przybornik
Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pią Gru 30, 2016 4:38 pm

Tego dnia pogoda była znacznie przyjemniejsza niż przez kilka ostaniach dni. Jacqueline czuła się tak, jakby wszystko na tej ziemi pamiętało o jej ważnym dniu i dostosowywało, aby pozostawała zadowoloną kobietą. Przepowiadali, że takie temperatury i słoneczne dni utrzymają się przez najbliższych kilka dni. Czyli wystarczająco długo, aby w dzień ślubu Lorenza i Jacqueline wszystko było dopięte na ostatni guzik.
Suknia od dłuższego czasu wisiała już w szafie, czekając na ten wspaniały dzień. Orkiestra w przeciągu dwóch dni miała się zjawić i pozostać w posiadłości na kolejne trzy. To samo dotyczyło pastora. Ludzie zajmujący się kateringiem mieli przybyć za trzy dni, w dzień wesela z samego rana, aby dopilnować, że wszystkie podawane przez nich potrawy gorące i najwyższej jakości trafią na stoły. Obaj jej bracia byli dokładnie poinstruowania co do tego, jak się zachowywać, jakie role odegrają w całym przedsięwzięciu i czego nie mogli robić. Wszystko było dopięte na ostatni guzik. No, prawie wszystko...
Jedynym problemem, z którym od dłuższego czasu nie umiała sobie poradzić Jacqueline, był młodszy brat Lorenza, Dante. Ów młodzieniec za punkt honoru postawił sobie nienawidzić dziewczyny z całego serca i tym samym nie raz i nie dwa robić jej niemiłe niespodzianki. Początkowo Jacq akceptowała to, zganiając jego zachowanie na jego młody wiek i brak zrozumienie dla brata, lub też na gniew, że Lorenzo już nie będzie tylko i wyłącznie do dyspozycji Durante. Jednak po jakimś czasie przestała przejmować się jego gówniarskim zachowaniem, często odpowiadając młodzieńcowi tym samy.
Dziś przybyła do posiadłości Sorrentino aby porozumieć się właśnie z nim. Nie wiedziała jakie będą tego skutki, ale zawsze musiała spróbować. W końcu zbliżał się ślub i to wielkimi krokami, a ona nie mogła dopuścić do tego, aby młodszy brat pana młodego nie daj boże zniszczył jej uroczystość. Czegoś takiego nie puściłaby mu płazem.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pią Gru 30, 2016 5:10 pm

Już samo wejście do rezydencji nie skończyło się dla Jacqueline wybitnie dobrze, bowiem nie wiadomo skąd nad jej głową zawisło wiadro z… wszyscy by pragnęli, żeby tam była woda… ale niestety wiadro pełne było obślizgłych ślimaków bez muszelek. Więc Jacq na dzień dobry przywitała się z nowymi „podopiecznymi” Dantego.
A gdzie w tym czasie był żartowniś? Oczywiście, że u siebie. Siedział na dużym łóżku, pod pięknym baldachimem, ubrany w cienką koszulkę i krótkie spodenki. Niesforne loki miał w diabelsko uroczym nieładzie, a stan ten pogarszał sam Dante, który raz za razem przeczesywał te loki palcami, próbując je odgarnąć do tyłu. W dłoniach miał plastikowy pistolet na wodę, który dostał kiedyś od mugolskiego szczeniaka w zamian za parę fasolek wszystkich smaków. Właśnie nalewał do niego nieco rozcieńczonego keczupu, tak by wyglądało to, jak krew. Miał w zanadrzu jeszcze parę psikusów i zamierzał w odpowiednim momencie zacząć je wszystkie realizować. Dlaczego? A dlaczego nie? Czy było to wredne, jak cholera. Czy zamierzał się tym przejmować? A powinien? Jego psikusy rzadko były w stanie wyrządzić krzywdę, bo w sumie on sam nie chciał zrobić krzywdy. Jego psikusy miały tylko drażnić, denerwować i w sumie bawić tych, którzy mogli je obserwować – nie koniecznie jednak bawiły tego, komu je płatał. Choć… to zależało, kto był jego obiektem w danym momencie.
Niektórzy nie gardzili dobrym kawałem, nawet jeśli sami byli obiektem dowcipu. Ale byli również tacy, którzy tego bardzo nie lubili.
Niemniej teraz był zdecydowanie gotowy do działania.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pią Gru 30, 2016 7:15 pm

Gdy szła pomiędzy grządkami idealnie przyciętych krzewów, wprost do domu rodziny Sorrentino, stało się coś, co w momencie rozpaliło w Jacqueline rządzę mordu. Nie wiedząc skąd (to znaczy, doskonale wiedząc, ale ten smarkacz wszystkich w pierwszej chwili zaskakuje) nagle nad głową Jacqueline pojawiło się wielkie wiadro wypełnione ślimakami. Wspomniane wiadro przekręciło się do góry dnem i cała jego zawartość znalazła się na włosach i twarzy kobiety. W pierwszej chwili nic nie powiedziała, zalała ją fala wściekłości, która osiągnęła kryzysowy wręcz poziom. Ale nie minęła chwila a z jej ust wyrwał się głośny krzyk, który zbudziłby pewnie i trupa.
W ułamku sekundy w jej dłoni znalazła się różdżka.
-Reducto - wrzasnęła wściekle, celując w ślimaki, które w ułamku sekundy zniknęły razem ze swoim szlamem. W tym momencie Jacqueline była tak zdenerwowana, że jakiś czas później, gdy próbowała sobie przypomnieć w jaki sposób tak szybko pokonała dzielącą ją odległość do drzwi wejściowych, nie mogła do tego dojść. Wiedziała tylko, ze nagle stały one przed nią otwarte, a chwilę później ona wchodziła po schodach, prowadzących do jednej z sypialni na górze. Doskonale wiedziała który pokój był zajmowany przez tego gówniarza.
Zapukała lekko w drzwi i nie czekając na zaproszenie, weszła do środka. Z jej oczu sypały się iskry wściekłości i tylko głupiec nie uciekłby na jej widok. Nawet nie zarejestrowała faktu dotyczącego tego, kiedy jej włosy z platynowego prawie blondu zmieniły się w krwisto czerwone i wydłużyły tak, że zamiast łopatek sięgały jej prawie ud.
-Witaj Dante. - rzuciła tylko chłodno, a na jej ustach wykwitł paskudny uśmiech, który zdecydowanie nie dodawał jej uroku.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pon Sty 02, 2017 12:34 pm

Krzyk zaalarmował go o tym, co miało miejsce i sprawił, że uśmiechnął się na swój sposób paskudnie. Dostała za swoje, mruknął sam do siebie w myślach i wrócił do napełniania swojej nowej zabawki rozcieńczonym keczupem. Słyszał ciężkie kroki kobiety, która stąpała jakby samym swoim krokiem zamierzała z tego domu przegonić wszelkich… wrogich sobie osobników, gryzonie, które śmią niszczyć jej idealne życie. Niestety, ale tego tupania na pewno nie przestraszył się Dante, co więcej… zaalarmowała go, gdzie dokładnie się znajduje i to pozwoliło mu w odpowiedniej chwili schować swoją nową zabawkę, a także sięgnąć po książkę, z którą wywrócił się na łóżko.
Kiedy do pokoju weszła Jacqueline, Dante leżał na plecach z głową na poduszkach i z książką uniesioną nad głowę. Słysząc, że weszła podniósł na nią spojrzenie i aż… w jego dużych zielono-brązowych oczach zapłonął strach. Prawdziwy czy udawany, to nie miało znaczenia. Niemniej chłopak, ten drobny czternastolatek wyglądał na naprawdę przerażonego. Odłożył zaraz książkę i podniósł się do siadu. Przechylił lekko głowę, by potem przełknąć ślinę i po prostu odpowiedzieć:
-Witaj… Jacqueline – jego głos niemal drżał, zdradzając jego strach. No brawo droga pani, udało ci się przerazić czternastoletniego braciszka swojego przyszłego męża. -Co… co cię tu sprowadza? Chociaż… to w sumie dobrze, że przyszłaś – powiedział i powoli zszedł ze swojego łóżka. Podszedł do biurka, na którym leżał bukiet białych kwiatów. Wziął go i podszedł powoli do Jacqueline. Bukiet tworzyły białe kalie ze złotymi brzegami kielichów kwiatowych, a także białe róże z identycznymi żółtymi „odbarwieniami” na brzegach. Co było najbardziej zaskakujące, to były żywe kwiaty ale specjalnie spreparowane, tak by nigdy nie umrzeć i zawsze cieszyć oko.
-Sam… to zrobiłem dla ciebie – dodał ze słodkim rumieńcem Dante. -Ale… pewnie masz już ładniejszy bukiet… taki bardziej dopasowany do sukni i w ogóle – mówiąc to opuścił spojrzenie i widać było, że jest bardzo zakłopotany.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pon Sty 02, 2017 2:27 pm

Widok tego młodzieńca jakoś sprawił, że jej włosy na powrót zaczęły powoli przybierać swój normalny kształt i kolor, a ona sama jakoś przestała rozumieć swoje wcześniejsze rozgoryczenie i obawy w stosunku do zachowania tego chłopca. Bo kto by się przejmował jakimiś tam ślimakami na głowie, skoro ten blond loczek tak zawadiacko mu na czoło spadał i delikatnie przysłaniał te słodkie, dziecięce jeszcze oczęta? I jeszcze tak uważnie studiował trzymaną przez siebie książkę, co z tego, że do góry nogami?
Obserwowała uważnie każdy jego ruch, gdy wstał z łóżka i podszedł do biurka, bo gdzieś w głębi świadomości mimo wszystko przebijała się natrętna myśl, że ten chłopak, jeśli tylko ma na to ochotę, może być diabłem wcielonym. Ale w chwili, gdy podszedł do niej z cudownie pięknym bukietem białych kwiatów, serduszko jej się rozpuściło, a oczy jakby zaszły mgłą. Ta mała bestia, gdy tylko chciała, potrafiła być przeuroczym stworzonkiem.
-Oh, Dante... Ja... - zamilkła na chwilę, niepewna tego, co powinna teraz zrobić. Przyszła tutaj z zamiarem dyplomatycznej rozmowy, bądź mordu, a ten tu z kwiatkami wyskakuje! Musiała przyznać, że trochę ją to mimo wszystko wzruszyło, nie była przecież z kamienia. - Są przepiękne i jeśli tylko masz na to ochotę, z przyjemnością pójdę z tym bukietem do ołtarza. - uśmiechnęła się delikatnie w jego kierunku. Palcem jednej dłoni delikatnie uniosła mu brodę tak, aby spojrzał na nią i przestał być tak uroczo zawstydzony.
Nie powinna tak się zachowywać i cały czas miała przeświadczenie, że za tą chwilę zapomnienia może zaraz nieźle zapłacić, ale... Może takie małe dzieciaki też potrafiły się zmienić na lepsze?
-Porozmawiajmy jak dorośli ludzie. - powiedziała po chwili siadając na jego łóżku i klepiąc miejsce obok siebie, tym samym zachęcając go do tego aby usiadł obok niej. -Bo chyba można Cię za takiego uważać? - uniosła jedną brew, jakby nie do końca pewna, czy Dante jest wystarczająco dorosły aby z nią rozmawiać na tematy, które zaraz zamierzała poruszyć.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pon Sty 02, 2017 2:48 pm

Diabeł ma to do siebie, że potrafi przybierać różne maski, już nie wspominając o tym, że potrafi grac prawdziwe niewiniątko. Ale w sumie cii. Tak długo, jak urok dziecka robił swoje, a także sprawiał, że serca topniały należało go bez pardonu wykorzystywać, bo to w sumie coś, co dawało poniekąd nietykalność.
Robienie takich kwiatów nie było proste, ale jak człowiek ma dużo czasu to nawet fortecę zbuduje. A że nie bardzo mógł pomóc przy przygotowaniach na ślub – oj tak by im pomógł, ze bardzo szybko by tego pożałowali – to musiał się zająć czymś innym. Poza tym, to było też poniekąd nie fair, bo nie mógł spędzać z bratem już tyle czasu co wcześniej. A przecież, praca, przyszła żona… to było poniekąd nie fair.
-Pójdziesz? To by było… miłe – powiedział po części zaskoczony, ale również na swój sposób szczęśliwy. A potem ona uniosła jego brodę, a on spojrzał na nią tymi dużymi zielono-brązowymi oczyma i zarumienił się jeszcze bardziej, przy okazji robiąc się nieco zakłopotanym. Choć może nie miał ku temu powodu, a może właśnie go miał? Ciężko jednoznacznie orzec.
Oho… rozmawianie jak dorośli ludzie, to nie wróży dobrze.
Powiódł za nią spojrzeniem, by potem grzecznie jak szczenie podążyć za nią i po prostu usiąść obok niej. Uśmiechnął się ciepło.
-Oczywiście, że tak – powiedział, chociaż ile w tym prawdy? Ciężko orzec, a może nawet lepiej się nad tym nie zastanawiać.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pon Sty 02, 2017 3:10 pm

Owszem, przygotowań do ślubu było wiele. Jednak nikt z wiadomych względów w ogóle nawet nie pomyślał o tym, aby jakoś w to wszystko zaangażować młodego Sorrentino. Może przez kilka sekund wszystko byłoby dobrze. Ale tylko po to by po tym czasie Durante wybuchnął niczym Wezuwiusz i wszystko szlak by jasny trafił. Dlatego nikt nie mógł się dziwić, że chłopak został od tego odsunięty. Tak ważny dzień w życiu Jacqueline musiał być dopracowany w każdym, nawet najdrobniejszym szczególe a ona wiedziała o tym, że "pomoc" Dantego byłaby jej pokutą za grzechy...
Spojrzała ponownie na bukiet kwiatów, których w ogóle się nie spodziewała. Nigdy nawet nie myślała o tym, co jej ślub może znaczyć dla niego. W końcu Durante na pewno nie będzie miał już tak wielkiego kontaktu z bratem jak dotychczas. Nie będzie mieszkał już w rodzinnej posiadłości, przez co będą widywać się rzadziej, a jak wiadomo nie tylko do tego domu młode małżeństwo będzie zaglądać. Może gdyby ona kiedyś zastanowiła się nad tym, co Dante czuje, nie musiałaby przechodzić z nim takiej gehenny jak dotychczas?
- Są przepiękne i jeśli tylko to Cię uszczęśliwi to na pewno je wezmę. - ponownie się uśmiechnęła, nadal zupełnie nie świadoma czyhającego na nią niebezpieczeństwa.
Gdy usiadł obok niej, nie pozwoliła sobie na to, aby odetchnąć z ulgą, bo zbyt wiele mogłoby to mu powiedzieć. Zamiast tego, skupiła się z całej siły na tym, aby na jej twarzy nadal pozostawała ta sama mina, świadcząca o bardzo dobrej grze aktorskiej kobiety.
-Dante, wiem, że nigdy za mną nie przepadałeś i nigdy nie miałeś powodów, aby zachowywać się dla mnie miło. - zaczęła bez ogródek. Nie zamierzała kłamać, każdy wiedział jak wyglądały ich relacje od samego początku, jak Jacqueline wkroczyła z buciorami w życie rodziny Sorrentino. - Jednak chciałabym Cię prosić o to, abyś przez najbliższe kilka dni powstrzymał swoje zachowanie. W zamian za to, możesz zażądać co tylko zechcesz, ale musisz mi obiecać, że nie zniszczysz mojego i Lorenza ślubu. Nie chciałbyś sprawić przykrości swojemu własnemu bratu, prawda? - ostatnie zdanie było dużo wcześniej ułożone i przemyślane tak, aby zagrać na najbardziej czułej ze strun młodzieńca. Poza tym wiedziała, że w tym momencie niemalże podpisała na siebie wyrok własną krwią, ale miała świadomość, że musi to zrobić, aby wszystko poszło po jej myśli.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pon Sty 02, 2017 3:43 pm

Cóż wszystko ma swoje plusy i minusy, chociaż powiedzmy sobie szczerze, nic na tym świecie nie dzieje się przypadkiem. Każdej akcji odpowiada reakcja, a w sumie całe to dokuczanie zaczęło się krótko po tym, jak Jacq po prostu „odebrała” Dante brata. Poza tym, odpowiednia sprzedaż pewnych rzeczy, zachęta do nich również mogłaby wiele pomóc. Bo jak sam Dante w tym momencie pokazał – chociażby tym pięknym bukietem – nie brakowało mu zdolności manualnych, ani nawet cierpliwości, by stworzyć coś pięknego, niemal perfekcyjnego.
Skinął energicznie głową, bo to w sumie byłoby naprawdę… miłe, czy nawet na swój sposób cudowne, gdyby te kwiaty Jacq wzięła ze sobą.
Niczym mały chłopiec zaczął kopać powietrze nogami, siadając tak głęboko na łóżku, by to było możliwe. Słuchał uważnie tego, co do powiedzenia miała kobieta. Chociaż kiedy wspomniała, że za nią nie przepada, uśmiechnął się… tak inaczej. Cóż Enzo często udawał, grał kogoś kim nie był, a Dante zawsze był bardzo szczery w swoich zachowaniach, nie widział powodu by ukrywać, to kim jest, jaki jest.
Dlatego jego uśmiech można było interpretować jako „zgadłaś, brawo, taka jesteś mądra”. Na razie jednak nic nie powiedział. Słuchał dalej.
I w końcu umilkła. A on siedział chwilę, w ciszy, by potem wstać ze swojego miejsca. Splótł za sobą ręce, przeszedł się kawałek, tak by stanąć przed nią. Na razie wciąż plecami.
-Nie wiem, czy mogę ci to obiecać. Zwłaszcza, że odkąd się pojawiłaś sama tylko wszystko niszczysz – stwierdził ze wzruszeniem ramion. Powoli obrócił się przodem do kobiety. -Jemu… nie chcę sprawić przykrości, ale tez nie chcę, byś mi go zabrała. A to robisz. Co gorsza, nikt nie widzi w tym nic złego. Wszyscy się cieszą jak głupi, chociaż Lorenzo nie ma siły, ani czasu nawet w dupę się podrapać. Bo albo praca, albo ty i głupi ślub. A co potem? No potem zbierze ci się na dzieci, a on biedny… omotany przez ciebie będzie ci musiał dać, to co chcesz… i jeszcze ciężko pracować, byś była zadowolona. Wszystko niszczysz. – Skoro ona była szczera, to on również będzie. Rumieńce wcześniejszego zawstydzenia zmieniły się w rumieńce złości, ale on sam był… spokojny. A przynajmniej takie sprawiał wrażenie.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pon Sty 02, 2017 11:24 pm

Obserwowała go uważnie w momencie gdy wstał z łóżka i zaczął się przechadzać. Coś w głębi jej podświadomości mówiło jej, że to nie zwiastuje niczego dobrego. Nie wiedziała, czego się spodziewać po tej istocie, ale z pewnością należało być przygotowanym na wszystko, nawet na nagłe rzucenie jakiegoś uroku celem ratowania własnego życia.
Jednak zupełnie nie spodziewała się słów jakie padły z jego ust. Na początku zupełnie nie wiedziała jak się zachować, czy zareagować, dlatego siedziała tylko, patrząc niemalże tempo na chłopaka, nie do końca pewna, czy aby to co właśnie słyszy jest prawdą. Czy jej umysł nie płata jej figli, zmęczony ciągłymi przygotowaniami do uroczystości jaka miała mieć miejsce i do roli jaką miała w niej pełnić. Każde kolejne słowo Durantego było niczym smagnięcie biczem w nią. Czuła, jak twarz jej czerwienieje, jakby ze wstydu, ale wiedziała, że nie ma to nic wspólnego ze wstydem. Czuła ogromną złość, która zaczynała ją ogarniać i zdecydowanie zyskiwała na sile z każdą kolejną chwilą.
Poczuła coś jeszcze. Smutek i żal w stosunku do tego młodego chłopaka. Nie miała pojęcia, że on to wszystko odbiera w taki właśnie sposób. Nigdy nie rozmawiała ani z nim ani z Lorezem na ten temat. Szczerze mówiąc to często zapominała o tym, że jej narzeczony miał brata w tym wieku, który nie był dorosłym człowiekiem i który nie wiedział, że taka jest kolej rzeczy, że ludzie biorą ślub i zaczynają żyć z z innymi osobami. A w końcu Dante był jeszcze tylko dzieckiem, co prawda czternastoletnim, ale nadal dzieckiem.
-Dante. - zaczęła powoli czując jak łzy zaczynają ściskać jej gardło. Z całych sił powstrzymywała się przed tym, aby nie uronić nawet jednej łzy, potem sobie na to pozwoli. - Nie zamierzam odbierać Ci brata. Wiem, że jest on dla Ciebie bardzo ważny, pewnie ważniejszy niż nawet rodzice. Nie wybaczyłabym sobie, gdyby z mojego powodu Lorenzo przestał się do Ciebie odzywać.
Szczerości ciąg dalszy w wykonaniu kobiety. Nie spodziewała się takiego obrotu spraw, ale postanowiła dać chłopakowi możliwość powiedzenia wszystkiego co myśli i by to on rozdawał tutaj karty.
-Durante, zależy mi na tym, aby zarówno Lorenzo jak i jego rodzina byli szczęśliwi. Ty też się do nich zaliczasz, czy tego chcesz czy nie chcesz. Lorenzo sam sobie wybrał takie a nie inne życie, ja go do niczego nigdy nie zmuszała. Nie powinieneś mnie oceniać tak surowo nie zapytawszy wpierw go o zdanie.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pon Sty 02, 2017 11:46 pm

Nie wszystkie dzieci lubią zmiany, właściwie to dzieci w jakimś stopniu najgorzej reagowały na wszelkiego rodzaju zmiany. I można było powiedzieć, że tak właśnie było z tym młodzieńcem. Może miał czternaście lat i może powinien się cieszyć, w końcu będzie miał rodziców i dom na własność, nie będzie się musiał niczym dzielić, ani nie będzie się musiał niczym przejmować, ale na dobrą sprawę już sama różnica wieku między nim i Enzo sprawiała, że było… czasami naprawdę trudno. Podziwiał i faktycznie kochał swojego starszego brata, to on go zawsze bronił przed niesprawiedliwością rodziców, złośliwościami innych dzieciaków, to jego podziwiał i w sumie nie podobały mu się te wszystkie zmiany, które tak gwałtownie zachodziły w jego życiu. Nawet jeśli poniekąd, to czyniło jego brata szczęśliwym, chciał jego szczęścia, wiedział, że bratu się to należy, ale czemu to wiązało się z jego nieszczęściem?
Czemu on wszystko tracił, a inni zyskiwali? To było nie fair, ale nikt tego nie dostrzegał. Od wszystkiego go odsuwano, bo bano się, że jest za młody, za mały by faktycznie móc pomóc. Plus jeszcze jego charakter, tendencja do bycia dosadnym czy może nawet niepokornym. To czyniło go trudnym i nieco wymagającym, ale też… nie oznaczało, ze można go od wszystkiego odsuwać.
I co ważniejsze, nie powinno go to odsuwać od brata.
-Nieprawda, ciebie to nic nie obchodzi. Ważny jest tylko ten głupi ślub i by wszystko było ładnie pięknie. I Lorenzo też martwi się tylko tym, byś była szczęśliwa – fuknął, zaciskając długopalczaste dłonie w pięści. Tupnął nogą, a potem spojrzał na Jacqueline z taką zaciętością, ale też czymś na kształt smutku i niezadowolenia, że aż ciężko było uwierzyć, że jakiekolwiek dziecko jest tak w stanie spojrzeć.
Zacisnął mocno zęby, bo nie wierzył, że Lorenzo mógłby wybrać takie życie. Już pół biedy praca w Ministerstwie, co być może było związane z naciskami rodziców, ale… nie wierzył, że teraz nagle jemu bratu zebrało się na miłość, ożenek i te sprawy. Cóż dzieci o pewnych rzeczach zawsze myślą w nieco innych kategoriach.
-Nieprawda, nikogo to nie obchodzi. Wszyscy macie mnie tylko za kłopoty i dobrze, skoro tak o mnie myślicie, to mogę wam pokazać prawdziwe kłopoty. Zmienię ten ślub w klęskę… i nikt mnie nie powstrzyma, nawet Lorenzo – brak argumentów, był dobrym momentem na lekką zmianę strategii. A skoro wszyscy sądzili, że może być kłopotem to dopiero zacznie nim być, bo póki co, jego żarty były… bardziej śmieszne niż faktycznie groźne. Ale to mogło się zmienić, zwłaszcza że mimo wszystko był czarodziejem i to całkiem… sprytnym.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Wto Sty 03, 2017 6:43 pm

Zmiany rzadko kiedy bywały dobre. I mało kto je lubił. Ludzie mieli swoje własne przyzwyczajenia z których nie byli skłonni tak łatwo rezygnować. Każdorazowa zmiana w jakimkolwiek trybie pracy powodowała różne odczucia, nie zawsze dobre. Jacqueline również nie lubiła zmian. Nie wiedziała jak się sprawdzi w nowej roli, którą jakby nie patrzeć sama sobie wybrała. Nie było to łatwe, ale musiała podołać temu zadaniu. Może Dante również potrzebował czasu, żeby spojrzeć na wszystko z innej perspektywy i zrozumieć dlaczego dzieje się tak a nie inaczej? A może po prostu dalej zamierzał zachowywać się jak mały rozkapryszony dupek, który miał zabraną ulubioną zabawkę? A cholera go tam wie, ale Jacqueline nie mogła dalej się tym przejmować. Mogła mu pomóc w zrozumieniu, pogodzeniu się z tym faktem, że nie będzie on miał brata na wyłączność, ale na pewno nie zamierzała ulegać mu we wszystkim i rezygnować ze swojego szczęścia na rzecz jego fanaberii.
Gdy zobaczyła jego tupnięcie nogą, miała ochotę wybuchnąć śmiechem. Uśmiechnęła się z lekkim politowaniem wymalowanym na twarzy. Przestała mieć ochotę na dalszą dyskusję z młodym Sorrentino, ale nie zamierzała zostawić go z uczuciem satysfakcji i wybranej, co to to nie. Jeśli nikt wcześniej się tym nie zainteresował, to ona bardzo chętnie mogła udzielić mu małej lekcji.
-Po pierwsze, nie wmawiaj mi czegoś, jeśli nie masz pewności, że to właśnie czuję bądź tak właśnie robię. - zaczęła, wyliczając na palcach uwagi, które miała w tym momencie do powiedzenia. - Po drugie - pokazała kolejny palec - Nie tylko to jest najważniejsze, ale skoro się uwziąłeś i nie dopuszczasz do siebie innej myśli niż tak, że faktycznie tak jest, pozwolę Ci żyć w Twoim błogim świecie niewiedzy. Po trzecie - Kolejny palec został wystawiony, a cierpliwość Jacq powoli zaczynała osiągać poziom niekoniecznie bezpieczny dla młodzieńca. -Ewidentnie chcesz, żeby wszyscy traktowali Cię jak dziecko. Przyszłam tutaj, porozmawiać z Tobą, wyjaśnić kilka rzeczy, potem nawet chciałam pomóc pogodzić Ci się z sytuacją, ale ty masz to wszystko gdzieś, najważniejsze są Twoje kaprysy. Skoro nie zamierzasz zachowywać się jak dorosły, wiedz, że bardzo chętnie zacznę Cię traktować tak, jak rozkapryszony bachor powinien być traktowany.
Uśmiechnęła się wrednie w jego kierunku. Dosyć pobłażliwości i bycia tolerancyjnym. Skoro chciał się bawić, ona zabawy mu nie oszczędzi. A miała zapewne większy arsenał umiejętności, może nawet uroku osobistego. W prowadzeniu wojen była całkiem niezła, a tu ewidentnie się na taką zapowiadało.
Wstała z zajmowanego przez nią miejsca, spojrzała z góry na chłopaka, a w jej oczach zalśniły niebezpieczne ogniki.
-To co Durante, chcesz się bawić? Ostrzegam, że nie będę grać fair play i nie zamierzam się poddawać. - była bardzo ciekawa, czy Durante nadal będzie skłonny zniszczyć wszystko i, bądź co bądź, popsuć własne relacje z rodziną, do czego ona mogła bez najmniejszego problemu doprowadzić, skoro był tak bardzo niezrozumiały przez świat i pozbawiony prawa głosu i pomocy.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Wto Sty 03, 2017 7:40 pm

Cisza i uwaga z jaką ten chłopak słuchał Jacqueline gdy zaczęła mówić mogła wydawać się niepojęta. A nawet w przypadku tego chłopca niemożliwa. Włoska krew była gorąca jak ogień, włosi mieli temperament, który przyrównać można było tylko do gorąca ogni piekielnych. Czy Lorenzo pokazał kiedykolwiek ten ogień? Ciężko stwierdzić, niemniej powinien. Panowanie nad sobą nie leżało w naturze Latynosów, a dla wielu narodów było niezrozumiałe.
Choć Dante urodził się poza granicami gorącej ojczyzny, choć dorastał w kraju zdecydowanie zimniejszym, wypełnionym zasadami, manierami, chłodną powierzchownością nie zatracił nic z tego, kim faktycznie był, z tego co płonęło w jego żyłach. Czternaście lat, tyle już żył na tym świecie, tyle już doświadczył i widział. Jego temperament, jak sam zaczął zauważać często sprawiał, że ludzie się od niego odwracali. Choć było coś jeszcze na tym świecie, coś co sprawiało, ze ludzie go nie rozumieli. Że czarodzieje, Brytyjczycy, czy chociażby własna wy manierowana rodzina go mimo wszystko nie rozumiała. Nie był nawet pewien czy Lorenzo go rozumie. To coś było głęboko w nim, pełzło pod jego skórą, dotykało jego serca, patrzyło jego oczyma. Patrzyło i widziało, szeptała i ostrzegało.
Tak jak teraz, gdy ta wiedźma stanęła nad nim, chciała mu pokazać, ze może go pokonać. Dorosła kobieta, a dała się tak łatwo podejść. Jego zielone oczy, nabrały nieco wodnistego koloru, a gorąca włoska ignorancja zmieniła się w coś czego na pewno nie można się było po tym gnomie, trollu i potworze spodziewać – rozpacz.
Skulił się niczym mały chłopiec, by potem ukryć twarz w dłoniach.
-Wiedziałem – szepnął cicho, pociągnął nosem. Odsłonił twarz, po której płynęły łzy. -Nie sądziłem jednak, że jesteś… tak głupia by dać się podejść czternastolatkowi. Wystarczyło… powiedzieć, ze chce zniszczyć to twoje głupie wesele, a ty już… grozisz. Nie rozumiem… czemu to takie ważne, wiem jednak tyle, że jeśli Enzo odejdzie… to będę całkiem sam. Wiem, że jest… z tobą szczęśliwy i jeśli… nie ma na to innego sposobu… – ciężko było mu mówić, bo dusił go płacz, a łzy płynęły po jego jasnych policzkach. Cofnął się by zyskać utraconą przestrzeń osobista i otarł łzy, próbował je ogólnie powstrzymać, ale się nie dało.
Jego relacje z rodziną to była kpina, a jedyny na kim mu w sumie zależało to Lorenzo. A jeśli ta wiedźma dawała mu szczęście, to chyba… nie mógł im przeszkodzić. Nawet gdyby chciał, nie byłby w stanie patrzeć na smutek starszego brata.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Wto Sty 03, 2017 11:23 pm

Spodziewała się wszystkiego. Wybuchu, krzyków, więcej tupania nogami, kolejnych krzyków, wyrywania włosów z głowy w połączeniu z wrzaskami, ale na pewno nie tego co nastąpiło. Początkowo nie miała zielonego pojęcia jak na to zareagować. Nie przywykła do widoku łez kogokolwiek. To ona zawsze była najmłodszym dzieckiem w rodzinie, bracia nigdy nie okazywali słabości a i ona sama nie mogła sobie na to pozwolić. Nie pamiętała, kiedy ostatni raz pozwoliła sobie na taki luksus jak płacz, ale była pewna, że nie mogło zdarzać się to często. Gdyby jej ojciec się o tym dowiedział, z pewnością ukarałby za słabość. Dlatego przywykła do faktu, że cokolwiek chciała w życiu osiągnąć, musiała na to zapracować. Czy to szantażem, czy rzetelną pracą, ale na pewno nie pokazując swoją słabość.
A ten dzieciak właśnie od tak się przed nią zupełnie odsłonił, pokazując jaki jest tak naprawdę, tam głęboko w środku. Nie miała pojęcia co powinna z tym zrobić. Bądź co bądź, nie znała go dostatecznie dobrze, nie wiedziała czy aby na pewno nie jest to kolejna tania sztuczka z jego strony czy jego faktyczne odczucia. Pewne było natomiast to, że nie miała zamiaru mimo wszystko pokazać mu swojej słabości.
Widząc jego łzy, spływające po policzkach, usiadła ponownie na łóżku, zakrywając twarz dłonią. Nie chciała na to patrzeć, nie miała zamiaru być tego świadkiem. Ale się nim stała i chciała poradzić sobie z tą sytuacją, nawet jeśli nie była dla niej komfortowa.
-Enzo od Ciebie nie odejdzie. - powiedziała cicho gdy młodzieniec trochę się uspokoił, lub gdy zamilkł przez dławiący go płacz, w zależności co było pierwsze. Odsłoniła twarz i spojrzała mu prosto w oczy. -Lorenzo nigdy nie mógłby Cię zostawić. Kocha Cię nad życie. Zanim podejmie jakiekolwiek większe działania, zawsze zastanawia się nad konsekwencjami dla swojej rodziny, a przede wszystkim dla Ciebie. On nigdy by Cię nie skrzywdził.
Zamilkła zupełnie świadoma tego, że chłopak pewnie i tak jej nie uwierzy. Co z tego, że była to szczera prawda? Lorenzo nie raz i nie dwa zachowywał się tak, jakby to on był ojcem Durantego. A ona nie miała nic przeciwko temu. Sama nigdy nie miała aż tak zażyłych relacji z braćmi, czego z pewnością tej dwójce zazdrościła.
- Zrozumiesz wreszcie, że nikt nie chce robić coś przeciwko Tobie? Wszyscy liczymy się z Tobą i tym jak dane wydarzenie na Ciebie wpłynie. Myślisz, że dlaczego ślub odbędzie się dopiero teraz, kilka lat po naszych zaręczynach? Bo wszyscy chcieli byś się zdążył do tego przygotować, przyzwyczaić.
Była już zmęczona tą rozmową i całą tą sytuacją. Nie wiedziała, czy chłopak jej uwierzy, czy nie. Z resztą, nie bardzo ją to obchodziło. Wiedziała że taka jest prawda i nikogo nie zamierzała zmuszać do tego, aby ją zaakceptował.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Wto Sty 03, 2017 11:53 pm

O głębokości w tym momencie nie powinna mówić, bo jakby nie patrzeć, ten dzieciak był nieco bardziej pokręcony niż to się mogło wydawać. Był jak martioszka, która skrywała w sobie coraz to więcej i więcej i nigdy w rzeczywistości nie można było mieć pewności, czy to co pokazuje to prawda, czy może swoista gra. Gdzie i kiedy, a także co ważniejsze od kogo się tego nauczył? Cholera go wie. Niektórzy ludzie rodzą się z pewnymi predyspozycjami, zdolnościami, instynktem, który nieco im ułatwia pod pewnymi względami życie. Czyniąc je trudniejszym dla innych.
Ona się odsunęła, a on powoli uspokajał. Otarł ostatni raz łzy, pociągnął nosem. Podniósł na nią zielone spojrzenie.
-Naprawdę? – Zapytał cicho, drżącym głosem. Aż ciężko było w to uwierzyć zwłaszcza, że sam nie raz i nie dwa wyrywał bratu włosy z głowy, przyprawiał go o przedwczesne siwienie i denerwował swoim… zachowaniem. Owszem, każda zabawa się kiedyś kończyła i tego ten Szalony Kocur był świadom, ale… jakoś ciężko było mu mimo wszystko w pewne rzeczy uwierzyć.
Potem znów tylko słuchał. Ostatni raz otarł oczy i pociągnął nosem. Teraz wychodziło na to, że jak zwykle był dla wszystkich kłopotem, chociaż jednocześnie czuł się dobrze z tym, że brat to opóźniał ze względu na niego. Ale mimo wszystko ciężko się było do tego przyzwyczaić. Już nie wspominając o tym, że nowa osoba w domu zwykle oznacza tylko niepotrzebne zamieszanie. Jednak… może nie było to takie złe?
Spoglądał dłuższą chwilę na Jacqueline, by potem podejść do niej i niepewnie wyciągnąć dłonie ku jej twarzy. Ujął ją z zaskakującą delikatnością za policzki, by potem musnąć ustami jej czoło. Potem ze śmiechem, niczym kot, chcący się jednocześnie połasić o pana, jak i podenerwować go wpakował się na łóżko obok niej. Chwilę się kręcił i wiercił, by potem położyć się w poprzek łóżka, opierając się bokiem ciała o jej ciało. W dłoniach miał plastikowy pistolet na wodę.
-Zobacz, zobacz… jaki fajny. To coś, co mugole nazywają „pistoletem na wodę.” Dostałem go od jednego szczeniaka, za kilka fasolek wszystkich smaków. Masz, strzel sobie… wypełniłem go rozcieńczonym keczupem by wyglądało jak krew – mówiąc to wepchnął kobiecie zabawkę do ręki, zaraz układając ją tak by prawidłowo trzymała tę „broń” i mogła nacisnąć na spust.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Czw Sty 05, 2017 12:00 am

Kiedy młodzieniec zaczął się uspokajać, ona sama zaczęła również być spokojna. Czuła, że jest to jakiś jej sukces, że jednak udało się jej przekonać Danetego do faktu, że nie kłamała. Mówiła mu samą prawdę, która w gruncie rzeczy nie powinna być dla niego taka trudna i ciężka do zrozumienia. W końcu mówiła o tym, jak bardzo jego brat go kocha. A przecież nie często się to zdarzało w rzeczywistości, aby jedno z rodzeństwa za drugim tak stało murem.
-Naprawdę. - powiedziała tylko uśmiechając się do niego, chyba po raz pierwszy dzisiaj zupełnie szczerze. Nie zamierzała mówić mu na ten temat nic więcej, chciała cieszyć się z tego małego sukcesu, który udało się jej osiągnąć.
Jego niespodziewany dotyk zupełnie ją zaskoczył. Musiała chyba zacząć przyzwyczajać się do tego, że po tym dzieciaku można było się spodziewać naprawdę wszystkiego. Był zmienny bardziej niż nie jedna kobieta i w ciągu kilkunastu minut potrafił pokazać przynajmniej pół tuzina różnorakich oblicz. A i to pewnie nie stanowiło całkowitego arsenału jego zdolności. Nie wiedziała, czy to są jego umiejętności aktorskie, czy faktyczne odczucia, ale była pewna, że wielu by mu pozazdrościło.
Jednak tego pocałunku nikt nie byłby w stanie przewidzieć. Było to pewnie jawne całowanie wroga (no bo przecież za taką osobę przez długi czas Durante uważał Jacqueline) a teraz wszystko wyglądało na to, że chłopak naprawdę zaczął na nią inaczej patrzeć. Gdzie jesteś mały, wredny chochliku?! zachodziła w głowę Jacqueline. To nie było możliwe, aby zmieniać się aż tak gwałtownie.
W momencie gdy usiadł obok niej, nie miała zielonego pojęcia co powinna zrobić. Jakaś część jej umysłu krzyczała, aby uciekała, bo to na pewno pułapka, ale inna, ta bardziej wierząca w ludzi, mówiła, że każdy może się zmienić i starać się być lepszym. Widząc mugolską zabawkę, była już niemal pewna, że wojna jednak została zażegnana, skoro młody Sorrentino postanowił podzielić się z nią tak cenną dla niego zdobyczą.
Nie mogła mu odmówić, mimo że cała aż w środku krzyczała, by odrzucić to w cholerę. Przecież to mugolskie! Ona nienawidziła mugoli! To było sprzeczne z jej naturą. Ale czego się nie robi dla pojednania?
Początkowo drżała jej dłoń, ale kiedy wycelowała przed siebie w ścianę starała się nie okazywać strachu przed tym nieznanym jej urządzeniem. Nacisnęła coś, co było spustem, a z końca lufy wprost na ścianę polał się ketchup. Jej reakcja zaskoczyła ją samą, bo była szczerze zaintrygowana tym przedmiotem, który upodobali sobie mugole.
-Świetne to. Służy do jeszcze czegoś? - zapytała oddając zabawkę Dantemu.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Czw Sty 05, 2017 12:50 am

Młody miał w sobie zdecydowanie coś z nadpobudliwego zwierzątka, ale była też druga strona medalu, o której nie wszyscy wiedzieli, a dla których mogło to być niezwykłą niespodzianką. Kiedy chłopiec się na czymś skupiał, a zwłaszcza na czymś co go głęboko fascynowało potrafił się wykazać niespotykanym spokojem, a także przerażającym skupieniem i dokładnością.
I w taki właśnie sposób, choć zdecydowanie dyskretniejszy studiował twarz Jacqueline, gdy dostała do ręki tą zabawkową broń. Podejrzewał, że doskonale wiedział, co czuje, ale całkiem nieźle się z tym maskowała, co było na swój sposób śmieszne. Lęk czarodziei przed rzeczami mugoli był niemal irracjonalny i sprawiał, że w sumie używanie rzeczy należących do szczeniaków sam w sobie był najlepszym dowcipem. Bo nawet taka drobna zabawka potrafiła prowadzić niezłą panikę i spowodować ruszenie pospolite narodu czarodziejskiego i chyba właśnie to było w tym wszystkim najśmieszniejsze, ale tez w jakimś stopniu żałosne.
To urządzenie było równie niebezpieczne jak różdżka, leżąca na półce raczej nie była w stanie sprawić krzywdy, używana przez osobę wiedzącą, że nie jest to tylko kawałek drewna również nie była niebezpieczna. I tak samo było w tym przypadku, chociaż największe niebezpieczeństwo, to było ubrudzenie siebie lub… ściany.
Dante zaczął się wesoło śmiać, gdy Jacqueline ubrudziła mu ścianę tym rozcieńczonym keczupem. Od turlał się od niej kawałek, wciąż się śmiejąc, by potem się do niej przyturlać z wesołym uśmiechem na ustach, chociaż tym razem leżał na plecach, przez co nawet nie musiał się odginać by móc patrzeć na ta kobietę.
-Poza brudzeniem mojej ściany? Do denerwowania rodziców, przyprawiania o mini zawał Lorenzo, powodowania stanów lękowych u większości czarodziei – w tym momencie spojrzał znacząco na Jacqueline. -Ale przeważnie do zabawy, bo wiesz… to zabawka, nie można tym skrzywdzić. Chyba że komuś przyłożysz w zęby, to jak nic mu je wybijesz, ale… to przede wszystkim zabawka szczeniaków. Bawią się nimi w wojnę, albo w kowboi i rabusiów, czy chociażby w policjantów i złodziei. Tylko szczeniaki nie wpadły na to, że można tam keczup nalać, a ja tak.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Czw Sty 05, 2017 7:23 pm

Dla niej rzeczy należące do mugoli były z góry nie do użycia. Została wychowana w takim a nie innym przeświadczeniu i rodzinnych tradycji mimo wszystko się trzymała. Nie cierpiała wręcz mugoli. Mugolaków jeszcze bardziej. W szkole unikała ich, samą swoja postawą trzymała wszystkie szlamy na dystans, ale ze swoim nastawieniem musiała zacząć się jednak trochę kryć w momencie gdy podjęła pracę w ministerstwie. Tam byłoby to niedopuszczalne, żeby pracownik departamentu niewłaściwego użycia czarów był od razu negatywnie nastawiony do znacznej części społeczności magicznej. Chociaż jej zdaniem mugolaki powinni zostać zepchnięci na margines.
Jacqueline przez chwilę jeszcze patrzyła na plamę powstałą na ścianie. Wiedziała, że przypomina ona jej krew, ale nie była pewna, czy młody odniósł takie same wrażenie. Jeśli tak, to powinno zacząć się go obawiać, bądź być z niego dumnym. Wycelowała w ścianę swoją różdżką i wypowiedziała odpowiednie zaklęcie. Po chwili po ketchupie nie było nawet śladu, gdzieś tylko ktoś z bardzo czułym węchem jeszcze poczułby ten zapach.
Słysząc wzmiankę o stanach lękowych, zrobiła naburmuszoną minę jak jakaś typowa nastolatka, której nie podobało się to co mówiono na temat jej nowej fryzury.
-Lorenzo na pewno jest szczęśliwy jak się tym bawisz. - powiedziała z ironią w głosie. Wiedziała jakie nastawienie do produktów mugoli miał jej narzeczony więc wiedziała również, że nie może być szczęśliwy gdy widzi swojego brata z pistoletem w dłoni.
Ostrożnie, jakby to była jakaś relikwia, położyła swoją różdżkę z powrotem obok jej boku.
- Wiesz, że nie znam większości z tych mugolskich zabaw? - tym razem była zaintrygowana tym, co Ci ludzie potrafią wymyślić, aby zabawić swoje pociechy.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Czw Sty 05, 2017 10:03 pm

On w sumie też się ze szlamami nie zadawał, a ze Szczeniakami tylko, kiedy czegoś od nich chciał był skłonny rozmawiać. Tak, jak na przykład w tym przypadku, kiedy to chciał pozyskać tę zabawkę. Nie było to proste, bo trzeba było znaleźć Szczeniaka, który ją ma, chociaż latem było to zdecydowanie prostsze. Słoneczne dni, upał, który doskwierał mieszkańcom Wielkiej Brytanii, to zdecydowanie skłaniało do tego, by biegać z pistoletem z plastiku wypełnionym wodą, tak by móc siebie i kolegów chlapać wodą. Cudowna zabawa, w której w sumie sam Dante też swego czasu brał udział, co niezmiernie mu się podobało.
Jęknął, kiedy keczup z jego ściany zniknął. Cóż jak każde dziecko lubił się brudzić, a najbardziej lubił brudzić swoje otoczenie, chociaż jego pokój nie był tego najlepszym przykładem, bowiem tutaj panował niemal idealny porządek. Chociaż jego źródłem z pewnością nie był sam Dante.
Niezadowolenie zaraz przemieniło się w śmiech, gdy zobaczył minę Jacqueline. Cóż była ona niezwykle zabawna, bo w sumie… bała się, ale nie chciała poniekąd do tego przyznać i to również było na swój sposób bardzo zabawne, bo przecież… udawaniem wiele nie zwojuje, a gdy dojdzie co do czego, to będzie doskonale widać jej strach.
-Och tak, uwielbia to – sarkazm aż się lał, a uśmiech Dante zdradzić mógł, że on bardzo lubi denerwować tą zabawką brata. Aż dziw, że Lorenzo nie był pierwszym, który kopnął brata w dupę. No ale, niektórzy rodzą się z ogromnymi pokładami cierpliwości. Z czymś na kształt zainteresowania obserwował Jacq. Cóż jeśli było coś bardziej creepy niż te przeskoki w nastroju u Dante, to na pewno to, jak uważnie obserwował swoje otoczenie, gesty innych, mimikę. Choć sam przy tym wszystkim pozostawał bardzo ekspresywny i raczej… żywotny.
-Domyślam się. No ale chyba wiesz kim są kowboje albo policjanci? W każdym bądź razie chodzi o to, że dzieciaki dzielą się na tych dobrych i złych, a potem jedni walczą z drugimi albo się gonią… lub bronią jakiegoś miejsca w zależności od tego, jakie zapadną ustalenia początkowe – wytłumaczył jej, starając się to robić możliwie prosto.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pią Sty 06, 2017 3:24 pm

Zapewne wielu z was, drodzy czytelnicy, pamięta swoją pierwszą fascynację, czymkolwiek ona by nie była. Czy odnosiła się do konstrukcji nowego odtwarzacza CD, czy mówiła o tym, w jaki sposób tekst jest nanoszony na czystą kartkę. Możliwości jest wiele, ale każdy pamięta to, jak intrygujące potrafiło to być. Chciało się dowiedzieć na ten temat jak najwięcej, poznać najbardziej skryte tajemnice, które poniekąd rozświetliłyby mrok i dały odpowiedź na nurtujące pytania. Jacqueline właśnie coś takiego poczuła w stosunku do Dantego. Gdyby tylko miała taką możliwość i odpowiednie umiejętności, z całą pewnością otworzyłaby mu czaszkę, aby zagłębić tajniki działania jego mózgu. Nie ulegało wątpliwości, że znacznie on się różnił od mózgu przeciętnego Kowalskiego. Nie miała pojęcia skąd ta odmienność wynikała, ale zdecydowanie ją fascynowała. To było wręcz nieprawdopodobne, aby dziecko było w stanie odczuwać tak wiele skomplikowanych uczuć jednocześnie. A on to ewidentnie opanował do perfekcji.
Słysząc znów jego śmiech, sama też pozwoliła sobie na to samo. Wyobraźnia zaczęła jej działać i zobaczyła spierdzielającego w podskokach Lorenzo a za nim małego Durante który goni go z pistolecikiem. To musiałoby być komiczne. Dwudziestu kilku letni chłop bojący się kawałka plastiku. A potem zaczęła się jeszcze głośniej śmiać, przypominając sobie, że ona przecież zareagowałaby tak samo. Należało z tym skończyć.
-Na pewno tylko marzy o tym aby dostać dawką ketchupu z Twojej broni - kolejna dawka sarkazmu była wręcz wskazana w tym momencie, nie ma co.
Potem spokojnie wysłuchała wyjaśnień młodzieńca na temat zabaw mugoli. Trzeba było przyznać, że gdyby miała tyle lat co on, na pewno by ją to zaciekawiło i również chciałby się w to pobawić. Może Ci mugole jednak nie byli tacy źli jak wszyscy myśleli i jej mówili przez całe jej życie?
-To musiało być naprawdę ciekawe. Widzę, że Ci mugole wcale nie są tacy straszni jak się wydaje. - Zamilkła na chwilę by usadowić się wygodniej na łóżku obok dzieciaka. -Znasz jeszcze jakieś ich zabawy? Bo można odnieść wrażenie, że mimo wszystko masz dużo z nimi styczności.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Pon Sty 09, 2017 12:03 pm

Mózg to pół biedy, tu chodziło o coś znacznie bardziej złożonego. O osobowość, która w sumie nie ma swojego faktycznego źródła, a jednocześnie istnieje i jest integralną częścią każdego człowieka, czymś z czym człowiek się rodzi, co kształci i co w sumie ulega wiecznej ewolucji czy nawet swoistym rewolucjom, które były przecież procesami zdecydowanie szybszymi niż takie ewolucje. Odmienność czyniła tego chłopaka poniekąd niezrozumiałym, a niektórzy nawet nie próbowali go zrozumieć, co w sumie było jeszcze gorsze, bo od swojego brata również się różnił. Czy była taka druga osoba jak Dante? Zapewne gdzieś była, ale jedno było pewne, lepiej by tych dwoje się nie spotkało, bo mogłoby się to bardzo źle zakończyć, choć byłoby na swój sposób interesującym zjawiskiem.
Jej śmiech sprawił, że choć sam się już nie śmiał, uśmiechnął się. Cóż widział, a może po prostu wiedział, że zdała sobie z pewnych rzeczy sprawę, a to było na swój sposób niesamowite. Bo ludziom dojście do pewnych rzeczy, a potem przyznanie się przed samym sobą często przychodzi z naprawdę wielkim trudem.
-On jeszcze nie wie, że ją mam. Ale… niedługo się dowie – powiedział z uśmiechem. Jacqueline mogła być pewna, że jej przyszły mąż w pewnym momencie dowie się o istnieniu tej zabawki. A sądząc po minie Dantego, będzie to bardzo interesujący moment w życiu tego mężczyzny.
Szczeniaki potrafiły być słodkie, on to doskonale wiedział i w sumie nie miał nic przeciwko spędzaniu z nimi czasu. Zwłaszcza, że to pozwalało mu również na swój sposób dowiedzieć się o tym, co go fascynowało. Chociaż nie wszystkie Szczeniaki, coś na ten temat wiedziały.
-Nie są, powiedziałbym raczej, że są na swój sposób uroczy. Jak szczenięta. Chciałbym mieć kiedyś mugola – powiedział i w tym momencie można byłoby sobie coś dziwnego pomyśleć. -Cóż chcę wiedzieć, o ich broniach, więc mam z nimi styczność. Czasami bawią się w klasy, czyli rysują na ziemi kredą jakieś wzory, po których potem skaczą. W to zwykle grają dziewczynki. Albo berek… po prostu się klepią – klepnął lekko Jacqueline w udo. -I uciekają tudzież się gonią, a jak się złapią, to goniący klepie gonionego i krzyczy „berek” – poruszał przy tym zabawnie rękami, opowiadając o tej zabawie.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Pon Sty 09, 2017 10:03 pm

Powoli wszystkie jej wcześniejsze zmartwienia zaczynały znajdować ujście z jej organizmu. Odpływały. A ona machała im na pożegnanie. Nie wiedziała kiedy i czy w ogóle znów ją odwiedzą. Nie mniej, nie obawiała się tego spotkania tak, jak dotychczas. Zaczynała odczuwać spokój, którego źródłem był ten oto mały chłopiec, zwijający się ze śmiechu obok niej. Jakież to dziwne, nieprawdaż? Jeszcze kilka godzin temu, praktycznie by wpadała w panikę na myśl o spędzeniu czasu z Durantem, a teraz siedziała z nim jak gdyby nigdy nic, a on opowiadał jej o najciekawszych mugolskich zabawach. Jaki ten świat był dziwny. W tym momencie myślała, że w końcu udało się jej jakoś dotrzeć do młodzieńca, wyjaśnić i przede wszystkim zrozumieć. A to było najważniejsze. Wiedzieć o jego obawach, o tym czego pragnie i móc pomóc mu to spełnić. A niektóre z tych rzeczy wydawały się być banalne. I śmieszne.
- Chciałabym zobaczyć wtedy minę Lorenza - powiedziała zupełnie szczerze. Była ciekawa jak jej narzeczony zareagowałby na takie zachowanie swojego brata. Czy nie zacząłby krzyczeć ze strachu lub uciekać, czy po prostu by go wyśmiał. Była w stanie sobie wyobrazić każdy możliwy scenariusz, ale każdy kolejny wydawał się być coraz bardziej nieprawdopodobny i surrealistyczny. Mimo tego, że znała swojego przyszłego męża, nie była pewna, jak zareagowałby na to zachowanie swojego brata.
Kilka razy w czasie jego monologu musiała się uchylić, aby przez przypadek nie dostać w twarz przez jego rozbiegane ręce. Słysząc wzmiankę o posiadaniu mugola, uniosła brwi ku górze nie do końca pewna, czy aby dobrze usłyszała.
- I wyprowadzałby go na spacerki? - zapytała z zupełnie nie skrywaną ironią w głosie. Mimo, że nie lubiła, a wręcz nie cierpiała mugoli, to jednak nie miała takiego podejścia jak Durante. To byli jednak ludzie. A przynajmniej tak głosiły plotki. -A jeśli o te ich zabawy chodzi to chyba jednak pozostanę przy lataniu na miotle, jest to o wiele ciekawsze niż bezsensowne bieganie za kimś.
Trzeba było dziewczynie przyznać, że z Quiditchem zawsze radziła sobie dosyć dobrze. W pewnym momencie nawet prawie była w drużynie Ślizgonów, jednak zrezygnowała na rzecz pogłębiania wiedzy na temat czarnej magii.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Sro Sty 11, 2017 5:51 pm

Roześmiał się za sprawą słów Jacqueline, chociaż powiedzmy sobie szczerze… miał nadzieję, że jego starszy braciszek będzie miał prawdziwie genialną minę. A przyznać trzeba, że jak dobrze się to rozegra, to może nawet uda się mu napędzić niezłego stracha, bo przecież on się tak strasznie bał tej broni, a ta zabawka w sumie wyglądała jak prawdziwa. A na pewno dla kogoś, kto nigdy nie widział prawdziwej broni, bo przecież ta wyglądała nieco inaczej.
-W sumie… to mógłbym spróbować zaprezentować braciszkowi tę broń, jak będziesz w pobliżu. Byś mogła zobaczyć jego minę, co ty na to? – zaproponował jej z uśmiechem, bo w sumie co stało na przeszkodzie temu? A skoro chciała to zobaczyć, a on chciał do tego doprowadzić, to w tym momencie w sumie brakowało im tylko obiektu, do tego straszenia.
Roześmiał się słysząc jej słowa.
-Nie musiałbym, sam by się wyprowadzał, a potem wracał do mnie – odpowiedział ze wzruszeniem ramion. Chyba nie wyczuł ironii w jej głosie, co mogło być poniekąd zaskakujące, bo dzieciak był naprawdę kumaty. Poza tym… on na serio uważał Mugoli za słodkie stworzonka, które można trzymać w domu. No ale czy czarodzieje tak samo nie robili ze skrzatami? Były to inteligentne, w dodatku magiczne stworzenia, które były czasami traktowane gorzej niż psy. Od mugoli w sumie różniły się tylko tym, że ci nie posiadali magii.
-Wiesz, gdyby mogli to pewnie też by latali na miotłach, ale że nie mogą, to biegają – znów wzruszył ramionami. Powoli też podniósł się do siadu. -Nie rozumiem, co ty i brat widzicie w lataniu na miotle – stwierdził z czymś na kształt powagi. Chociaż po chwili się wesoło uśmiechnął.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Czw Sty 12, 2017 8:39 pm

W jej głowie w momencie zaczął rodzić się szatański plan, który zdecydowanie nie mógł przypaść do gustu jej narzeczonemu, ale na pewno miał się spodobać jego bratu. A samej Jacqueline spodobał się bardzo i nie mogła się doczekać momentu, kiedy będzie mogła go wprowadzić do życia a tym bardziej, gdy opowie o tym Dantemu.
- A może by tak udać, że mnie postrzeliłeś tym czymś? No wiesz, polać mnie ketchupem i iść do Lorenzo, który by na pewno uznał, że coś jednak na serio mi się stało? Byłoby śmiesznie i na pewno byśmy go tym zdenerwowali - dziwne ogniki pojawiły się w jej oczach na samą myśl aby tak się zachować w stosunku do jej przyszłego męża. Wtedy na pewno nie polubił by zabawek mugoliskich a i wściekłby się na Jacqueline i Durantego. Ale hej! Przecież to nie byłoby nic aż tak strasznego, prawda? Szybko by mu wyjaśnili o co im dwojgu chodziło.
Słysząc jego słowa na temat latania na miotle wyciągnęła się wygodniej przed siebie i przymknęła oczy, jakby właśnie teraz mogła doznać tego cudownego uczucia oderwania, które oferowała właśnie miotła. Ktoś, kto nigdy nie latał, lub szło mu to mizernie nie mógł docenić piękna i przede wszystkim wolności, jaką można było odczuwać w związku z tym.
- Wiesz, latając człowiek czuje się niemalże jak ptak. Wolny i nie ograniczany przez nikogo i przez nic. Jesteś wysoko na niebie, z dala od wszystkich, z dala od problemów bo najważniejszym Twoim zmartwieniem w tym momencie jest to, aby kierunek wiatru się nie zmienił i Cię nie zniosło.
Wszystko co powiedziała było zgodne z jej własnymi odczuciami w danym momencie. Nie wiedziała co latanie może oznaczać dla innych, ale dla niej z pewnością było to coś bardzo wyjątkowego. Uwielbiała to uczucie.
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Durante T. Sorrentino on Nie Sty 15, 2017 2:27 pm

Uważnie słuchał tego, co ma do powiedzenia Jacqueline. Cóż na swój sposób jej plan był naprawdę genialny. A gdyby tak ją postrzelić, z tej zabawki na oczach Lorenzo? Gdyby się jeszcze dało do tego dorobić jakieś efekty dźwiękowe, tak żeby np. było słychać huk wystrzału, a nie tylko splunięcie tej małej broni na wodę? To byłoby naprawdę genialne, chociaż miał wrażenie, że brat to by na zawał dwa razy zszedł, gdyby zobaczył, jak strzela do jego ukochanej z tej zabawki.
-A może na jego oczach to zrobić? Umiesz chyba grać, prawda? Jesteś kobietą, każda kobieta jest trochę aktorką – zdecydowanie pomysł mu się spodobał, a postanowił dodać coś jeszcze od siebie. Brzmiało to jednak ryzykownie, bo jeśli Jacqueline nie będzie umiała odpowiednio tego odegrać, to wszystko może się iść kochać, cały ich misterny plan poszedłby do diabła. -Można by też dodać efekty dźwiękowe, takie wiesz… „bum” albo taki huk jak przy wystrzale z prawdziwej broni – dodał z uśmiechem.
Cóż Lorenzo zdecydowanie by się wściekł, ale najpierw przeszedłby chyba wszystkie stadia zawału, a także ogarnąć by go mogła czarna rozpacz. Jednak byłaby to tylko zabawa i w rzeczywistości jego ukochanej nic by się nie stało. W tym czasie w sumie Dante nie miał jeszcze prawdziwej broni, ale w sumie niedaleka była droga do jej zakupu, chociaż… trochę to miało jeszcze potrwać.
Cóż Dante nie rozumiał zamiłowania do latania, ale bynajmniej nie dlatego, że nie umiał się na miotle utrzymać lub szło mu to naprawdę fatalnie. Raczej wynikało to z przekonania, że miejsce człowieka, stworzenia z dwoma rękami, dwoma nogami, jest na ziemi, gdzie może poruszać się o własnych siłach. Gdyby człowiek miał latać, miałby skrzydła – proste prawda. Tak samo gdyby człowiek miał pływać, miałby ogon i skrzela. A pływanie to była kolejna wątpliwa przyjemność, której Durante nie rozumiał. Żeglowanie to jednak co innego, lubił statki, lubił ocean, jego zapach i potęgę. Ale pływać samodzielnie, bez łodzi… oj nie.
-Ale nie jesteś ptakiem, gdyby człowiek miał latać, to miałby skrzydła. A ani ty, ani ja skrzydeł nie mamy, a z tego prosty wniosek, że latanie to nie dla nas – powiedział dość poważnie. -A dokładniej, ta sztuka jest bardzo niebezpieczna dla człowieka, który nie posiada szeregu uwarunkowań genetycznych i predyspozycji do życia w tak nieprzyjaznym środowisku, jak górne warstwy atmosfery – ten wykład mógł zdecydowanie sprawić, że niejedna młoda osoba by osiwiała. Skąd w ogóle Durante znał takie słowa jak „genetyka”? I cała reszta? Och odpowiedź była prosta, Szczeniaki i ich książki.

_________________
avatar
Durante T. Sorrentino

Status Krwi : Szlachetna
Wiek : 22
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Stażysta-Uzdrowiciel w Świętym Mung
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 94

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t581-durante-t-sorrentino?nid=1#2625 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t583-durante-t-sorrentino#2627 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t584-swierk#2628 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t585-hijo-de-la-luna#2632
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Lato 1974, posiadłość Sorrentino

Pisanie by Jacqueline Selwyn on Sob Sty 21, 2017 7:51 pm

Czy umiała grać? Była w tym niewiarygodnie dobra! Dużą rzeszczę czasu poświęcała na to, aby nikt nie dowiedział się na temat tego, czym ona się zajmuje. A to wymagało dużej ilość umiejętności aktorskich. W końcu gdyby ich nie posiadała już dawno wpadłaby i była na straconej pozycji lub prawie że w azkabanie.
-Dla mnie bomba! Lorenza pewnie szlak jasny trafi, ale będę przy tym bardzo śmiesznie! - zaklasnęła w dłonie ciesząc się niczym małe dziecko na obietnicę cukierków po zjedzeniu obiadu. Oh, wiedziała, że jej narzeczony bardzo długo będzie wypominać jej to nikczemne działanie, ale hej, nie mogła młodemu odmówić, tak? Wydawało jej się, że w jakimś tam stopniu udało im się naprawić dotychczasowe relacje i nie mogła tego w żaden sposób popsuć. Lorenzo będzie musiał to po prostu zrozumieć i się z tym pogodzić, czy tego chce czy nie chce.
Chwilę zastanawiała się nad jego słowami, zanim udzieliła mu odpowiedzi. Wiedziała, że ma sporo racji, ale wiedziała również, że mimo to, nie zmieni to jej nastawienia do latania. Ona po prostu to uwielbiała i był to jeden z nielicznych sposobów, który pozwalał jej choć na chwilę oderwać się od tego co tu i teraz i skupić na czymś zupełnie innym. A czasami takie oderwanie było cholernie ważne. Dawało możliwość zupełnie innego spojrzenia na wszystko co wokół.
-Nie jestem ptakiem i nie zamierzam nim być. Co nie zmienia faktu, że nie chciałabym czasem poczuć się tak jak on. On może odlecieć w każdej chwili i nie wrócić, mieć wszystko w swoim długim dziobie i przez wiele godzin unosić się nad swoimi problemami. -Spojrzała prosto w oczy Dantego nie do końca pewna, co jeszcze mogłaby na ten temat powiedzieć. Powaga i zaciętość mogły malować się na jej twarzy i dominować w jej słowach. Była pewna, że pod tym względem ma rację.-[/b] Ja też czasmi tego potrzebuję. Oderwania. A możliwość latania właśnie to mi oferuje.[/b]
avatar
Jacqueline Selwyn

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 31
Stan cywilny : Zamężna
Zawód : Szef Urzędu Niewłaściwego Użycia Czarów
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 258

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t181-jacqueline-selwyn http://deathly-hallows.forumpolish.com/t234-jacqueline-selwyn#318 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t236-sowa-jacqueline#322 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t237-jacq-zaprasza-i-nie-gryzie#323
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry

- Similar topics

 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach