przybornik
Maximilian Aneurin Yaxley

Maximilian Aneurin Yaxley

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Maximilian Aneurin Yaxley

Pisanie by Max Yaxley on Czw Sty 05, 2017 2:07 pm

Maximilian Yaxley


Maximilian Aneurin Yaxley
(Ben Barnes)


Personalia

Data urodzenia: 18 lipca 1955r.
Miejsce urodzenia: Londyn
Miejsce zamieszkania: Londyn
Zawód: Psychiatra w Św. Mungu
Stan cywilny: Wdowiec
Status krwi: Szlachetna
Szkoła Magii: Hogwart
Dom w Szkole: Slytherin
Różdżka: 11 i ¾ cala, sztywna, choć trochę zagięta, głóg, róg garboroga, posiada specjalnie rzeźbioną rękojeść, na której można zauważyć inicjały chłopaka oraz herb jego rodu


Historia postaci

Ród Yaxley'ów, jako jedna z rodzin szlacheckich, wpisana w Skorowidz Czystości Krwi, każdego syna wychowywała wedle tradycji. Oczywiście główna uwaga mentora rodu skupiała się na pierworodnym, który był dziedzicem, ale nie on jedyny zaskarbiał uwagę rodziny, przynajmniej jeśli chodziło o wychowanie. Kiedy najstarszego z Yaxley'ów, wysłano do Durmstrangu, Maximilian z początku, obawiał się takiego samego losu, na jego szczęście pomysł z Hogwartem, na który wcześniej wpadła matka, również ziścił się w jego przypadku. Mimo przeciwności, za jakie ojciec brał, przykładowy brak nauki Czarnej Magii w szkole, był niczym innym, jak tylko strachem co do pojętności dziecka. Naturalnie nie była to zbyt wielka przeciwność, ponieważ w każde wakacje, młodzieniec uczył się nowinek ze świata mrocznej strony magii.
Jeszcze za młodu, można uznać, że dostał młodszego od siebie czarodzieja młodzieńca, z rodziny Avery'ch na wychowanie. Opiekował się chłopakiem i można powiedzieć, że nawet wprowadził go w początki świata magii, o którym ten nic nie wiedział. Nie chcąc spaczyć go w żadną ze 'stron' powtarzał mu, że nie istotne co ludzie szepczą, grunt to wierzyć w swoje przekonania, czego niestety sam nie wyznawał. Maximilian od małego potrafił powiedzieć coś mądrego, ba, nawet przekonać kogoś do zrobienia czegoś wbrew sobie, niestety sam nie potrafił stosować się do własnych rad.
Wychowywany na nienawiści do mugoli, naprawdę wierzył w ich mniejszość. Z początku nie potrafił przekonać się do czarodziejów półkrwi, jednak z czasem zaczął pojmować, że są ulepieni z tego samego co szlachetnie urodzeni. Chłopiec nigdy nie podejrzewał rodziców o żadną głupotę, dlatego ufał im co do tej jawnej nienawiści i sam ją głosił, chociaż był w tym bardziej dyskretny niż reszta rodziny. Być może te wahania co do racji w nie-czystokrwistych sprawach sprawiły, że chłopaczyna niemal został przydzielony do Gryffindoru, ale nie wpadajmy zbytnio w skrajności, przecież syn mentora rodu Yaxley musi być w Slytherinie i tak też się stało. Latami Max obserwował cały świat i nawet zbytnio nie wychylał się poza resztę szeregu, który był naprawdę długi, te Hogwardzkie stoły...
Niestety kres sielanki sercowej Maxa, napadły już w dość młodym wieku, dokładnie w czwartej klasie. Przekonany do nienawiści mugoli i półkrwistych ścierw, które nazywano czarodziejami, tak samo, jak ich, nie potrafił zrozumieć tego ściskającego uczucia w brzuchu, a może to było podbrzusze? Jednak nieważne gdzie to uczucie wykwitło, czy też rozkwitło, ale pewne było jedno, dwójka młodych kochanków, czuła się ze sobą swobodnie. Chwile, które spędzali razem, były wolne od jakichkolwiek światowych nowinek, czy też złości co do przynależności krwi, choć ona była córką mugola i czarodzieja z czystego rodu, który musiał porzucić wszystko na rzecz ich miłości. Niestety Max nie był gotowy do takich wielkich czynów, można powiedzieć, że robił uniki godne Pseudalsophis biserialis'a, żeby tylko nie wypowiedzieć tego jednego konkretnego słowa, którego nawet nie był pewien. W dodatku, kto rezygnuje ze szlachetnego rodu i wplątuje się w mezalians z powodu jakiejś szkolnej miłostki? Niestety starsza siostra, która również chodziła z nim do Hogwartu, odkryła ich słodką tajemnicę. Poza groźbami, a nawet szantażami, młody Max się nie ugiął, co spowodowało rozłam między nim a siostrą, z którą miał wystarczająco silną więź, by go nie wydali.
Lata mijały, aż w końcu chłopak został zaproszony na przyjęcie, na którym ojciec przedstawił go jego przyszłej żonie. W głowie młodego Yaxley'a nie mieściło się żadne zniewolenie siebie w związku. Czuł, że ma przed sobą świetlaną przyszłość w Świętym Mungo, którego tak opiewała jego nastoletnia miłość, z którą nadal utrzymywał kontakt. Na szczęście jego szlachetnie urodzona żona nie miała problemu z faktem, iż Max zamierza iść ścieżką medyczną, w końcu nadal był uznawany za wysoko urodzonego czarodzieja, mimo iż nie był dziedzicem. Lata mijały, Max z początku przechodził kursy, żeby potem przejść do kursów i właśnie tak nie ruszał się z Londynu, w którym nadal kontaktował się ze swoją kochanicą. Mało osób miało pojęcie o czarownicy, z którą Max dzielił zarówno pasję, jak i łoże, tak miało zostać. Niestety los chciał, że pewnego ranka, żona młodego Yaxley'a, odkryła jego 'mały' sekret, a nie należała ona do kobiet o spokojnej naturze. Idąc za ciosem, szlachetnie urodzona czarodziejka, poszła do domu opiekunki smoków, żeby pozbyć się konkurencji, raz na zawsze. Max nie miał pojęcia o jej planie, a kiedy czarownica pokazała mu obraz zabitej przez nią kochanki oraz uczucia, które towarzyszyły kobiecie, wpadł w szał. Bez mrugnięcia okiem, podniósł różdżkę ze stolika i w pomieszczeniu można było usłyszeć tylko jeden, cichy, choć zachrypnięty głos Maximiliana, mówiący jedno słowo Collardo.
Z początku nie potrafił uwierzyć we własny czyn, dopiero kiedy przez pierwszą godzinę nie czuł dręczącego spojrzenia, które go praktycznie śledzi we własnym mieszkaniu, w Swansae, zrozumiał, co zrobił. Jeśli depresją nazywa się nagłe zmiany, dotyczące nastrojów, to definitywnie młody Yaxley cierpiał na taki zespół zaburzeń i co lepsza, praktycznie nie potrafił sobie pomóc. Naturalnie, ciało czarownicy zostało podłożone pod palący się dom, jeden świadek - ich stara skrzatka, na którą zostały zrzucone wszystkie podejrzenia. Sprawa została umorzona wraz z potwierdzeniem jednego z przyjaciół Maxa jego obecności w innym domu. Stworzenie zostało obarczone winą podpalenia całego domu i zabicia swojej pani, choć z pozoru było to niewinne podpalenie jednej z firanek.
Od razu po całym zdarzeniu wyleciał z Anglii, aby zatrudnić się na dwuletni staż do magicznego szpitala w Egipcie. Oficjalnie zostało powiedziane, że wyjechał w celach odpoczynku od Angielskiego społeczeństwa, które przypominało mu o śmierci żony. Tam przyswoił masę informacji na temat lecznictwa i dzień w dzień, zatracał się w bibliotece, która stała się praktycznie jego pierwszym domem. Jeszcze wtedy nie wiedział, że jego patronus z pięknego, białego lisa stał się zwyczajną mgłą.
Niedawno wrócił, żeby finalnie pogodzić się z rodziną, a raczej jedyną członkinią, która miała pojęcie o jego młodzieńczym romansie i zatrudnić w szpitalu Świętego Munga, jako psychiatra międzywydziałowy. Zamieszkał w rodzinnej posiadłości, szukając w międzyczasie jakiegoś miejsca dla siebie. W zamian za mieścinę ojciec poprosił go o 'przysługę', którą była pomoc Śmierciożercom, mocno zranionym w trakcie jednej z akcji. Prywatne komnaty Yaxley'ów welcome.


Charakter

Uchylone drzwi skrzypią pod moją ręką, która żwawo zamyka je za mną. Jedno spojrzenie wystarczy, żeby zorientować się, gdzie jestem, Ministerstwo Magii, pokój, w którym zazwyczaj poddają ludzi torturom zarówno umysłowych, jak i fizycznych, o ile moje informacje sprzed kilku lat są aktualne. Na szczęście nie są, widzę to po stosie papierów ułożonych przy biurku. Nie zostało mi nic innego, jak usiąść na krześle, lubią posłusznych pacjentów.
Do pomieszczenia wchodzi mężczyzna, w kilku miejscach jego służbowego stroju, zauważam włosy, po długości i grubości, mogę stwierdzić, że jest to sierść jakiegoś zwierzęcia, najbardziej prawdopodobne, że należy do kota. Czarodziej z podejrzliwie sztucznym uśmiechem prosi mnie o wypełnienie akt. Tłumaczy, że jest to rutynowa próba odnalezienia wśród czarodziejów Śmierciożerców. Widocznie wie, z jakiego czarodziejem formatu ma do czynienia, bo trzęsą mu się pulchne dłonie, kiedy wyciąga w moją stronę rękę z formularzem. Podaje mi z papierowego stosu kartek, jedną z nich i prosi bym po wypełnieniu, zostawił ją na biurku. Wie, że nie jestem dziedzicem, w innym wypadku nie wyszedłby bez ukłonu, przemiłych słów, których tak naprawdę nigdy mi nie życzył i zwyczajnej próby przedłużenia rozmowy. Świadom, że nie jestem, aż tak wpływowym czarodziejem, zostawia mnie ze słowami 'Miłego dnia', ciekawe co by się stało, gdyby wrócił do domu i zauważył zabitego kota, a może córeczkę...
Moja gonitwa myśli zostaje nagle przerwana. Spoglądam na kartkę i wyciągam długopis, którym zaczynam zaciekle odpowiadać na pytania.

Mając do wyboru oszałamiającą karierę lub szczęśliwe życie rodzinne, na co byś się zdecydował?

Dotychczas, życie raczej mnie nie pieściło. Zostałem sam. Nikt więcej nie śmie spojrzeć mi w twarz i powiedzieć, że wyglądam na szczęśliwego, a co dopiero uszczęśliwionego z powodu rodzinnych zażyłości. Mam kota i nawet on potrafi doprowadzić mnie do takiego samego, gniewnego stanu, jak moja umarła małżonka. Kariera została moją pasją i choć nikomu tego nie powiem, to oddaję temu całego siebie, żeby tylko uciec od wyrzutów sumienia.
Nie spełniłem swojego obowiązku, nie spłodziłem syna. Od zawsze wiedziałem, że moja pozycja w czarodziejskim świecie jest znikoma, w końcu nie jestem dziedzicem, pierworodnym synem, tym, na którego czekają wszyscy z rodziny, jednak moment, w którym pozbawiłem sam siebie jakichkolwiek szans, na przedłużenie własnej linii minął, dlatego zostałem zmuszony do wybrania kariery. Nie gardzę psychologią, można powiedzieć, że jest mi bardzo bliska, dzięki temu potrafię zrozumieć i spostrzec więcej, niż kiedykolwiek wcześniej miałem okazję. Być może ciągłe siedzenie między bibliotecznymi regałami nie jest zdrowe, ale kto powiedział, że życie nie może takie być? Czuję się potrzebny i to, usilnie trzyma mnie przy życiu, jak jakaś ostatnia deska ratunku, co samo w sobie jest zabawne, bo pomagam ludziom robiącym krzywdę nie tylko samym sobie, ale również innym. Nie gardzę nimi, nie staram się również ich znieważyć, można powiedzieć, że momentami ich rozumiem i właśnie to jest najbardziej fascynujące, bo sam taki nie jestem. Moja praca i zainteresowania ciągle zapewniają mi rozrywkę i być może nie zabrzmi to zbyt górnolotnie to, fascynuje mnie, łatanie i tworzenie, każdej szramy na ludzkim ciele, jak i w umyśle.

Trwa wojna, każdego dnia słyszysz nowe nazwiska poległych czarodziejów. Czy boisz się, że następnym razem to możesz być Ty?

Nawet jeśli nie boję się śmierci, to i tak nikt nie będzie umiał mi uwierzyć, w końcu kto normalny nie boi się śmierci? Każdy, co do jednego najbardziej obawia się śmierci i nie jest to jakieś tam stwierdzenie, ale poparte o wiele lat mojej własnej nauki na temat ludzkiego mózgu. Do dziś nie potrafię rozwikłać zasady, co do różnicy między rozumem czarodzieja, a mugola, aczkolwiek wierzę, że kiedyś uda mi się przeprowadzić badania na dwóch takich obiektach. Nie odchodząc od tematu, wszyscy boją się śmierci, choć wydaje im się, że boginy to najgorsze co może ich spotkać, prawdą jest, że są to jedynie odzwierciedlenie największego strachu, jaki mogą sobie wyobrazić, a w realiach, jest to ucieleśnienie śmierci. Jedyne osoby, jakie znam, które nie boją się oddać życia za większą ideę, są właśnie czarodzieje, którym pomagam. Ci ludzie potrafią mnie jednocześnie zafascynować i obrzydzić.
Nie omieszkując odpowiedzi na pytanie, boję się śmierci, choć czuję się na tyle spełnionym, by łudzić się, że śmierć jest mi obojętna, czego niestety nie potwierdzi mój bogin.

Podczas Ceremonii Przydziału miałeś/miałaś tylko jedenaście lat. Jak myślisz, do jakiego domu teraz przydzieliłaby Cię Tiara, czy byłby to inny wybór nić za pierwszym razem?

Lew z kruczymi skrzydłami i opierzeniem, na końcu łap, pięć mocnych palców, z długimi, silnymi pazurami.

Jestem urodzonym Krukonem w ciele Ślizgona, choć pewnie Tiara miałaby skłonność przydzielić mnie do domu Godryka Gryffindora. Jedni powiedzieliby, że to jakiś niezabawny dowcip, żeby Yaxley nosił szatę z lwem w herbie, ale niestety moją mocną stroną nie jest cierpliwość. Potrafię nad sobą panować tylko w szczególnych sytuacjach, choć moja gra pozorów, w którą imituję każdego dnia, zapewnia mnie, że reszta społeczeństwa, po prostu tego nie wie. Nikt nie jest świadom tego, że pod idealną, posągową maską obojętności, może kipieć tyle uczuć. W tym wszystkim najbardziej zaskakujące jest to, że nigdzie nie wyładowuję swojego emocji. Wszystkie kipią, choć nie daję im się owładnąć, czasem tylko wpadam w ogromny szał, a potem pamiętam tylko jedną, wielką, czarną dziurę i naprawdę nie wiem, co zrobiłem, a wtedy jest najgorzej. Robię rzeczy, o które żaden czarodziej, czy to z rodziny, czy też obcy, nigdy by mnie nie posądził. Być może, ta niechlubna dolegliwość nie pozwoliłaby mi na dołączenie do Gryffonów, jednak czuję, że moje męstwo zapewniłoby mi miejsce w tymże domu.
Ravenclaw z kolei jest istnym oddaniem każdej cechy, której zarówno nabyłem, jak i zwyczajnie powiększyłem, bo przecież ogrom wiadomości, które przyswoiłem przez ostatnie lata, powinien zostać przyswojony o wiele wolniej. Być może moje zacięcie co do nauki, nie było zbyt inteligentne, tak jak to kotłowanie emocji w sobie, ale taki po prostu jestem, nie potrafię inaczej, nie po śmierci małżonki. Mimo braku akceptacji do własnych błędów potrafię zrozumieć innych i zaaprobować ich styl życia. Zdarza mi się być roztropnym i myślę, że moje rady, są przepełnione rozwagą, której mnie samemu brakuje.
Borsuk zostałby jedynie wzięty pod uwagę ze względu na moją pracowitość i precyzyjność. Mugole nazwaliby to 'pracoholizmem', ale sam wolę się łudzić, że to zwyczajna fascynacja pracą. Być może postawa, którą przyjmuję w trakcie sesji jest w nadmiarze Puchońska, ale tak jest łatwiej, oczywiście, tylko dla pacjentów drżących przed moim nazwiskiem.

Żuchwa i szczęka, połączone elastycznym więzadłem, które pozwala szeroko otworzyć pysk, żeby zatopić się w swojej ofierze. Gruczoły jadowe, pozwalające na powalenie dorosłego mężczyzny i kaptur, szeroko rozkładający się w razie zagrożenia.

Nic niestety nie zmienia faktu, że jestem dzieckiem z rodziny Ślizgonów i moim obowiązkiem jest bycie sprytnym, zaradnym i ambitnym. Potrafię odnaleźć się w każdej sytuacji, nawet w świecie mugoli, gdyby przyszłoby mi uciec od czarodziejskiego świata. Nie jestem ich miłośnikiem, są mi po prostu obojętni, bo przecież prawo zabrania zabijania pacjentów ze względu na przynależność krwi i nie mowa tutaj o mugolach, ale dzieciach półkrwi i mugolakach, a nawet charłakach. Będąc w Egipcie, musiałem nabrać sporo pokory, żeby tamtejsi medycy przydzielili mi jakiegokolwiek pacjenta, w pewnym momencie nabrałem zwątpienia, czy ten dział medycyny naprawdę będzie dla mnie możliwy... Zdolność przetrwania to główny czynnik, który mnie napędzał i właśnie tego muszę nauczyć swoich pacjentów, jak być porządnym Ślizgonem.

Czujny wzrok lwa, szerokie skrzydła kruka, silne pazury borsuka i węch, ściśle powiązany z pyskiem, prosto od węża.

Jak wyobrażasz sobie siebie za 10 lat? Gdzie wtedy będziesz, co osiągniesz?

Nie widzę siebie za dziesięć lat. Nie patrzę tak daleko w przód, nie po tym, co już przeżyłem. Wiem, że każde plany potrafią zmienić się w kupkę prochu i to bez żadnego ostrzeżenia. Mam w głowie zamiary co do kariery, ale nie sądzę, żeby wypisywanie mojego zamysłu było istotną częścią tego pytania.

Jaki jest Twój stosunek do czarnej magii?

Staram się nie rozgraniczać magii na żadne rodzaje, ona po prostu jest. Otacza każdego czarodzieja w sposób niesamowity i sądzę, że każdy ma możliwość poznać każdy jej aspekt, czy to 'dobry', czy też 'zły'. Nie widzę żadnego sensu w ograniczaniu swoich możliwości poznawczych, bo przecież czarodziej to osoba o wielu możliwościach i horyzontach, tylko od niej zależy, co będzie robić. Naturalnie, są wśród nas osoby, które mają większe, bądź mniejsze predyspozycje do czarnej magii, ale nie byłbym taki pewien, czy to cokolwiek zmienia? Każdy ma prawo mieć jakiś atut, a czarna magia nie powinna być żadnym wyznacznikiem potęgi, jak to jest powszechnie nazywane. Naturalnie, nie jest to łatwa sztuka, jednak dlaczego osobom, które mają warunki i nadzwyczajny talent, odbiera się przyjemność edukacji?

Kiedy odpowiedział na ostatnie pytanie, pytaniem, wyciągnął różdżkę, którą uprzednio położył na biurku, które również wykorzystał za podstawkę i zwyczajnie spalił kartkę. Nie wierzył w samopiszące pióra, jego zawód nauczył go, że nie wszystko warto powiedzieć na głos, dlatego sam posługiwał się piśmiennictwem, jak w szkole.
Wziął drugi formularz i wyczarował z kupki kartek samopiszący długopis, któremu zaczął na głos dyktować lakoniczne zdania, 'poprawnie' odpowiadając na pytania.


Ciekawostki

  • zna język gobliński

  • lubi wszelakie rodzaje sportów, choć najbardziej gustuje w jeździe konnej, której niestety jeszcze nie opanował

  • jego szał zawsze kończy się amnezją, a żeby doprowadzić go do takiego stanu trzeba naprawdę go zdenerwować, choć nie ma na to reguły, czasem samo rzucenie na niego zaklęcia może być powodem do uruchomienia jego morderczej strony

  • nie przepada za jakimkolwiek hazardem, głównym powodem jest jego brak umiejętności w tejże dziedzinie

  • kiedyś zebrał całą kolekcję Czekoladowych Żab

  • można go nazwać uzależnionym od tytoniu, czego sam nigdy nie potwierdzi, bo mógłby odstawić to w każdej chwili, naprawdę

  • od śmierci żony i kochanki, nie potrafi się śmiać

  • każdy jego uśmiech jest jedynie grą, jak całe dotychczasowe życie

  • pierwszą osobą, którą uważał za swojego pacjenta i zachowywał się w bardzo opiekuńczy sposób był Caspar, jego przybrany brat, kiedy wprowadził go w świat czarodziejów poczuł chęć w zgłębienie się w psychologię

  • bardzo lubi chodzić w swetrach chociaż do ludzi wychodzi tylko i wyłącznie w garniturze

  • jego amortencja ma zapach jesiennego deszczu, przemieniającego się w liliowy aromat, by zakończyć na woni jego ulubionego słodyczy, czyli lukrecji

  • gustuje głównie w muzyce poważnej oraz egipskiej

  • kiedy skończył szkołę i nadal kontynuował swoją znajomość ze swoją nastoletnią miłostką, nauczył się od niej wyczarowywać patronusa

  • wspomnienie, którym wywoływał lisa, było pierwsze, nielegalne spotkanie z czarodziejką półkrwi w jednym z Hogwardzkich zakątków, teraz jest ono równocześnie szczęśliwe i smutne, dlatego postać jego patronusa nie jest tak dokładna



Genetyka

Kompletny ignorant jeśli chodzi o jakąkolwiek animagię, czy też wróżbiarstwo. Jedynymi interesującymi go umiejętnościami jest sztuka panowania nad umysłem, jak i bestialskiego wchodzenia do niego. Dzięki towarzystwu w jakim się obracał, jak i własnej żonie, która posiadała ogromną wiedzę i sama miała zdolności w legilimencji, jest bardzo dobrze rozeznany w tym temacie. Niestety nie potrafi przebić się przez bardziej zaawansowane mury ludzkich umysłów, które tworzą oklumenci. W sumie nie potrafi w żaden sposób wejść do ludzkiego umysłu, ponieważ do tej pory żona od początku ich znajomości zaznajamiała go z możliwością stwarzania pozornych wspomnień, delikatnego nakierowywania na coś innego, niż legilimenta szuka i gry pozorów. Był pojętnym uczniem, tym bardziej, że kobieta zawsze atakowała go z zaskoku, został zmuszony do dość szybkiej nauki kamuflażu ważniejszych rejonów własnej głowy. Nie jest w tym mistrzem, jednak z gracją utrzymuje się na nogach, kiedy ktoś bestialsko próbuje go upokorzyć. Jeśli zaś chodzi o jego umiejętności w legilimencji, są one znikome. Do tej pory nie miał na kim przećwiczyć teorii, którą odświeża sobie praktycznie każdego dnia.


Umiejętności

Bogin: zakapturzona postać, którą on sam widzi jako wampira, ze względu na świdrujące, czerwone oczy, uznaje go za omen śmierci i najniebezpieczniejszej świadomie myślącej postaci na ziemi
Patronus: kiedyś był to lis, teraz jedynie jasna mgła
Teleportacja: jednoosobowa
Zaklęcia niewerbalne: podstawowe zaklęcia, jak 'Lumos', czy samo transmutowanie mniejszych przedmiotów
Najlepszy w zaklęciach: defensywnych oraz przeciwzaklęciach
Najgorszy w zaklęciach: maskujących
Eliksiry: potrafi uwarzyć tylko podstawowe, poza tym korzysta z gotowców, praktycznie każdy leczniczy eliksir, który komuś daje, bądź sam bierze, jest tworzony przez niego
Najlepszy przedmiot szkolny: ONMS, Eliksiry, Transmutacja
Najgorszy przedmiot szkolny: Astronomia, Wróżbiarstwo (znienawidzone przez nauczyciela)
Inne: przeciętnie lata na miotle, w nastoletnich latach sporo uczył się Czarnej Magii




Ostatnio zmieniony przez Max Yaxley dnia Pon Sty 09, 2017 4:31 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Max Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26 lat
Stan cywilny : wdowiec
Zawód : psychiatra międzywydziałowy w Mungu
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 103

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t623-maximilian-aneurin-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t643-maximilian-yaxley#3130 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t642-sowa-maximiliana#3128 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t652-maxa#3269
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Maximilian Aneurin Yaxley

Pisanie by Dalien Ellis on Pon Sty 09, 2017 5:50 pm

KARTA POSTACI ZAAKCEPTOWANA!

Witamy na forum! Mamy nadzieję, że będziesz się z nami świetnie bawić! Twoja karta została zaakceptowana i już nic nie stoi na przeszkodzie przed wkroczeniem w fabułę. Zachęcamy jednak, by przed jej rozpoczęciem założyć temat z informatorem, sową i zapoznać się z zasadami systemu punktowego, który uczyni rozgrywkę ciekawszą i bardziej realistyczną.
avatar
Dalien Ellis

Status Krwi : czysta
Wiek : 37
Stan cywilny : rozwodnik
Zawód : auror
Umiejętności : patronus, oklumencja, teleportacja łączna
Ekwipunek : rożdżka
Punkty : 118

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t136-dalien-morgan-ellis http://deathly-hallows.forumpolish.com/t151-dalien-morgan-ellis#182 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t150-sowia-poczta#181 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t152-dalienowe#183
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach