przybornik
Vesna Bagnold

Vesna Bagnold

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Vesna Bagnold

Pisanie by Vesna Bagnold on Czw Gru 29, 2016 10:41 pm

Vesna Bagnold


Vesna Bagnold  
(Dasha Sidorchuk)


Personalia

Data urodzenia: 21 marca 1952 rok
Miejsce urodzenia: Galway, Irladnia
Miejsce zamieszkania: Londyn, Anglia
Zawód: uzdrowiciel zatrudniony przez szpital św. Munga na oddziale urazów pozaklęciowych
Stan cywilny: panna
Status krwi: czysta
Szkoła Magii: Szkoła Magii i Czarodziejstwa Hogwart
Dom w Szkole: Slytherin
Różdżka: 10 i 3/4 cala, wierzba, pióro memortka


Historia postaci

Zielona ciecz buchała w wysłużonym już kociołku. Z zainteresowaniem, które podzielało może kilku innych Krukonów, obserwowała, jak pęcherze powietrza tworzą się na powierzchni i następnie z bulgotem rozpryskują tak, że o dziwo najmniejsza, pojedyncza kropla nie spadła na ławkę. To była trzecia i miała szczerą nadzieję, że ostatnia próba. Kończył się czas, a po eliksirach musiała wdrapać się na wieże na zajęcia z wróżbiarstwa; szanowała ten przedmiot, ale gdyby drugi raz mogła podjąć decyzję, wybrałaby zamiast niego dalej ONMS. Zbyt mocno stąpała po ziemi, aby czuć wróżby i próbę przewidywania przyszłości.
Z własnych myśli, które uciekały ku zbliżającego się wielkimi krokami meczu w Quidditcha pomiędzy Gryfonami, a Ślizgonami, a jak wiadomo groziło to dekoncentracją oraz przestaniem zwracania uwagi na wywar; wyrwało ją syknięcie. W końcu! Ciecz stała się jaskrawa, aż przeszła w odcień mocno żółty. Do złudzenia przypominało złoto, które mieniło się w wpatrujące się w nie tęczówkach.
- Całkiem nieźle, Bagnold. Jak się przyłożysz, bez problemu zdasz egzaminy na Powyżej Oczekiwań, choć wiem, że stać cię na Wybitny.
Głos profesora Slughorna rozbrzmiał obok. Uśmiechnęła się, bo wiedziała, że nie była to pusta pochwała. I choć jeszcze nie martwiła się pierwszym, poważniejszym testem, który mocno przesieje jej zdobytą wiedzę, to jednak czuć było coraz bardziej nerwowe atmosfery w klasach. Za oknem było piękne, wiosenne słonko, a i tak mało kto teraz szlajał się po błoniach bądź wylegiwał nad jeziorem. Przynajmniej mało kto z grona jej znanych person, snujących już plany na jaki by to staż załapać się w Ministerstwie Magii...
- Pamiętaj, że w piątek klub spotyka się o siedemnastej oraz że nie lubię spóźnialskich.
Rzucił na odchodne, chcąc w porę zareagować zanim jakaś Puchonka wsypie poszatkowany, a nie zgnieciony ogon. Cóż. Pozostawało jej liczyć, że kapitan Ślizgonów okaże się po raz kolejny wyrozumiały; sam należał do Klubu Ślimaka i prawdopodobnie sam będzie chciał się w nim pokazać.


Ostre promienie słońce wpadały przez zasłony, sprawiając złudzenie, jakby rzeczywiście w ścianach były okna a za oknami świat i bez przeszkód kto tylko zechce może wyjrzeć na zatłoczone ulice Londynu; w pierwszych latach swojego stażu, łapała się na tym, że nabierała się na te magiczne sztuczki. Ten ciekawy zabieg miał zapewne na celu wpłynąć na kondycje pacjentów, a tych, jak można było się domyśleć, w św. Mungu nigdy nie brakowało.
W jego pewnych, bezpiecznych murach, czuła się, jakby wojna, która trwoni świat czarodziejów w ogóle jej nie dotyczyła. Robiła swoje, zajmowała się pacjentami w sposób taki sam, jak wcześniej. Nie przerywała badań, nie uciekała myślami do przyjaciół, których ten konflikt bezpośrednio dotyczył; tylko czasami, zagryzając od środka policzki, sięgała po Proroka Codziennego i wertowała jego strony z uwagą tylko po to, aby upewnić się, ze jej matka jest cała i zdrowa. Był czas, kiedy łudziła się, że śmierć ojca, że pierwsze niepokoje i w końcu jej zdobyte uprawnienia na samodzielnie pracującego uzdrowiciela zbliżą ją i Milicentę; nic jednak bardziej mylnego.
Być może wciąż miała do niej żal, że po latach dowiedziała się o tym, że celowo uciekła z przyjęcia wydawanego przez Greengrassów, ponieważ wiedziała, że jeden z synów głowy rodziny zechce się jej oświadczyć oraz, że pomyślnie przeszła rekrutacje do drużyny Harpii z Holyhead i naprawdę była gotowa związać swoje życie z zawodowym Quidditchem - gdyby nie rozsądek, który wziął górę nad głosem serca, tym samym pchając ją ku planu B.
Dzień z wolna dobiegał do końca. Nie spieszyła się jednak do domu. Właściwie już od dawna zostawała po godzinach, co wyszło całkiem naturalnie, choć poniekąd wymogło to na niej obłożenie w Mungu. Mogła na spokojnie przejrzeć karty, zastanowić się nad alternatywami, rozpisać zadania na jutro dla swoich stażystów... Sięgnęła po kubek, w którym kawa zdążyła już dawno wystygnąć; trudno. Zimna, czarna i gorzka tez była dobra. W końcu na stażu nie miała czasu, aby pić innej i siłą rzeczy smakowała beztroską przeszłością.



Charakter

Jaki jest Twój stosunek do czarnej magii?
Czarna magia zawsze była przez nią postrzegana jako coś niebezpiecznego i intrygującego jednocześnie. Zdawała sobie sprawę z tego, że aby poradzić sobie z zapanowaniem nad nią, potrzeba ciężkiej pracy, ale również wiedzy na jej temat. A ta nie była dostępna na wyciągnięcie ręki. Nigdy nie była naiwną dziewczyną, aby próbować wykrzesać ze swojej różdżki choć jedno, najbardziej niewinne zaklęcie. W przeciwieństwie do tych wszystkich, którzy kiedykolwiek mieli okazje zapoznawać się z tekstami na temat czarnej magii, wykazała silną wolę i nie dała się skupić łatwej potędze, która wszystkie, słabe duszyczki, widzące w niej wyłącznie korzyść, niszczy od środka.

Co sądzisz na temat związków czarodziei z mugolami?
Nikt otwarcie w jej domu nie potępiał związków czarodziei z mugolami, choć można było wyłapać tę nutkę pogardy, kiedy rozmawiano przy stole i ktoś mimochodem wspomniał o czarownicy, który poślubił mugola bądź na odwrót. Ciężko było oczekiwać od czarodziejów, którzy pielęgnują tradycje, aby chcieli z nich od tak, dla miłości, której przecież w większości sami nie doświadczyli, rezygnować.
Jako że ma swój własny rozum, zwyczajnie nie widzi nic złego w takich związkach. Do tradycji nie pałała nigdy wielką miłością, zresztą, zbyt wiele rodzin dba o nią pieczołowicie, aby miało się pojawić jakieś realne zagrożenie dla niej.

Mając do wyboru oszałamiającą karierę lub szczęśliwe życie rodzinne, na co byś się zdecydowała?

W chwili obecnej nie umiałaby zrezygnować z kariery na rzecz miłości. I nie należałoby tego odczytywać jako pogardę dla wyższych uczuć. Będąc uzdrowicielem, który nie zaspokoił jeszcze swojego głodu wiedzy, który nie czuje, że wycisnął już wszystko co wycisnąć mógł ze swojej profesji, doskonale wie, że gdyby poświęciła ten swój świat na rzecz prowadzenia domu, wychowywania dzieci, błyszczenia u boku męża, nie umiałaby się z tym pogodzić. Z czasem zaczęłaby go obwiniać o konieczność porzucenie cząstki siebie. Pogrzebania własnych marzeń. I szczęśliwa rodzina stałaby się dla niej piekłem. Wspólne życiem karą. Ona sama męczennicą.
Nie mniej nie chciałaby na stare lata wracać do pustego domu, w którym jedynym, żywym duchem, poza nią samą będzie tłusty, czarny kocur. Choć teraz nie widzi siebie w roli żony oraz matki, nie próbuje być mądrzejsza i każdemu udowadniać, że małżeństwo to gwałt na jej wolności.

Jak myślisz, jak postrzegają Cię członkowie Twojej rodziny?
W kilku słowach? Buntowniczka bez powodu. Niewdzięczna.
Wychowywała się z kuzynem oraz z bratem. Najprawdopodobniej to ich wpływ sprawił, że z panienki, na którą próbowała wychować ją apodyktyczna matka, wyrosła mała diablica. Twardo opierała się wszelkim próbom, dopóki nie zrozumiała, że o wiele korzystniejsze jest się przypodobać matce - to otwierało wiele drzwi. Używała tego skrzętnie, nigdy bowiem nie była z nią blisko. Wyniosła, choć niezbyt piękna, ambitna, kontakty z córką w najlepszym wypadku można było nazwać zadowalającym. O wiele lepiej dogadywała się z ojcem - wysokim, postawnym mężczyzną o rubasznym śmiechu i z poczuciem humoru rodem z Irlandii, z której się wywodził. Nie zastanawiała się jak ktoś tak pogodny, żądny przygód i dobry jak jej ojciec mógł wziąć sobie za żonę kobietę tak spokojną i chłodną jak jej matka. Kiedy zmarł, przestała już nawet myśleć o powrocie do rodzinnego domu na święta. Z bratem bliźniakiem rozumiała się bez słów. Byli dostatecznie do siebie podobni, aby praktycznie czytać sobie w myślach i dość różni, aby nikt nie nudzić się w swoim towarzystwie. On jeden znał prawdę odnośnie odmowy przyjęcia pierścionka od Greengrassa. Miała nadzieje, że zrozumie, że powie o tym matce, ale łatwiej było mu się także oburzyć niż pokazać ich rodzicielce złą ocenę sytuacji.

Trwa wojna, każdego dnia słyszysz nowe nazwiska poległych czarodziejów. Czy boisz się, że następnym razem to możesz być Ty?
Nigdy nie bała się o siebie, ufając, że bez względu na wszystko, poradzi sobie dokładnie tak, jak radziła przez większość życia. Jeżeli już jakikolwiek lęk towarzyszył jej podczas sięgania po nowego Proroka Codziennego, związany był on z obawą wyczytania wśród poległych nazwiska matki bądź brata. Może i ich relacje były... skomplikowane i trudne, osobowości kontrastowe, ambicje skrajnie różne, nie mniej stanowili rodzinę. Nie umiała, tak po prawdzie nawet nie chciała, być wobec nich obojętna. Oczywiście nie powiedziałaby im tego prosto w cztery oczy.
Kiedy Milicenta Bagnold stała się Ministrem Magii, niepokój wzrósł. Pod pretekstem zadbania o siebie i swoją formę po kontuzji, wróciła do Londynu. Przynajmniej na trochę. Przynajmniej dopóki matka nie odezwie się pierwsza i zapewni, że jej strach jest irracjonalny.


Ciekawostki


  • na wszelkie pytania typu Bagnold? Jak Pani Minister? Jesteście rodziną? odpowiada wymownym milczeniem i należy sobie to interpretować tak, jak samemu się chce. Nie odczuwa najmniejszej potrzeby chwalenia się bycia córeczką Pani Minister.  

  • może i udało się jej wyzbyć panicznego strachu przed wężami, ale wciąż nie może pozbyć się nie mniej uciążliwego lęku przed ćmami oraz głęboką wodą, z czego to drugiego powiązane jest z epizodem zachłyśnięcia się wodą jak jeszcze była kilkuletnim szkrabem.

  • widzi testrale. Po prostu. I widziała je jeszcze na długo, zanim podjęła pracę w Mungu, gdzie siłą rzeczy miała styczność z ludzką śmiercią. Sięgając pamięcią wstecz, nie potrafi przywołać momentu, który by na tym zaważył. Wielce prawdopodobne, że jej umysł wyparł ten moment, aby poradzić sobie z traumą.

  • jeśli wino to tylko czerwone, wytrawne, kawa z mlekiem, ale bez cukru, zaś herbata zielona. Najlepiej z dodatkiem rumianka oraz plastra cytrusów.

  • jej dłonie, bez względu na temperaturę otoczenia, są zawsze ciepłe i przyjemnego w dotyku. Zresztą, o dłonie zawsze dbała, w tym jednym zgadzając się ze swoją matką - są one wizerunkiem kobiety.



Genetyka

Panicznie bała się węży. A te, jak na złość i niewątpliwie celowo, zawsze znajdowały się gdzieś w zasięgu wzroku. A to pełzły przez nieprzystrzyżoną trawę w przydomowym ogródku kiedy Ty akurat tworzyłaś swoje koślawe babki z piaski, a to paciorkowatymi oczyma wodziły za Twoją osobą przez szyby w ogrodach zoologicznych. Szczytem szczytów było przecinanie leśnych szlaków i oczywiście to Ty musiałaś czekać, aż gad się przesunie na drugi koniec. W pewnym momencie, pod wpływem frustracji, nie wytrzymała i zwyczajnie skomentowała bezczelność losowego, któregoś z kolei na swojej drodze w tym miesiącu węża. A ten odpowiedział. I w tym wszystkim najmniej przyjemny nie był fakt, że to stworzenie Cię zrozumiało i śmiało jeszcze odpyskować, tylko reakcja Twojej matki - pełna paniki i braku codziennego, beznamiętnego opanowania. Nie udało się jej tym razem przed Tobą zamaskować, że wszystko jest na swoim miejscu.
Była nie do końca proszonym świadkiem kłótni rodzicieli, obwiniania przez matkę o wszystko rodziny ze strony ojca. Bo to przecież jego geny, krew i co najmniej szemrana historia, ona była głupia i ślepo zakochana swojego czasu, a Vesna teraz będzie teraz się zmagać z grzechami z jego przeszłości. Czy rzeczywiście tak się stało? Nie do końca. Chcąc nie chcąc musiała przezwyciężyć swoje uprzedzenie do gadów z rzędu łuskonośnych. I to była jedyna tak naprawdę trudność, choć cały sekret może tkwić w braku chwalenia się tym, że na co dzień rozmawia z wężami a jednego nawet, w celach terapeutycznych dla swojej fobii, próbowała udomowić.
Należałoby jeszcze podkreślić, że miała definitywny zakaz odzywania się w tej... przeklętej według matki mowie w domu oraz że nie podlegało to żadnej dyskusji.


Umiejętności

Bogin: topielec
Patronus: żbik, taka formę prawdopodobnie przyjąłby patronus gdyby opanowała zaklęcie perfekcyjnie.
Teleportacja: tak
Zaklęcia niewerbalne: tak, opanowała je podczas ostatniego roki nauki w Hogwarcie
Najlepszy w zaklęciach: magii leczniczej, łamiące klątwy
Najgorszy w zaklęciach: transmutacji
Eliksiry: doskonale, zwlaszcza te, które wykorzystuje w pracy
Najlepszy przedmiot szkolny: eliksiry, zaklęcia, historia magii
Najgorszy przedmiot szkolny: transmutacja, wróżbiarstwo
Inne: jako uzdrowiciel, pracuje przede wszystkim z osobami dotkniętymi skutkami czarnej magii bądź rzuconych lub odkrytych przez przypadek klątw; swoją wiedzę na ten temat zawdzięcza uzdrowicielowi, pod skrzydłami którego rozwijała się i odbywała  praktyki. Jako że klątwy, czarna magia i inne, szemrane twory są tematem - rzeką, nieustannie stara się studiować możliwości radzenia sobie z odczynianiem tego. Jako że jest osobą mocno stąpającą po ziemi, kierującą się zdrowym rozsądkiem oraz nie mogącą powiedzieć, że nie jest asertywna, ciemna strona mocy, z którą ma do czynienia, nie kusił ją oraz nie pociąga. Przynajmniej nie w tym sensie, w jakim używają ją zwolennicy Czarnego Pana.




Ostatnio zmieniony przez Vesna Bagnold dnia Pią Gru 30, 2016 4:08 pm, w całości zmieniany 3 razy
avatar
Vesna Bagnold

Status Krwi : czysta
Wiek : 29
Stan cywilny : panna
Zawód : uzdrowiciel
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 108

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t588-vesna-bagnold http://deathly-hallows.forumpolish.com/t593-vesna-bagnold#2768 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t592-cytra#2767 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t591-trust-me-i-m-a-doctor#2764
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Vesna Bagnold

Pisanie by Dalien Ellis on Pią Gru 30, 2016 5:57 pm

KARTA POSTACI ZAAKCEPTOWANA!

Witamy na forum! Mamy nadzieję, że będziesz się z nami świetnie bawić! Twoja karta została zaakceptowana i już nic nie stoi na przeszkodzie przed wkroczeniem w fabułę. Zachęcamy jednak, by przed jej rozpoczęciem założyć temat z informatorem, sową i zapoznać się z zasadami systemu punktowego, który uczyni rozgrywkę ciekawszą i bardziej realistyczną.

Rozumiem więc, że Vesna nie uczyła się wyczarować patronusa :) Graj ładnie!
avatar
Dalien Ellis

Status Krwi : czysta
Wiek : 37
Stan cywilny : rozwodnik
Zawód : auror
Umiejętności : patronus, oklumencja, teleportacja łączna
Ekwipunek : rożdżka
Punkty : 118

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t136-dalien-morgan-ellis http://deathly-hallows.forumpolish.com/t151-dalien-morgan-ellis#182 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t150-sowia-poczta#181 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t152-dalienowe#183
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach