przybornik
Aurora Christiansen

Aurora Christiansen

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Aurora Christiansen

Pisanie by Aurora Christiansen on Pią Sty 13, 2017 11:21 pm

Aurora Christiansen


Aurora Asta Christiansen
Cailin Russo


Personalia

Data urodzenia: 11.03.1954
Miejsce urodzenia: Północna Norwegia, okolice Sappen
Miejsce zamieszkania: Londyn, kamiennica w centrum
Zawód: Uzdrowiciel, Urazy Pozaklęciowe
Stan cywilny: Panna
Status krwi: Szlachecka, pochodzenie Skandynawskie
Szkoła Magii: Durmstrang
Różdżka: Sosna, łuska salamandry, 14 i 1/2 cala, prosta, raczej sztywna.


Historia postaci

Christiansen... Wielki, dumny ród żyjący na północy nieprzyjaznej, zimnej Norwegii. Myślę, że duma doprowadziła moją rodzinę do zatracenia. Istniejemy wciąż, jako ród, mimo to... to już bardziej egzystencja. Nasze istnienie jako rodu jest już prawie na wykończeniu - nie rodzą się nowe dzieci, jestem najmłodsza w rodzie. Jest jeszcze mój brat... ale on też nie kwapi się do przedłużenia rodu.
Moi rodzice poznali się w szkole. Jakimś cudem, zakochali się w sobie, a że oboje pochodzili z czystokrwistych rodów, udało im się wziąć ślub. Może dlatego nie naciskali ani na mnie, ani na brata z ożenkiem. Może dlatego ród wygaśnie? Nie wiem. Chyba przestało mnie to męczyć, co będzie z rodem, z czystością krwi... to chyba nigdy nie była moja bajka. Tylko czemu tak długo to trwało, nim się obudziłam?
Potrząsnęłam głową, wstając do paczki, która leżała na stole. Nie bałam się zawartości - osoba od której to dostałam... ufałam jej. Schwyciłam liścik przywiązany rzemykiem, którzy utrzymywał brązowy papier na miejscu: Przyda ci się w porządkach. A.
Spojrzałam na naczynie i uniosłam różdżkę. Srebrna delikatna nić zawisła na niej, a ja strzepnęłam ją do myślodsiewni i zanurzyłam się we wspomnieniach.

Zaskoczyło mnie jak bardzo niewyraźny obraz zastałam. Wspomnienie pochodziło z mojego wczesnego dzieciństwa, nie byłam pewna ile mogłam mieć lat... dwa może? Stałam w przedpokoju w naszym domu w Norwegii, było wszędzie ciemno. Mała ja zachichotałam, zupełnie jakby działo się coś zabawnego, fajnego. Idąc na palcach (choć miałam wrażenie że nic to nie pomaga, bo deski i tak skrzypiały) podeszłam do drzwi i wybiegłam na dwór. Byłam w koszulce nocnej, białej, cieniutkiej, z bosymi nogami. Mimo to wybiegłam na śnieg i śmiałam się gdy zauważyłam że nikt mnie nie goni.
Patrzyłam na tę scenę z nieukrytym zdumieniem, bo śnieg jaki mogłam oglądać był inny niż ten który pamiętam z dnia dzisiejszego. Wtedy widziałam go jako cudowny, skrzący się biały puch. Perfekcyjny.
Mała ja zauważyłam że nic się nie dzieje, więc pobiegłam przez podjazd, dalej między drzewa, a duża, obecna ja, poszłam za dzieckiem którym byłam. Szłyśmy - w moim wspomnieniu bardzo krótko - choć wiedziałam że trwało to dużo dłużej. Widziałam jak moje stópki przyjmują niezdrowy, niebieskawy kolor, podobnie usta. Zamarzałam, choć we wspomnieniu nie było zimno. Nie pamiętałam chłodu. Mała ja usiadłam przy drzewku i objęłam rękami kolana, oparłam głowę i zamknęłam oczy. Pamiętam że byłam zmęczona...
Scena rozwiała się i natychmiast uformowała nowa. Stałam wśród śniegu trzymana na rękach przez jakiegoś mężczyznę. Nie znałam go, choć teraz gdy na niego patrzyłam, wydawał się znajomy... choć jako dziecko nie zapamiętałam odpowiednich szczegółów, by móc rozpoznać twarz. Pamiętałam, że mi się podobała. Coś mówił - we wspomnieniu tylko został tembr głosu, nie za bardzo rozumiałam jego słowa. Może nie mówił po norwesku? Po chwili coś z siebie wydusił, a mała ja wpatrzona w niego jak w obraz, z palcami zaciśniętymi na jego koszuli (bo jego płaszczem mała ja byłam szczelnie opatulona) odpowiedziałam wypowiadając moje imię. Ruszyliśmy. Po chwili krótkiego marszu mała ja dotknęłam jego policzka. Gdy spojrzał na mnie, bardzo powoli i wyraźnie powiedziałam:
- Gdy już będę duża - zostaniesz moim mężem.
Mężczyzna uśmiechnął się, a ja, teraźniejsza ja, zamarłam. Znałam ten uśmiech!, tylko kto się tak uśmiechał..?

Scena rozwiała się nim zdążyłam zastanowić się głębiej. Znalazłam się w sali w szkole. Siedziałam przy ławce starając się nie zwracać na siebie uwagi, miałam jakieś trzynaście lat. "Koledzy" chwilę wcześniej wrzucili mój podręcznik do kibla, a gdy go wyłowiłam, postanowili go rytualnie spalić. Efekt był taki że trafiłam na lekcję bez podręcznika, a przecież siedziałam sama. Po chwili profesor zwrócił na mnie uwagę i zadał mi pytanie o temat lekcji. Wstałam i bez zająknienia odpowiedziałam na pytanie. Ja-obecna zauważyłam jak twarze prześladowców odwracają się w niedowierzaniu. Miałam przeczytać z podręcznika, nie odpowiedzieć z głowy. Nauczyciel pokiwał głową i zaczął się odwracać, gdy nagle zmienił kierunek i znów na mnie spojrzał.
- Gdzie twój podręcznik, panienko Christiansen?
Wstałam znów, bardzo powoli. Nie wiem co mi wtedy strzeliło do głowy. Szlachecka krew chyba, bo brodę miałam zadartą do góry i patrzyłam prosto w oczy profesorowi. Patrząc na tę scenę z boku zdałam sobie sprawę, że to był pierwszy raz gdy się postawiłam, gdy przestałam chować głowę w piasek, gdy pokazałam że jestem z rodu Christiansenów.
- Nie potrzebuję go, profesorze. Przed chwilą to udowodniłam.
W sali przeszedł pomruk, a profesor wyglądał jakby chciał powiedzieć.
- Christiansen - urwał, zdając sobie z czegoś sprawę i kiwnął głową. - Siadaj.

Znów rozmycie sceny. Poznałam dom rodzinny, jadalnię, siedzieliśmy całą rodziną przy stole na oficjalnym obiedzie w niedzielę. Ojciec chrząknął.
- Postanowiliśmy, że przestajemy popierać Grindelwalda - oznajmił ojciec. To ogłoszenie tyczy się całej rodziny.
- Dlaczego? - zapytałam i matka uderzyła mnie w dłoń położoną na stole. Młodsza, szesnastoletnia ja nawet nie drgnęłam, ale dorosła ja, owszem. Skrzywiłam się mocno. Zasada że nie mogłam odzywać się przy stole, bo byłam najniżej w hierarchii mnie drażniła. Zasady ze średniowiecza. Brat spojrzał w moją stronę ze współczuciem i odezwał się, powtarzając moje pytanie.
- Ponieważ - ojciec nie patrzył w ogóle na mnie, tylko na brata, choć brata odpowiedź nie interesowała. Miałam wrażenie że mój braciszek robi dobrą minę do złej gry, ale w rzeczywistości już wybrał stronę. Niekoniecznie tę którą wybierał ojciec dla nas. - Czarny Pan ma poglądy bliższe naszym, jeśli chodzi o mugoli.
Swen podniósł głowę, nagle będąc zainteresowanym.
- Jakie? - zapytał za nas oboje.
- Że trzeba ich wytępić. - Zamarliśmy, a ojciec spojrzał na mnie. - Od następnego roku szkolnego jedziesz do Anglii, do Hogwartu, postanowiliśmy że dostaniesz się na służbę do Czarnego Pana.
Pamiętam jak dziś co wtedy poczułam - zimno. Kompletne zimno. Jakby ktoś mnie wrzucił w zaspę śnieżną.
- Ojcze... -Swen brzmiał jakby czuł panikę. - Ja pojadę do Anglii, niech Aurora skończy szkołę...
- Nie. - Przerwał ojciec. - Jedzie Aurora. Z niej nic nie będzie, ty przynajmniej przedłużysz nazwisko.

Zamknęłam oczy czując jak wiruje świat przed kolejną sceną. Wyjechałam wtedy, w Hogwarcie trafiłam do Ravenclawu.
Coś stuknęło, a ja otworzyłam oczy by zorientować się w scenerii i szybko poznałam sale w Mungu, gdy opatrywałam jakiegoś jedenastoletniego mugolaka. Szlamę, powiedział by ojciec. Był w ciężkim stanie, a ja robiłam co mogłam, by mu pomóc. Staż w Mungu miał być moją formą buntu... ale nie na wiele się ona zdała. W Hogwarcie bardzo szybko trafiłam pod odpowiednie skrzydła - armii Czarnego Pana. Myślałam że na stażu się to urwie, ale nie. Kontakt trwał. Niestety.
Wyszłam z sali i zdałam swoje rzeczy. Był koniec mojej zmiany. Pomodliłam się do Bogów by chłopiec przeżył i teleportowałam się do domu. Nie chciałam ofiar wśród dzieci... ale śmierciożercy byli nieokiełznani. W domu szłam za kilka lat młodszą mną do łazienki gdy usłyszałam walenie do drzwi. Nie wiedziałam wtedy, że tych dwóch śmierciożerców na progu będzie początkiem końca mojego obecnego życia. Nie wiedziałam, że ten jeden raz, gdy im pomogłam zmieni się w pędzącą lawinę, nad którą stracę kontrolę, która mnie przygniecie, pod którą będę się dusić. Nie wiedziałam że kilka miesięcy później "przypadkiem" spotkam Czarnego Pana. Rodzice oczywiście wiedzieli - nie wiem skąd - że go poznałam. Nie było to przyjemne spotkanie, ale nic mi nie zrobił. Miałam być tylko pionkiem, Sami-Wiecie-Kto mimo wszystko nie mógł pozwolić sobie na tracenie popleczników, więc byłam niezbędna... ale i do zastąpienia.

Kolejna zmiana wspomnienia, to miało być przedostatnie. Skręciło mnie w żołądku na jego myśl. To wspomnienie było świeże, sprzed kilku tygodni. Byłam w domu, miałam wolne. Lekturę wspaniałej książki przerwało mi pukanie do drzwi, bardzo specyficzne, kod po którym wiedziałam że muszę otworzyć. Przed drzwiami spotkałam dwie zamaskowane twarze.
- Młody miał wypadek. Zajmij się nim - dostałam rozkaz od znajomego już głosu. "Starszy" się deportował, a ja młodego - krwawiącego z ramienia i z dziwnymi bomblami zaprowadziłam do gabinetu... bo tak, ostatecznie zrobiłam w mieszkaniu gabinet. W końcu nie miałam specjalnego wyboru, skoro co chwilę ktoś ranny ładował mi się na głowę. Miałam dość sprzątania plam krwi z dywanu, byłam beznadziejna w tym typie zaklęć.
Młody bez krępacji zdjął przy mnie maskę. To pokazywało że był nieopierzony, nie tylko fizycznie, ale i nie miał doświadczenia. Reszta nie zdejmowała masek, chyba że problem dotyczył twarzy. Ten jednak był wyraźnie pobudzony... i nie byłam pewna czy będzie chciał mnie zaatakować, czy coś innego.
Przystąpiłam do opatrywania ran, a on zaczął spowiedź. Okazało się, że trochę inaczej wyobrażał sobie bycie śmierciożercą. Myślał że to mniej brutalne. Zaczął mi opowiadać o swojej inicjacji... Ja-ja stałam w najdalszym miejscu sali i słuchałam, obserwując. Patrzyłam jak moja twarz jest doskonale obojętna gdy słuchałam opisu mordu na parze mugoli. Nie wiedziałam, że tak dobrze opanowałam zakładanie swojej prywatnej maski. Najlepsze jednak miało nastąpić. Chłopiec przyznał, że usłyszeli płacz dziecka. Niemowlę, czy noworodek, nie znał się na tym. Jeden z nich poszedł po dziecko i przyniósł je płaczące do pokoju...
Patrzyłam na samą siebie, jak moja twarz pozostaje doskonale obojętna dla opisu jaki słyszałam. Jednak ja obecna... płakałam. Nie mogłam tego wytrzymać. To było...
Nie umiałam tego zaakceptować. Patrzyłam jak ja-z-przeszłości kończę pracę i pokazuję chłopcu drzwi, a on zakłada maskę. Dziękuje mi cicho i przeprasza. I mówi, że myślał że uzdrowiciele mają więcej serca, bo on nie umie żyć z tym czego był częścią i nie wie jak sobie poradzi. Patrzyłam jak stoi jeszcze chwilę patrząc na moją stoicką twarz i puste spojrzenie, po czym wychodzi. Patrzyłam jak ja-z-przeszłości osuwam się na ziemię i wymiotuję, raz, drugi, trzeci, aż moje ciało nie miało czym wymiotować. Patrzyłam jak łzy mieszają się z włosami, wymiotami, z całym światem i płakałam razem ze mną samą. Patrzyłam jak nagle wstaję, rzucam (o dziwo) skuteczne zaklęcie czyszczenia i teleportuję się i staję przed jedynym miejscem w którym mogłam szukać pomocy.
Zamek Hogwart.

Wynurzyłam się z myślodsiewni z zapłakaną twarzą. Mimo wszystko poczułam ulgę, że zmierzyłam się ze wspomnieniami. Wiedziałam że dobrze zrobiłam, prosząc o pomoc Zakon. Wiedziałam, że mogę się tak przydać... W końcu zjawiałam się na niektórych spotkaniach. Mogłam zginąć, grająć na dwa fronty. Wiedziałam to. Ale czy moje poświęcenie nie było małym zadośćuczynieniem za te wszystkie niewinne dzieci, które pośrednio pomogłam krzywdzić?


Charakter

Usiadłam przy biurku, a przede mną została położona kartka z pytaniami. Zmarszczyłam brwi, rozglądając się dookoła, czytając pytania. Miałam zamiar coś nazmyślać, ale szybko się zorientowałam że to było Prawdomówne Pióro, które nie pozwalało pisać kłamstw. Westchnęłam.
1. Mając do wyboru oszałamiającą karierę lub szczęśliwe życie rodzinne, na co byś się zdecydował/a?
Przymknęłam oczy, myśląc chwilę.
Gdybym usłyszała to pytanie pół roku temu, bez wahania odpowiedziałabym że oszałamiającą karierę. Po co komu rodzina? Moja nigdy nie była dla mnie wsparciem, jakoś nigdy nie czułam potrzeby założenia własnej. Chciałam spełniać swoje plany, żyć dla siebie. Teraz myślę że to najbardziej pokazywało, że jednak mi na nich zależy. Dziś... nie umiem odpowiedzieć co bardziej. Zależy mi na karierze. Bardzo. Jednak zaczęłam czuć coś... dziwnego, taką nieopisaną tęsknotę która budzi się w moim sercu ilekroć patrzę na dzieci, szczęśliwe rodziny. Nie wiem, czego pragnę bardziej. Dziś ci nie odpowiem jednoznacznie.

2. Trwa wojna, każdego dnia słyszysz nowe nazwiska poległych czarodziejów. Czy boisz się, że następnym razem to możesz być Ty?
Uśmiechnęłam się. Ta odpowiedź przyszła bez namysłu, nie potrzebowałam jej długo analizować.
Nie, nie boję się. Nie dlatego, że uważam że nic mi się nie stanie, bo jestem w odpowiedniej grupie. Nie, nie o to chodzi. Nie lękam się śmierci. Nie mam nic do stracenia. Moja rodzina? Nie zależy im na mnie. Może bratu... ale tego nie wiem, nigdy nie wolno nam było rozmawiać jak równy z równym. Praca? Nie osiągnęłam nic - leczenie śmierciożerców to nie powód do dumy, wręcz przeciwnie. Może moja śmierć odkupiła by moje złe uczynki..?

3. Podczas Ceremonii Przydziału miałeś/miałaś tylko jedenaście lat. Jak myślisz, do jakiego domu teraz przydzieliłaby Cię Tiara, czy byłby to inny wybór niż za pierwszym razem?
Właściwie, to miałam siedemnaście lat, gdy byłam przydzielona do domu. Ravenclaw był domem w którym czułam się dobrze... Jednak myślę że sporo się zmieniło przez ten czas. Chciałabym powiedzieć że teraz trafiłabym do Gryffindoru, ale prawdę mówiąc nie jestem tego taka pewna. Najprościej było by zapytać Tiarę. Pamiętam że mówiła wtedy, że w głębi serca mam dużo odwagi, jednak to miłość do nauki wygrywa... Dziś myślę, że do teraz nie znalazłam w sobie tej odwagi, o której mówiła. Chyba jednak trafiłabym znów do Ravenclawu.

4. Jaki jest Twój stosunek do mugoli?
To pytanie sprawiło że zamarłam nad kartką z piórem w ręku. Nigdy tak na prawdę się nie zastanawiałam nad tym. To znaczy... zastanawiałam się. Ale nie tak na prawdę. Zagryzłam końcówkę pióra w ustach i w końcu zaczęłam pisać.
W moim rodzinnym domu najpierw panował pogląd że mugole to inny rodzaj trzody chlewnej. Że są gorsi niż umysłowo chorzy. Że trzeba ich zamknąć w rezerwatach i pilnować, albo przyuczyć do pracy na nasz, czarodziei, rachunek. Później rodzice zmienili zdanie i uznali że mugole to śmieci. Trzeba ich wytępić.
Dlaczego o tym wspominam, zamiast nakreślić własne zdanie? Bo wiele, wiele lat żyłam zgodnie z tym co mówili mi rodzice. Nie wyobrażałam sobie by mieć inne zdanie, choć nie podążałam za ich słowami z żarem w sercu. To było raczej... posłuszeństwo.
Wyjeżdżając do Anglii niejako zerwałam się z łańcucha. Zaczęłam być sobą. Nie marionetką. Mugole tak na prawdę... nie przeszkadzają mi. Ani ich nie kocham, ani nie nienawidzę - ale będąc szczerą, mam takie podejście do wszystkich ludzi i nieludzi - do wszystkiego. Są bo są. Póki nie robią mi krzywdy, niech robią co chcą. I nawet gdyby zaczęli by mnie krzywdzić, świadczyłoby to o jednostce, nie o grupie. I tyle. Jednym zdaniem więc: nie mam do nich żadnego stosunku, podobnie jak do reszty świata.


5. Jakie relacje łączyły Cię z Twoimi rówieśnikami w czasach szkolnych?
Skrzywiłam się, bardzo wyraźnie. Nie miałam ochoty o tym mówić. To nie był dobry okres w moim życiu, nie lubiłam wspominać szkoły. Mimo to, gdy tylko przyłożyłam rękę do kartki, słowa same zaczęły się pojawiać.
Złe. Bardzo złe. W Durmstrangu, mimo że pochodziłam ze szlacheckiej rodziny, dałam się zahukać już na początku. Później było tylko gorzej, byłam regularnie prześladowana. Popychadło w klasie. Najgorsza pozycja. Jakoś w trzeciej klasie powoli zaczęło się to zmieniać. Czasem pokazywałam że jednak nie można ze mną pogrywać, nigdy jednak nie starczyło mi determinacji by z nimi wygrać. Ostatecznie w szóstej klasie przestałam być męczona przez inne dzieciaki, podobno dlatego że jeden z chłopaków, również ze szlacheckiego rodu, zakochał się we mnie. Nie dowiedziałam się czy to prawda, bo w następnym roku wyjechałam już do Hogwartu. Tam ostatni rok skończyłam w chłodnej kurtuazji. Żyliśmy obok siebie, łączyło nas tylko godło i dormitorium... Choć to nie tak, że ktoś mi dokuczał. Tu było inaczej... ale nie było, hm, "cieplej".

Skończyłam pisać i wstałam. Kartka którą wypełniłam czarnym, drobnym i eleganckim pismem podniosła się do góry i... spaliła.



Ciekawostki
  • Mam kota, właściwie to kotkę, MainCoona. Nazywa się Księżniczka... i rozpieszczam ją jak własne dziecko. Bardzo o nią dbam, jest dla mnie ważna.

  • W moim życiu nie było wiele związków, wszystkie jednak były krótkie i niezbyt... emocjonalne. Podobno w Norge jestem zaręczona z chłopakiem z mojego roku, ale nie wiem, czy to nie jest tylko plotka. Nie ma to większego znaczenia - nie wracam tam.  

  • Jestem totalnie beznadziejna w magii użytkowej. Totalnie! Prawdę mówiąc jestem wdzięczna za to że mam skrzata - Papierka. Papierek jest na prawdę fajny... przyjęłam go do domu pod warunkiem wyglądania jak porządny skrzat i Papierek nosi kombinezon, prawdopodobnie taki jakie noszą małe dzieci. Nie ma nadruku, ale jest z przyjemnego, kremowego materiału... Musiałam się nieźle nakombinować, by go nie odesłać i jednocześnie ubrać, ale ostatecznie udało się.

  • Mam nieziemsko słabą głowę. Już po kilku piwach kremowych robię się lekko wstawiona. Niecierpię tego, więc staram się nie pić.  

  • Moim ojczystym językiem jest norweski, jednak od małego byłam uczona również angielskiego. Oczywiście nie była to taka nauka, by perfekcyjnie rozmawiać, jednak po przeprowadzce dała mi jakąś bazę do tego, by się normalnie porozumiewać. Obecnie mój akcent jest bardziej brytyjski niż norweski, niestety. Po za angielskim (i łaciną) uczyłam się również gry na fortepianie. Mam w mieszkaniu fortepian i gram na nim gdy mam gorszy humor. Pomaga mi się zrelaksować.



Umiejętności

Bogin: martwy, pobity noworodek
Patronus: nauczyła się tego zaklęcia od aurora na którym uczyła się magicznych opatrunków w czasie stażu w Mugnu, jednak po ostatnich zdarzeniach nie jest w stanie go wyczarować. Przyjmuje formę pantery śnieżnej.
Teleportacja: opanowana
Zaklęcia niewerbalne: opanowane i używane na co dzień w magii uzdrawiania
Najlepszy w zaklęciach: Uzdrawiające, transmutacji, defensywne
Najgorszy w zaklęciach: Ofensywne, użytkowe
Eliksiry: Radzi sobie, musi, będąc uzdrowicielem. Jednak jeśli ma możliwość, woli kupić eliksir od kogoś.
Najlepszy przedmiot szkolny: Transmutacja
Najgorszy przedmiot szkolny: Historia Magii.
Inne: potrafi polizać się po łokciu.




Ostatnio zmieniony przez Aurora Christiansen dnia Sob Sty 14, 2017 4:08 pm, w całości zmieniany 2 razy
avatar
Aurora Christiansen

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 27
Stan cywilny : Panna
Zawód : Uzdrowiciel
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 103

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t662-aurora-christiansen#3343 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t728-aurora-christiansen#3430 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t727-odyn-sowa-aurory#3429 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t730-lecze-cialo-nie-dusze#3435
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Liam Ellis on Sob Sty 14, 2017 12:29 am

1. Podaj rok urodzenia.
2. Byłbym wdzięczny za podanie miasta urodzenia. Północna Norwegia niewiele mi mówi.
3. Podaj specjalizację zawodu uzdrowiciela.
4. Stan cywilny - może ładniej by brzmiało "panna"?  
5. Jak Twoja postać dowiedziała się o Zakonie? Od kogo?
6. Ciekawostki - proszę Cię o nie używanie tak drobnego rozmiaru czcionki.
7. Patronus - rozumiem, że w ogóle nie jest ona wstanie go wyczarować?
8. W biografii wspomniałaś o myślodsiewni. Czy Twoja postać jest jej posiadaczem, czy to tylko wzmianka do opisania wspomnień w biografii?
avatar
Liam Ellis

Status Krwi : Czysta
Wiek : 39 lat
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Auror
Umiejętności : Patronus, Teleportacja łączna, legilimencja
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 55

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t153-liam-ellis#184 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t157-liam-ellis#190 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t159-alonso-sowa-liama-ellisa#192 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t158-liam-ellis#191
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Aurora Christiansen on Sob Sty 14, 2017 10:25 am

1-3 poprawione,
4. Chciałabym żeby była od urazów zaklęciowych (to bardziej mi jakoś do niej pasuje, choć chyba na ordynatora jest za młoda. Czy nie jest?), ale widzę że nie ma miejsc na uzdrowiciela. Jeśli jest opcja żeby ją przypisać tam, to bym prosiła. Jeśli nie, to zmienię na Zakażenia Magiczne
5. To nie było tak, że stricte dowiedziała się o zakonie. Była załamana tym co usłyszała i poszła do jedynej osoby która przyszła jej do głowy, która może jej pomóc - Dumbledore. Bo przecież każdy wiedział że tylko jego boi się Czarny Pan. To nie jest tak, że jest bezpośrednio wtajemniczona i chodzi na spotkania Zakonu, przynajmniej na razie. Ale wszystko co wydaje się jej ważne, lub mniej ważne, przekazuje do Dumbledore'a w raportach.
6. To nie ja! D: Nie wiem jak to się stało, jak pisałam posta to było wszystko ok D: Nie wiem jak to zmienić D:
7. Gdy się uczyła - wyczarowała kilka razy patronusa. Nigdy w towarzystwie Dementorów. W chwili obecnej jest jednak tak przybita historią zabitego dziecka, że nie potrafi go wyczarować. To przez instynkt macierzyński który się w niej obudził.
8. Właściwie, to jest mi to obojętne czy będzie ją miała, czy nie. Taka forma opisu historii wydała mi się ciekawa (podobnie jak ta z "wywiadem" w charakterze). Jeśli posiadanie tego przedmiotu ma się wiązać z czymś dla Aurory, to możemy uznać że to tylko forma historii. Jeśli zaś może mieć taki przedmiot bez wykupywania czy coś takiego, to np, niech se ma.
avatar
Aurora Christiansen

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 27
Stan cywilny : Panna
Zawód : Uzdrowiciel
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 103

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t662-aurora-christiansen#3343 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t728-aurora-christiansen#3430 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t727-odyn-sowa-aurory#3429 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t730-lecze-cialo-nie-dusze#3435
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Liam Ellis on Sob Sty 14, 2017 11:51 am

Zawód - jest możliwość dopisania kolejnego uzdrowiciela na urazach pozaklęciowych. Na Ordynatora Twoja postać jest za młoda.

Ciekawostki - kod poprawiony, usunęłaś jednego diva za dużo i zepsuło zakładkę.

Patronus - Jeżeli będziesz próbować go wyczarować, będziesz i tak musiała go na początek wykupić.

Myślodsiewnia - raczej posiadać go bez zakupu nie może, także jeżeli będziesz chciała ją używać fabularnie, pierw będziesz musiała ją kupić. Nie mam nic przeciwko temu, że użyłaś ją jedynie do opisania biografii. Pytam jedynie informacyjnie.

Teraz ważniejsza część:
Zakon - rozumiem więc, że wie o istnieniu Zakonu Feniksa, ale do niego nie należy? Jedynie Albusowi przekazuje istotne informacje, które uda się jej zdobyć na przykład na temat Śmierciożerców?

Śmierciożercy - tutaj byśmy prosili o szersze wyjaśnienie paru kwestii:
1. Wspomniałaś, że Voldemort przyszedł do Twojej postaci na rozmowę. Uczynił ją pionkiem, ale jakim? Co miałaby dla niego robić? I czego tak właściwie dotyczyło to jego spotkanie z nią?
2. Kim konkretnie jest Twoja postać u Śmierciożerców? Jest mowa o uzdrowicielu. Czy chodzi tylko o te jej umiejętności lecznicze czy może o coś jeszcze?
avatar
Liam Ellis

Status Krwi : Czysta
Wiek : 39 lat
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Auror
Umiejętności : Patronus, Teleportacja łączna, legilimencja
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 55

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t153-liam-ellis#184 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t157-liam-ellis#190 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t159-alonso-sowa-liama-ellisa#192 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t158-liam-ellis#191
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Aurora Christiansen on Sob Sty 14, 2017 2:57 pm

Wyżej wszystko jasne. Tj. co do myślodsiewni, patronusa i zawodu - dzięki <3 (co do ordynatora to nie wpadłam na to że przecież ona ledwo staż skończyła xD )

Zakon - Myślę że nie należy. Chciałbym żeby należała, jednak wydarzenia które sprawiły że pojawiła się u Albusa były dosyć niedawno i raczej jeszcze jej na tyle nie ufa, by ją wsadzić w szeregi. Choć nie obrażę się jeśli na fabule do tego dojdzie.

Śmierciożercy:
Nie do końca tak że Voldemort do niej przyszedł. To ona leczyła jakiegoś Śmierciożercę w miejscu, w którym pojawił się on. Dostała wtedy informację od Voldemorta, że od teraz będzie się zajmować leczeniem jego ludzi, mówiąc telegraficznym skrótem - że jest odpowiedzialna za ich życie i jeśli przypadkiem ktoś coś przy niej palnie dot. spraw śmierciożerców, a ona powie to dalej, będzie to uznane za zdradę. Dodatkowo jest informowana o akcjach które mają się wydarzyć, by być gotową na przyjęcie rannych. Teraz np. był atak na metro. Wiedziała o nim - by być gotową na przyjęcie rannych. Nie wiem, czy jest to wystarczające by mieć znak, czy nie, pozostawiam wam to do ocenienia. Jeśli chodzi o to kim konkretnie jest, to myślę że głównie uzdrowicielem. Nie była nigdy dotąd wysyłana na jakieś akcje, może uczestniczyła w jakichś zebraniach, ale raczej tych mniej ważnych.
avatar
Aurora Christiansen

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 27
Stan cywilny : Panna
Zawód : Uzdrowiciel
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 103

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t662-aurora-christiansen#3343 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t728-aurora-christiansen#3430 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t727-odyn-sowa-aurory#3429 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t730-lecze-cialo-nie-dusze#3435
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Liam Ellis on Sob Sty 14, 2017 7:00 pm

No właśnie. Twoja postać dopiero co została pełnoprawnym uzdrowicielem, to aż dziwne by było, żeby po roku została ordynatorem. Zatem pozostanie uzdrowicielem na urazach pozaklęciowych, tak jak chciałaś. :)

Zakon - Da się załatwić, by spróbować ją zwerbować do tej grupy fabularnie, aby należała do niej oficjalnie.

Śmierciożercy - nie do końca to przejdzie jak opisujesz.
Od Voldemorta dowiedziałem się, że skoro Aurora nie jest śmeirciożercą, nie uczestniczy w zebraniach i akcjach - nie jest także o nich informowana. Zatem o akcji w metrze nie wiedziała. To było wydarzenie nagłe. Gdyby ktoś ze Śmierciożerców pojawił się ranny w siedzibie i wymagałby interwencji oraz opieki uzdrowiciela - wtedy ktoś po nią by się zjawił i teleportował z nią do siedziby. Zatem i o położeniu ich kwatery też nie wie.
Czyli Aurora jest uzdrowicielem u Śmierciożerców - pod pozorem groźby (np. wydania ich), zginie ona i/lub jej wszyscy bliscy.
Na mroczny znak nie ma szans, ponieważ nie wykazała się niczym, by sobie na niego zasłużyć. A to, że leczy innych, to inna sprawa. Ona ratuje życia, a nie odbiera jak śmierciożercy.
Jeżeli jednak chcesz, by Aurora o wszystkim wiedziała, musiałaby brać udział w tych wydarzeniach i być śmierciożercą. A także wykazać się czymś więcej, niż tylko leczeniem. Decyzja należy do Ciebie.
avatar
Liam Ellis

Status Krwi : Czysta
Wiek : 39 lat
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Auror
Umiejętności : Patronus, Teleportacja łączna, legilimencja
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 55

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t153-liam-ellis#184 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t157-liam-ellis#190 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t159-alonso-sowa-liama-ellisa#192 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t158-liam-ellis#191
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Aurora Christiansen on Sob Sty 14, 2017 10:49 pm

Liam, masz info od Voldka? :o
A tak serio. W takim razie, jest tak jak mówisz. Nie ma znaku i tylko leczy. Ew. Gdyby się coś miało zmienić, zawsze można to rozegrać fabularnie i dołączyć ją do śmierćków, więc drzwi się jakby nie zatrzaskują. Ale jest tak jak jest, czyli leczy ich - dobrowolnie, ale gdyby wydała ich, to ginie ona i jej bliscy.
avatar
Aurora Christiansen

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 27
Stan cywilny : Panna
Zawód : Uzdrowiciel
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 103

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t662-aurora-christiansen#3343 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t728-aurora-christiansen#3430 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t727-odyn-sowa-aurory#3429 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t730-lecze-cialo-nie-dusze#3435
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Liam Ellis on Sob Sty 14, 2017 11:43 pm

KARTA POSTACI ZAAKCEPTOWANA!

Witamy na forum! Mamy nadzieję, że będziesz się z nami świetnie bawić! Twoja karta została zaakceptowana i już nic nie stoi na przeszkodzie przed wkroczeniem w fabułę. Zachęcamy jednak, by przed jej rozpoczęciem założyć temat z informatorem, sową i zapoznać się z zasadami systemu punktowego, który uczyni rozgrywkę ciekawszą i bardziej realistyczną.

Podsumowując ostatecznie co zostało ustalone:
Zakon - Twoja postać wie o jego istnieniu, ale oficjalnie do niego nie należy. Informuje jedynie Albusa Dumbledora o tym, czego się dowie od pracowania dla śmierciożęrców i Lorda Voldemorta.
Śmierciożercy - wie o nich, ponieważ dla Lorda Voldemorta (pod pozorem groźby) jest uzdrowicielem i leczy rannych jego podwładnych, kiedy to jest konieczne. Nie zna położenia ich kwatery, ponieważ zawsze wyznaczony przez Czarnego Pana śmierciożerca (posiadający teleportację łączną) zabiera ją we wskazane miejsce i odstawia.
avatar
Liam Ellis

Status Krwi : Czysta
Wiek : 39 lat
Stan cywilny : Kawaler
Zawód : Auror
Umiejętności : Patronus, Teleportacja łączna, legilimencja
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 55

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t153-liam-ellis#184 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t157-liam-ellis#190 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t159-alonso-sowa-liama-ellisa#192 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t158-liam-ellis#191
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Aurora Christiansen

Pisanie by Sponsored content


Sponsored content


Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach