej mocy i po prostu Anabelle nie mogła sobie odmówić. Nie Rosiera, z którym walczyła tyle czasu, z którym rywalizowała i z którym pewnie całowała się więcej razy niż z prawowitymi chłopakami. Ups. Byli swoimi słabościami najwidoczniej. Z jednej strony całkiem dobrze było wiedzieć, że jest się dla kogoś tak ważnym, że miękną mu na Twój widok nogi, ale z drugiej, w tych czasach - było to cholernie niebezpieczne.
- Cieszę się. - Uśmiechnęła się szerzej. Nie chciała tego tak kończyć, podobało jej się jak ją dotyka, jak wodzi dłońmi po jej nagim ciele, jak bada uda kobiety, a potem zaraz zaciska palce na pośladkach i tak w kółko, odwzajemniając pełne pasji i namiętności pocałunki. Nie byli w szkole, nie byli gówniarzami, mieli już swoje za plecami i zdecydowanie byli bardziej doświadczeni w pewnych kwestiach. Ale nigdy nie przypuszczałaby, że tak po prostu Jonathan by odmówił. I to w trakcie. Oderwała się od jego szyi, na której składała serię pocałunków, zjeżdżając na obojczyki i spojrzała mu w oczy. - Co? - Uniosła brew do góry nie bardzo wiedząc o co mu chodzi, zupełnie jakby się przesłyszała. - Śpieszyć? Mamy dwadzieścia sześć lat Rosier, nie piętnaście. Chyba już to robiłeś co? - Zaśmiała się cicho, choć zupełnie nie było jej do śmiechu. Nie podobała jej się ta sytuacja. Wycofał się. Więc i ona wstała, zła.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 25, 2016 10:06 am

No ideał i już od czasów szkolnych z niewiadomych dla niego przyczyn podczas jego treningów czy ćwiczeń kilka dziewczyn szczególnie z młodszych klas go bacznie obserwowało. Teraz było podobnie, jednak już swoją wartość zdążył poznać. Dorosłe życie ma inne prawa i w sumie jak komuś się blondyn podobał, to usłyszał to od kobiet, które do niego podchodziły i go podrywały. Dzięki temu wiedział, że się podoba. Czasem to wykorzystywał, gdy jakąś potrzebę miał i tyle. Do nikogo nie miał takiej słabości jak do Yaxley. Naprawdę, jednak to całe zamieszanie i sprzeczki tylko ich do siebie zbliżało. Inaczej tego nazwać nie można, bo im bardziej się wkurzali i irytowali na siebie, tym dłużej później siedzieli w zamkniętej klasie, szatni czy schowku i się całowali czy badali swoje ciała.
Aż odwrócił głowę na bok słysząc już jej pierwsze słowo. Wyczuwał ten gniew w jej głosie i wiedział, że będzie jeszcze gorzej. No pewnie gdyby role się odwróciły i gdyby to Anabelle się wycofała nagle i mu odmówiła, to sam byłby wściekły. Sam już sobie chęci narobił i się nakręcił. - Robiłem… I dlatego nie chce byś była kolejną taką, która od razu da się zaciągnąć do łóżka.- Popatrzył na nią, gdy wstała i westchnął cicho. Jasne, że mieli już swoje lata, że mogli robić wszystko to co chcieli, bo nikt nie miał nic do tego. Nie chodziło tu o jego narzeczoną, bo ona akurat go nie obchodziła nawet teraz. Miał z niej korzyści tylko dlatego, że już była w jego życiu podstawiona przez rodziców. - An…- Westchnął cicho i wstał podchodząc do niej. Ustał za nią i delikatnie złapał jej dłoń starając się spleść ich palce. Nie chciał by się na niego obraziła, nie zniósłby tego. Już i tak zbyt wiele o niej myślał, co mogło być niebezpieczne, ale nie mógł wyrzucić jej z głowy. Nie mogła się od niego odciąć, nie pozwoli jej na to.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Nie Gru 25, 2016 4:26 pm

Zmrużyła wściekle oczy. Dochodzą do takiego momentu, ona siedzi na jego kolanach w samej bieliźnie, dobiera się do niego, a ten nagle stwierdza, że nie? No coś tu było nie halo, przecież jej się nie odmawia. A już na pewno nie seksu, nie tej cholernej chemii, która między nimi była, nie przyjemności, jaką mogli sobie dać. Gdyby był gejem, okej. Ale pewnie nawet homoseksualistę zmusiłaby do zawahania swojej orientacji. Nie była pierwszą lepszą dziewczyną z ulicy, była Yaxley. A z takim wyglądem i tym nazwiskiem mogła zdziałać naprawdę wiele. - Ach, więc to moja wina tak? Że chcę iść z Tobą do łóżka? To czyni mnie łatwą i taką jak inne? - Prychnęła cicho, bo nie rozumiała jego toku myślenia, a nazywanie jej gdzieś tam w tym wszystkim "taką jak inne" bolało. Bo przecież miała wygórowane mniemanie o sobie, znała swoją wartość, no i kurde.. to nie był pierwszy mężczyzna, który nie mógł się oprzeć dziewczynie. Tak daleko zaszli. Była zła.
Odwróciła się do niego plecami, próbując wygrzebać z komody jakiś szlafrok i okryć nim swoje ciało. Nie będzie przed nim paradować w obcasach i bieliźnie, skoro gardził. Jednak dłonie jej się zbyt trzęsły do takich czynności. Nikt, nikt nigdy nie odmówił jej w trakcie. - Co chcesz, Jonathan? - Prychnęła cicho pod nosem. Poczuła jego dłoń i lekko drgnęła. Nawet taka wściekła i zostawiona miała do niego słabość. Pewnie obraziłaby się na kilka minut i sama kilka dni później przyszłaby na jego trening czy mecz. Był jej cholerną słabością i tyle. Nie można tego podważyć, bo pewnie nawet on widział jak cała się spięła, jak nie ruszyła się z miejsca od momentu, gdy zjawił się za nią. - Trzeba było powiedzieć, że nie masz ochoty, że nie stoi Ci na mój widok, że nie jestem dość atrakcyjna dla Rosiera. - Prychnęła cicho. - A nie robić nadzieję.. - No czuła się jak idiotka teraz, a po swoich słowach jeszcze gorzej.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 25, 2016 6:19 pm

Miała prawo być zła, to oczywiste, bo serio nie powinien czegoś takiego przerywać. Nie wtedy, gdy miał przed sobą prawie nagą, przepiękną kobietę, która mu się podobała już od bardzo dawna. Z innego punktu widzenia właśnie miał okazję spełnić to, co pewnie nie raz chciał z nią zrobić w ostatniej klasie. Wtedy to hormony im buzowały i na pewno myślał już o seksie i tym bardziej z nią. Trzeba było to przyznać, że była jedyną, którą się tak naprawdę wtedy interesował. Jednak i tak jej odmówił, był wstanie to zrobić już w stanie podniecenia. -Źle mnie zrozumiałaś… To nie Twoja wina i nie jesteś właśnie taka jak inne. Nie chce byś była.- Zacisnął bardziej szczękę, bo biedny nigdy nie potrafił się przy niej konkretnie wyrazić, szczególnie jeszcze chodziło o uczucia. Pyskować i się z nią droczyć to potrafił. Jednak nie mógł ubrać w słowa tego, co myślał. Chociaż i tak co by nie powiedział, jeden wyraz źle i będzie to nieco obrócone przeciwko niemu. Była wściekła i mogła jego słowa inaczej interpretować.
Patrzył na nią dokładnie, wszystkie gesty wyłapywał, bo musiał wiedzieć w jakim jest stanie. Czy się uspokoiła czy tez nie. Rosier już zdążył nieco ochłonąć, bo w sumie atmosfera szybko się przez niego zmieniła. - Nie chce byś się na mnie gniewała.- Wyszeptał jej do uch gładząc przy tym kciukiem wierzch jej dłoni. Nie szarpała się z nim, więc to dobrze wróżyło, chociaż wiedział, że dalej jeszcze jakiś cień nadziei na przyszłość został. - Chyba wyczuwałaś, że było inaczej.-Ściągnął brwi lekko, bo sam się już nakręcił i podniecił jej widokiem. Prezentowała mu się w pięknej bieliźnie, mógł zobaczyć i badał dłońmi jej ciało, działa to na niego. Przeszedł tak, by ustać przodem do niej. - Jesteś wyjątkowa. Chce by to było coś wyjątkowego, tylko tyle.- Uniósł delikatnie jej brodę nieco do góry by móc spojrzeć jej w oczy i żeby Anabelle nie miała innego wyboru i w końcu do niego spojrzała.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Anabelle Yaxley on Nie Gru 25, 2016 6:35 pm

- No a jak to wygląda Jonathan. Wpadasz tu, właściwie nie wiadomo po co. Mówisz, że tęsknisz, całujemy się, nie protestujesz, gdy Twoje i moje ubrania lądują na podłodze, gdy zaczynam się do Ciebie dobierać, aż nagle w pewnym momencie.. olśnienie. Jakbyś sobie przypomniał, że jesteś święty i Ci nie wolno. Nie ze mną. - Prychnęła cicho. Była zła. Gadała głupoty, ale również mówiła to co czuje w danej chwili, jak to wygląda z jej perspektywy. To był tylko seks, ale dla niej to było też coś więcej, bo przecież nie była łatwą panienką, która rozdaje swoje ciało niczym prezenty na Boże Narodzenie. I Rosier nie był byle chłopakiem. To wszystko wytrąciło ją z równowagi i dlatego tak się wkurzyła. Chciała w końcu by ją pragnął, a teraz zdawało się zupełnie inaczej.
- Gniewała? Phi. To nie Twoja wina, że jestem tak nieatrakcyjna dla Ciebie, że nie chcesz.. mnie. - Prychnęła cicho. - Może jeszcze na pocieszenie walniesz starym tekstem w stylu "bądźmy przyjaciółmi?" - Wywróciła oczami i na szczęście nie widział jej wyrazu twarzy, bo wzrokiem mogłaby teraz zabić, niczym bazyliszek zamienić w kamień. Westchnęła, czując jak delikatnie wodzi po jej dłoni. Czuła jego ciepło na plecach, do jej nozdrzy dochodził zapach perfum Jonathana. Był zbyt idealny. - Już nie wiem czy było inaczej. Mogło mi się wydawać, skoro przerwałeś. - No w końcu nie mogła sobie wytłumaczyć tego tak, że przerwał, bo nie chciał przygodnego, szybkiego numerka. Spojrzała mu w oczy, gdy stanął naprzeciw i przygryzła wargę, w jednej z dłoni ściskając w końcu delikatny szlafrok. Powiedział, że była wyjątkowa, że to miało być wyjątkowe. Pewnie, gdyby była inną dziewczyną nogi by się pod nią ugięły, rzuciłaby mu się na szyję i jeszcze przeprosiła za swoje zachowanie. Ale Anabelle jedynie uniosła kąciki warg w czymś co miało przypominać zadowolenie i kciukiem przesunęła po jego wardze. - Dobrze.. trochę się wykupiłeś. A teraz spadaj. Nie będziesz miał tego widoku, póki nie zachce Ci się wyjątkowego stosunku. - Zaśmiała się cicho i popchnęła go w stronę drzwi. Troooszkę ją udobruchał, niedużo. Ale był uroczy, co nie?
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 25, 2016 7:59 pm

- Nie, że nie wolno. Nie chce się z Tobą śpieszyć, choć naprawdę bym chciał.- Wymamrotał pod nosem zaraz potem jak wysłuchał jej słów. Aż zaczął lekko żałować swojej decyzji, bo nie chciał robić jej przykrości, to nie było jego celem. Mógł mieć każdą i praktycznie o to tu chodziło. Większość dawała się zaciągnąć do łóżka, lub to one sprawiały, że w tym łóżku lądowali, a takie znajomości są dla mnie bezwartościowe. Nic nie znaczyło to, bez uczuć i tyle, większości prawie nie widział już ponownie, bo nie widział już dalszego sensu, by w ogóle mieć z takimi do czynienia. Szczególnie, że to tylko czysty seks i nic więcej. Yaxley była z wyższej półki, pochodziła ze szlachetnego rodu, znani rodzice. Każdy ją chciał i Jace nie był wyjątkiem. Też jej pragnął i to od dawna, jednak nie chciał, aby wszystko kończyło się jak jego wcześniejsze znajomości.
- Yaxley na litość Boską, podobasz mi, jesteś atrakcyjna. I w tym rzecz, że nie chcę być Twoim przyjacielem. Chciałbym czegoś więcej.- Nie widział, ale mógł sobie to wyobrazić. Kurde, znał ją już od dawna, widział ją w wielu sytuacjach i widział co robi, gdy się wkurwi. No może teraz to już szczególnie była zła. Po samym tonie głosu wiedział co się święci. No nic ważne, że trochę ją przekonał do swojej decyzji. Teraz emocje brały górę, nie wiedzieli co do siebie czują, więc gdyby do czegoś między nimi doszło, to mogli już się tak sobie nie podobać. Chociaż wiedział, że to mało możliwe i że zawsze będzie gdzieś blisko. - Zakładasz takie kiecki, że raczej nieco wcześniej zobaczę.- uśmiechnął się, gdy usłyszał jej śmiech. Nie chciał jej bardziej wkurwiać, więc pochylił się jeszcze i pocałował w policzek Anabelle. - Nie dam Ci i tak spokoju.- Wymamrotał cicho i zgarnął gdzieś swoją skórzaną kurtkę, gdzie leżała na podłodze i posłusznie wyszedł, tak jak tego chciała.

/zt x2
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: #2

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach