przybornik
Hogwart, rok 1972.

Hogwart, rok 1972.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down

Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 10, 2016 12:58 pm


To był ciepły dzień, jednak zamiast siedzieć ze wszystkimi znajomymi na zewnątrz już od samego rana i cieszyć się wolną niedzielą, ona postanowiła zejść na normalne śniadanie ze swoją przyjaciółką. Szata jej dziś trochę przeszkadzała, więc po prostu ubrała jakieś czarne body i obcisłe spodnie, oraz buty na wyższym obcasie. Miała już w końcu szesnaście lat, zdawała sobie sprawę, że chłopcy patrzą na dziewczyny w ten .. no inny sposób i chciała się podobać. Podobać, nie koniecznie musiała odbierać wszystkie zaloty w pozytywny sposób. To miłe, jak wodzą za Tobą wzrokiem, jak możesz przebierać w ofertach, prezentach, być w centrum uwagi. Jak to Ty decydujesz z kim wybrać się do Hogsmeade na piwo kremowe, czy gorącą czekoladę. Aktualnie jednak miała gdzieś facetów. Rozprawiała o czymś żywo z przyjaciółką, rozglądając się czy aby nikt ich nie podsłuchuje. Usiadły sobie przy stole Slytherinu i po nałożeniu tego, co chciały - a ja zawsze zazdrościłam tych pełnych stołów jedzenia - wróciły do rozmowy.
W pewnym momencie upiła łyk soku i poczuła na sobie kogoś wzrok. Zmrużyła lekko oczy, od razu spojrzenie kierując w stronę Gryfonów, by zabić nim jednego z nich. Rosier działał jej na nerwy. Nie dość, że uważała go za skończonego dupka, to jeszcze za zdrajcę, bo jaki szanujący się czarodziej szlacheckiej krwi, bo w tym przypadku nie mówimy o samej czystej, trafił do Gryffindoru? Może i był świetnym szukającym, przez co rywalizowali na tym szczeblu i miał te swoje fanki, bo z twarzy nie był najgorszy, ale cholera jasna! Był idiotą, wkurzał ją i miała zamiar przypiec mu te pośladki, za każdym razem, gdy spojrzał w jej stronę, a zabić, gdy tylko wysyłał jej chłopaków do skrzydła szpitalnego tuż przed randką. - A ten znów się gapi, jakby nie miał nic lepszego do roboty. - Syknęła cicho, wsuwając grzankę, polaną miodem, do ust.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 10, 2016 11:32 pm

Czasem bywało ciężko, czuł się źle, gdy całymi dniami jakoś starał się uprzykrzać życie młodszym rocznikom. Szczególnie, że najchętniej nie robiłby nic, jednak musiał stwarzać pozory i udowodnić, że jest Rosier’em, takim jak cała rodzina. Czyli wrednym i godnym swojej krwi. Czasem miał dość udawania. Wtedy to już kompletnie nie wiedział co ma ze sobą robić. Przeważnie leżał w łóżku gapiąc się w sufit, albo chodził trenować. Latanie pozwalało mu się odprężyć, zapomnieć o wszystkich problemach jakie posiadał. Jednak coraz częściej miał wtedy widownie, nie wiedział czemu na jego samotne treningi przychodziły dziewczyny. Chichrały się i podniecały nie wiadomo czemu, szczególnie jak się odwracał. Biedny Jonathan nie rozumiał o co chodzi, ale to go strasznie wkurzało. Dlatego zważywszy na to, że była niedziela i wszyscy mieli wolne to odpuścił sobie trening właśnie z tego powodu. Oprócz Quidditcha jeszcze jedna rzecz poprawiała mu humor. Oczywiście denerwowanie Yaxley, która zawsze uroczo się wkurzała. To znaczy nie, nie uroczo, chociaż w sumie może trochę wyglądała uroczo. Jednak zawsze sobie dokuczali, pewnie żadne z nich nie wiedziało dlaczego, ani kto to wszystko zaczął. Jednak właśnie Rosier musiał się jakoś odegrać, więc postanowił wykorzystać dzień wolny. Dostanie za to, że nagadała bzdur dziewczynie, z którą miał się spotkać. Wstał dość wcześniej jak na niego, wyciągnął spod łóżka eliksir miłości, który przyrządził po zajęciach. Polał nimi czekoladki, ładnie zapakował i ruszył w kierunku Wielkiej Sali. Po drodze jeszcze zaczepił jakiegoś pierwszaka i przekonał go, aby dostarczył czekoladki do Anabelle i wymyślił jakiś super bajer. Sam poszedł na śniadanie, usiadł w takim miejscu, aby doskonale widzieć swoją ofiarę. Musiał przecież wszystko kontrolować. Jadł sobie śniadanko więc i co chwila patrzył aby mu Anabelle nie uciekła i gdzie jest ten cholerny dzieciak. W końcu zauważył jak brunetka się na niego spojrzała, więc uśmiechnął się szeroko, by ją jeszcze bardziej powkurzać. Jednak zaraz przestał, jak tylko zaczepił je dzieciak. Tylko najwidoczniej pomysł osoby, bo Rosier widział jak rozmawia i daje czekoladki niewłaściwej osobie. - Nie, nie, nie! To miała być Yaxley…- Wymamrotał cicho pod nosem i obserwował przyjaciółkę swojej rywalki jak zadowolona otwierała opakowanie. Blondyn aż wstał jak dziewczyna zaczęła jeść czekoladki. Zacisnął tylko pięść, jak widział, że Ana ich nie je, tylko jej przyjaciółka. Cały jego plan nie wypalił.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 10, 2016 11:33 pm

Yaxley wcale nie denerwowała się uroczo. Przez to też nienawidziła Rosiera, bo wciąż wyciągał ten cholerny argument. Lubił ją wkurzać, bo była taka słodka i urocza. NIE BYŁA. Mord w oczach jest uroczy? Ściągnięte brwi i chęć przywalenia mu klątwą też? No to fajne ma wyobrażenia bycia uroczym stworzeniem. Nawet się nie uśmiechała. Nigdy. Uważała go za głupka, ale nie było w tym nic zabawnego. Po prostu.. ugh, aż ciężko było jej o tym myśleć. Ich relacja wyglądała całkiem normalnie. Gryfon, Ślizgonka, wieczna nienawiść. Pragnienie dosrania sobie na każdym kroku, nie ważne czy to w Quidditchu, w którym zaczęli rywalizować od pierwszego jej dnia w drużynie, czy na podłożu prywatnym. A nawet pewnie podczas klubu pojedynków. Miała ochotę go zniszczyć, bo był zdrajcą swojego rodu. Tyle, że.. poza tą całą otoczką i powłoką nienawiści kryły się inne uczucia. Nie bardzo wiedziała jak sobie z nimi poradzić i co to właściwie oznacza. Wmawiała sobie, że Rosier to palant, że wcale jej się nie podoba i zagryzała mocno usta, gdy tylko na nią spojrzał. Jednak, gdy widziała go z inną - gotowało się w niej. I ten jego bezczelny uśmieszek, którym nawet teraz musiał ją uraczyć. Odwróciła szybko wzrok. Jej przyjaciółka właśnie rozmawiała z jakimś dzieciakiem, który wręczył jej czekoladki, więc zainteresowała się tym bardziej niż blondynem. - Kira.. jesteś pewna, że powinnaś je jeść? W ogóle była jakaś karteczka? Powiedział od kogo? - Spojrzała za dzieciakiem, który szybko się oddalił i westchnęła cicho. Bywała podejrzliwa, czasem aż za bardzo. - Przestań Anabelle, to tylko czekoladki! Wszędzie wietrzysz podstępy. - Zaśmiała się i zapewne zjadła dwie, trzy, zanim wróciła do rozmowy. Anabelle wzruszyła ramionami i powróciła do śniadania, niczego nieświadoma, gdy nagle blondynka siedząca obok niej zaczęła nawijać coś o różach, kwiatkach, motylkach i o tym, że włosy Rosiera są niczym łany zboża. Aż się zakrztusiła. - Że co?! - Spojrzała na nią, upijając łyk wody. - Czy Ty się słyszysz, co Ty gadasz? Jakie łany zboża.. Rosier? - Odwróciła ją w swoją stronę, bo już robiła maślane oczy do stołu Gryfonów. Przyjrzała jej się dokładnie, po czym wstała nagle. - Matko boska! Jonathan! - Warknęła na całą salę, aż się większość uczniów na nią oglądnęła. Wyciągnęła różdżkę i żwawym krokiem zaczęła iść w stronę stołu Gryffindoru. Była wściekła.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 10, 2016 11:37 pm

Była urocza, jasne, może i się nie uśmiechała, była typową wredną Ślizgonką. Jednak przecież była atrakcyjna, to trzeba było przyznać. No i fakt, że gdy widziała Jonathana to chciała go zabić, zaraz w jej oczach widać było tą nienawiść jaką do niego pałała. To właśnie go bawiło, że taką relację mieli od samego początku. Chciała dla niego jak najgorszej, a tylko dlatego, że Rosier trafił nie do tego domu co powinien. To już nie jego wina, że miał taką duszę, a nie inną. Był zbyt dobry, pragnął pokoju, więc tylko w jednym domu mógł być. No i na pewno mogli odwieczną rywalizacją swoje zachowanie tłumaczyć, to był w sumie dobry powód. Zajęcia, pojedynki, Quidditch, próba ośmieszenia przed większą ilością uczniów. To było u nich na porządku dziennym. Jednak co by było, gdy byli w jednym domu. Wtedy nie musieliby się już nienawidzić i pewnie nie widziałaby w nim tylko debila. Może już nie musiałaby udawać, że Rosier w ogóle jej nie interesuje. Jednak rozumiał ją doskonale, bo sam dziwnie się czuł, który widział ją z innym chłopakiem. Bez przyczyny potem ich nie szukał i nie wysyłał do skrzydła szpitalnego. Robił to czasami nieświadomie.
Nie chciał, by druga dziewczyna zjadła czekoladki z eliksirem, który zrobił. Jednak co miał zrobić? Drzeć się na całą salę, aby tego nie jadła? Wrobiłby się, gdyby wyszło na jaw, co słodkości w sobie zawierały. Nie był to eliksir, który można było tu mieć. Jedyne co mógł zrobić to się patrzyć jak kilka czekoladek ląduje w ustach blondynki. Czekał jeszcze chwile, aby zobaczyć czy jego eliksir działa. Ale działał na jego nieszczęście. Zobaczył już jej uśmieszek i słodkie oczka, która robiła w jego stronę. Pięknie. Zaraz zebrał swoje rzeczy, a w sumie bluzę i różdżkę, bo na śniadanie nic nie brał i powędrował szybkim krokiem w kierunku wyjścia. Nie chciał zadzierać z Aną, serio. W głowie raczej miał inny plan. - Super.- Burknął pod nosem i jeszcze przyspieszył kroku, gdy usłyszał głos Yaxley, wkurzony głos. Zaraz wypadł z Wielkiej Sali i popędził w głąb korytarza co chwila skręcając, aby trudniej byłoby go znaleźć, chcąc uciec jak najdalej od wściekłej Anabelle. Wiedział, że się to dobrze nie skończy.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 10, 2016 11:38 pm

Właśnie chyba to było najgorsze w tym wszystkim, albo najlepsze, że gdyby Rosier trafił do Slytherinu byliby.. parą. Pasowali do siebie idealnie. A przynajmniej według jego maski i rodowodu. Na dodatek wszystkie dziewczyny na około mówiły jaki jest przystojny. Tylko był Gryfonem. Cały problem polegał na tym, że był w tym cholernym Gryffindorze i to raczej nie miało przyszłości. Byłaby skończona w szkole, gdyby ktoś ich zauważył razem, trzymających się za ręce. Tak zrodziła się nienawiść - złość, która przerodziła się w coś gorszego, tylko dlatego, że nie mieli prawa wspólnego bytu. Łatwo udawała, że jej nie obchodzi. Wystarczyło być taką jak zwykle, zwykłą sucz, która naśmiewa się z każdej szlamy, z każdego zdrajcy krwi, no i odrzucać myśl, że Jonathan jest w jej typie. W końcu przekonania zawsze będą ponad miłością, zauroczeniem, czy innym tego typu uczuciem.
Powinien uciekać. Bo Yaxley wyparowała do niego, co najmniej jakby rzucił w nią zaklęciem. Okej, wkurzyła się, podał coś jej przyjaciółce, gapił się, wszystko było jasne, a gdy ta nagle robiła do niego maślane oczy.. cholera, no. Czy chodziło o sam fakt tego? Czy może raczej wkurzyła się, że podrywał jej przyjaciółkę, a nie ją. Anabelle miała mętlik, zaskoczona swoją reakcją i tak pobiegła za blondynem, który szybko wycofał się z Wielkiej Sali. Aż jego kumple zaśmiali się widząc całą scenkę. - Rosier! - Krzyknęła za nim. Co on wyprawiał. Próbował ją zgubić? Cholera jasna, aż przyspieszyła by go nie zgubić, kilka razy walnęła nawet zaklęciem, ale trafiła w ścianę. - Ugh! - Zmrużyła oczy zatrzymując się i rozglądając, gdzie mógł pobiec. Skręciła w jakiś korytarz, który miał być skrótem na jego drogę ucieczki. Nie była pewna, czy chłopak nie zniknie gdzieś w jakiejś sali, ale miała nadzieję, że skieruje się od razu do dormitorium.
W pewnej chwili wpadli na siebie. - Jonathan! - Aż wepchnęła go do pobliskiej, pustej sali. - Ty kretynie! Na cholerę dałeś jej te czekoladki, na dodatek z eliksirem miłosnym?! Przecież.. - Zacisnęła dłonie w pięści, a w prawej wciąż trzymała różdżkę. Odsunęła się od niego na krok. Czyżby dała się złapać na zazdrości?
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Sob Gru 10, 2016 11:40 pm

Wtedy też sytuacja byłoby skomplikowana, bo przecież szybciej poznałaby jego ‘dobrą stronę’ a mogłoby się jej to nie podobać. Czasy szkole, byli bardzo podatni na opinię innych. Chociaż i tak Jonathan stał zawsze w cieniu, olewał każdego. Gdyby miał się przejmować tym, co uczniowie o nim mówią, to już dawno straszyłby tu jako duch. Jasne, ze go to dotykało, nazywany był zdrajcą, wytykany palcami przez większość. Szlachcic, który jako jedyny wyróżniał się z całej rodziny i w sumie ze wszystkich rodów, który były do Rosier’ów podobni. Do tego, rodzina, która zaczęła go omijać. Ciężkie i smutne życie teraz prowadził, a mogło być całkiem inaczej.
Jasne, że uciekał, a co miał innego zrobić? Zostać, żeby go wyzywała, szarpała i nie wiadomo co jeszcze by jej przyszło na myśl, tak przy wszystkich? Było śniadanie, w Wielkiej Sali już większa połowa uczniów siedziała. I tak już dostarczyli rozrywki wszystkim siedzącym, bo takie gonienie, nie było codziennym widokiem. Biedny. Może i by się zatrzymał, ale no cały czas w niego celowała różdżkę, a po Anabelle można było się spodziewać wszystkiego. Wolał się schronić gdzieś bezpiecznie, a pokój wspólny Gryffindoru wydawał się mu miejscem doskonałym. Jednak po kilku metrach nie słysząc jej kroków zwolnił, myślał, że ją zgubił. Bardzo się mylił i zaraz wyskoczyła przed nim wpychając go do pobliskiej sali. - Skąd ten pomysł, że to ode mnie, co? - Wycedził przez zęby spoglądając co chwila na jej różdżkę i w jej oczy. Dawno już nie widział jej takiej wściekłej. Może i miała powód, bardziej myślał, że to Ana będzie robiła do niego maślane oczka, a nie jej przyjaciółka. No i w sumie, gdyby nie był winny, to raczej by nie uciekał, prawda? Nie wymyślił planu awaryjnego. -Przecież co? No co?! - Sam już podniósł głos, bo co ona myślała, że się jej boi? No nie, jednak przezorny zawsze ubezpieczony i wolał mieć na widoku jej różdżkę. Swoją też złapał w razie czego, to sięgnął ręką do tylnej kieszeni spodni, by mieć się czym bronić. - Odłożysz to?- Westchnął w końcu wyciągając drugą rękę przed siebie i wskazał na jej różdżkę. Dobrze wiedział, że mu nic nie zrobi. Rywalizacja rywalizacją, ale jeszcze sobie większej krzywdy nie zrobili.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Sob Gru 10, 2016 11:51 pm

No raczej by go nie szarpała. Naraziłaby się tylko na szlaban, rzucając w niego jakimś zmyślnym zaklęciem, które znalazła w bibliotece, a o którym mało kto wiedział. Co jak co, ale Anabelle sporo czasu w niej przebywała, była pilną uczennicą, na dodatek cholernie zdolną, więc taki Rosier byłby idealnym celem do przećwiczenia kilku zaklęć. W końcu miała go za ofiarę. Nie ważne, że czasem łapał znicza szybciej od niej, nie ważne, że pochodził z rodziny podobnej do niej i nie ważne jak wiele dziewczyn uważało go za przystojnego. Ona miała o nim jedno zdanie. Koniec kropka. Nie zmieniło się ono, odkąd się poznali, odkąd zobaczyła, że Tiara przydziela go do Gryffindoru. Jednak ten musiał uciec jak tchórz. Przysporzyli widowni wiele śmiechu, więc w sumie dobrze, że się ulotnili, bo nie wiadomo do czego mogłoby dojść przy publice. A na pewno nie chciała by zobaczyli jak się waha, jak wkurza ją, że Rosier chciał zmusić jej przyjaciółkę do .. miłości?
- No, a do kogo się tak śliniła? Włosy jak łany zboża i inne bzdury o pięknych oczach! - Zaśmiała się i pokręciła głową. - Jesteś głupi. Uciekłeś od razu jak wykrzyczałam, że to Twoja sprawka. Mogłam się spodziewać. Celujesz we mnie, w moich chłopaków.. ale żeby moją przyjaciółkę szprycować? Po co.. podoba Ci się? - Zacisnęła mocno wargi i różdżkę w ręce. Odsunęła się na krok i odwróciła wzrok. Nie mogła mu przecież tego powiedzieć, no nie mogła. Chyba.
- Nie odłożę.. mam ochotę Cię zabić, wiesz Rosier? Nie pohamowaną ochotę rzucić na Ciebie jakąś klątwę i mieć święty spokój z Tobą raz - na zawsze! - Dźgnęła go różdżką w klatkę piersiową i fuknęła, odrzucając włosy do tyłu. Dlaczego tak ją to wkurzało? Przecież to nic takiego.. nic dla niej nie znaczył, nie podobał jej się, a jednak wizja tego, że byłby z jej przyjaciółką, że byłby z jakąkolwiek panną ją doprowadzała do szaleństwa. Robiła wtedy cholernie dużo głupot. Jemu nigdy krzywdy nie zrobiła, nie to co dziewczynom, które lądowały w skrzydle szpitalnym z wielkimi pryszczami na twarzy - nie zdolne do randki. Ups. - Dlaczego ona, co? - Szepnęła. Spojrzała na blondyna spod długich rzęs i opuściła różdżkę. Zrobiło się tak cicho, spokojnie, jakby przed chwilą jej krzyki nie odbijały się echem po pustym pomieszczeniu.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 11, 2016 11:01 am

Coś na pewno by mu zrobiła, a skoro było to przy publice, przy innych uczniach i nauczycielach, to niby żadnego zaklęcia nie mogłaby wypowiedzieć. Przed nimi tym bardziej by się nie przyznała, że jest zazdrosna, że jej przyjaciółka robi do niego maślane oczy. Nie zostawiłaby tego, więc ucieczką zrobił jej tylko przysługę. Przynajmniej będzie mogła się wyżyć i nie dostanie za to szlabanu. No przepraszam, jakąś karę dostanie, bo Jonathan przecież jakoś by się jej odwdzięczył, gdyby teraz wysłała go do szpitala. Tak już było, mogli się tego spodziewać. Przynajmniej dzięki sobie nauczą się być czujnym, nieufnym. Nigdy nie mają pewności, że akurat ich wróg nie zaatakuje. Anabelle od razu się zastanowiła, gdy zobaczyła czekoladki, bo już wyczulony miała zmysł przez Rosiera. Powinna mu być wdzięczna, a nie jeszcze za nim latać i jakimiś obcymi zaklęciami w niego celować.
- Włosy jak co?- Aż się zaśmiał słysząc takie słowa z ust brunetki, kurde, to aż dziwne było i niespotykane. Mógł być pewny, że już nigdy tego nie usłyszy ponownie, nawet jeśli miałby być to kolejny cytat swoich przyjaciółek. - Tak, to ja. A co zabronisz mi używać tak fajnego eliksiru? Nawet jeśli by mi się podobała, to co z tego? Zazdrosna?- Uniósł brwi do góry i cicho prychnął. Nie rozumiał jej po prostu, czemu aż tak bardzo się tym bulwersowała. Zawsze ją ponosi, jasne, ale nie aż tak. No a zawsze dziwnie reagowała, gdy kręciła się przy blondynie jakaś dziewczyna. Tylko zazdrosna i już.
- To na co czekasz, co? Rzuć, będziesz miała mnie z głowy… tylko później nie płacz, że mi coś zrobiłaś i że tęsknisz i żałujesz.- Wywrócił oczami aż i jak tylko zaczęła go dźgać różdżką, to swoją puścił, aby móc Yaxley odsunąć od siebie. Jak już nieco się uspokoiła i odłożyła swoją różdżkę westchnął cicho i odwrócił się na pięcie odchodząc od niej kawałek. - To nie miało być dla niej, tylko dla Ciebie.- Powiedział w końcu, po czym oparł się tyłkiem o jedną z ławek. Skrzyżował ręce na piersi i uniósł wzrok na dziewczynę.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Nie Gru 11, 2016 2:17 pm

Nie lubiła się narażać, a już na pewno nie po to, by potem miał satysfakcję z jej szlabanu. Nie był tego wart. A zresztą nie była taka głupia, by się podstawiać i robić to na oczach nauczycieli. Na oczach innych uczniów owszem, w końcu czasem trzeba było się popisać, jednak tak, by się za to nie oberwało. I ona chyba wolałaby się uczyć czujności na czymś innym, a nie na Rosierze. - No nie wiem.. łany zboża, tak powiedziała.. nie wiem co jej tam dodałeś i dlaczego akurat gadała o tym, ale to chore podawać komuś eliksir miłosny. - Prychnęła cicho. - Nawet po takiej niedorajdzie jak Ty bym się tego nie spodziewała, prędzej po jakiejś zdesperowanej pannie. - Wywróciła oczami, bo naprawdę nie mogła pojąć dlaczego się posunął do takiego czynu. - I nie jestem zazdrosna! Phi! Chciałbyś. - Syknęła i zacisnęła mocno wargi ponownie, bo przecież nie była, tak? I co najśmieszniejsze, ona też nie wiedziała dlaczego tak się zbulwersowała. Nie rozumiała swoich uczuć, miała szesnaście lat dopiero, te wszystkie hormony w niej buzowały. Tłumaczyła sobie to tak, że to przez nie myśli racjonalnie.
- Nie płakałabym, Rosier. Nie za Tobą.. - No co on sobie wyobrażał? Że będzie tęsknić za tą jego głupią twarzą? Że będzie płakać w poduszkę, gdy go zabraknie? Jednego wrzodu na tyłku mniej przynajmniej. Prychnęła kilka razy pod nosem jeszcze, bo miał za duże mniemanie o sobie, nerwowo odrzuciła włosy do tyłu, przeczesała je i znów odrzuciła. Jak nigdy zachowywała się kompletnie nienaturalnie, próbowała sobie i jemu udowodnić, że wcale ją to wszystko nie obchodzi. A chyba jednak obchodziło. Gdy ją od siebie odsunął, a potem sam powędrował do ławki już miała sobie pójść. Obróciła się na pięcie i skierowała się do drzwi. Ale zamurowało ją. Wgięło ją kompletnie i z początku zastanawiała się czy to nie jest kolejny jego żarcik. - Co? - Spojrzała na niego przez ramię. - Przecież.. po co? Żeby mi dosrać? Bym się potem zakochała, a Ty miałbyś niezły polew? - Podeszła do niego powoli. - To dość okrutne, nie sądzisz? - Zagryzła delikatnie wargę i nie wiedząc czemu znów była łagodna. Zwariować chyba można od tych zmiennych nastrojów przy nim.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 11, 2016 4:32 pm

Mu nie była to też na rękę, bo przecież nauczyciele doszliby dlaczego Anabelle go zaatakowała. Dowiedzieliby się, że użył eliksiru miłosnego, co też nie było czymś legalnym, za co też dostałby karę. Jeszcze dostaliby tą karę razem i wtedy dopiero by się pozabijali, gdyby musieli spędzić w swoim towarzystwie więcej czasu. Masakra, ale chyba kadra nauczycielska o tym wiedziała i pewnie by nie zaryzykowali i nie zostawiliby ich samych w jednym pomieszczeniu. - Każdy przecież inaczej spostrzega wszystko. Może ona jest chora, że ma takie skojarzenia z moimi włosami.- Wyruszył ramionami tylko, jednak i tak zaczął się zastanawiać czy czasem nie pomieszał składników, albo nie dodał czegoś za dużo. Chociaż to było mało prawdopodobne, bo trzymał się przepisu i wszystko dokładnie odmierzał. Zawsze jednak mogła mu się ręka omsknąć i już wszystko nie było idealnie zrobione. - Niedorajdzie? A może Cię właśnie boli to, że byłem wstanie to przyrządzić, a tu nie.- Rosier nie przykładał dużej wagi do nauki, na zajęciach jakoś starał się nie wychylać. Ana wręcz przeciwnie i na pewno było dużo lepsza od niego w eliksirach. No ale cóż, mu na tym nie zależało. Wiedział, że swoją przyszłość wiążę w Quidditchem, nie myślał, że będzie w drużynie narodowej, ale chciał nauczać. Do tego przygotowywanie eliksirów i inne głupoty nie były mu potrzebne.
- To czemu mi nic nie zrobisz? Tyle lat, a oprócz przepychanek na boisku nie byłaś wstanie mi nic zrobić. Płakałabyś.- Przy niej nabierał jakiejś pewności siebie, to aż dziwne było, ale to chyba był jego system obronny. Dziewczyna wiedziała czego chce, wiedziała jak to osiągnąć, on nie mógł być gorszy i czasem mu nieco odwalało jednym słowem. Jak na świetnego aktora przystało potrafił się dostosować do swoich towarzyszy. Jednak ani on ani Ana nie potrafili sobie zrobić nic konkretnego. Skoro byli zdolni wysłać swoich rywali do skrzydła szpitalnego, dlaczego sami jeszcze tam nigdy nie byli. Głupie żarty, tylko na tyle było ich stać. Powód był raczej prostu, jednak oni nie potrafili się do tego przyznać. - Noo chyba tak. Zawsze twierdzisz, że mnie nienawidzisz, to byłaby miła odmiana.- nie odzywał od niej wzroku, obserwował każdy jej ruch, gdy się do niego zbliżała. - Okrutne? - On jakoś w tym nic złego nie widział. W sumie to on dalej nie wiedział czemu to zrobił i co chciał przez to osiągnąć. Może i chciał się przekonać, jaka by była, gdyby jednak coś do niego czuła? Gdy już podeszła wyciągnął niepewnie rękę muskając jej ramię palcami.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Nie Gru 11, 2016 9:04 pm

- Nie mów, że jest chora. Po prostu jesteś blondynem, miała takie skojarzenia.. - Mruknęła cicho, bo nie będzie jej obrażał przyjaciółki tylko dlatego, że ma coś nie halo ze skojarzeniami. Będąc pod wpływem amortencji można było czuć wszystko, widzieć więcej niż się chciało i pewnie odczuwać coś, czego nigdy się nie odczuwało. Na przykład miłość do największego wroga. - Co? - Teraz to ją rozśmieszył. Nie mogła powstrzymać głośnego śmiechu, bo jeśli on uważał, że ona jest marna, albo gorzej - gorsza od niego, to chyba sam sobie czegoś dodał do śniadania. - Jestem lepsza od Ciebie o sto razy. Miałam wybitny na sumach, nie ma lepszej osoby na naszym roczniku, która by mnie pobiła. A już na pewno nie Ty. Amortencja to banał, ale ja nie jestem tak ograniczona, by ją warzyć i podać komukolwiek. I bez tego mnie chcą, coś o tym wiesz. - Mrugnęła do niego. Nie było jednak mowy o konkurowaniu z Anabelle, która w końcu spędzała dużo godzin w bibliotece i na zajęciach, ćwicząc wymyślne mikstury. A poza tym, jedną dziedzinę życia powinien zostawić jej bez żadnego podkładania nogi. Co nie znaczyło, że na przykład Yaxley odpuści mu Quidditcha, o co to - to nie. Nie ma mowy. Nie, gdy byli na tej samej pozycji.
- Wcale nie. - Syknęła niczym żmijka. Nie tęskniłaby, nie! Nie ma takiej opcji, niech nawet nie zaszczepia w niej tej myśli. Przecież nie mogła za nim tęsknić, nie za osobą, która zdradzała swoje pochodzenie, swój ród. On przy niej nabierał pewności siebie, ona .. chyba ją traciła. Znaczy w tym momencie, bo generalnie to zawsze była pyskata. Tylko teraz chodziło o coś więcej, o uczucia, nie o rywalizację, więc nie była do końca pewna swego. I tego, czego właściwie chce od Rosiera, który na dobrą sprawę mógł sobie dolewać eliksiry komu chciał. Jednak w jednym miał rację. Nie potrafili sobie zrobić większej krzywdy. Nie potrafiła rzucić na niego klątwy, chociaż miała teraz idealną okazję. Byli sami, nikt nic nie widział i łatwo byłoby się wybronić - słowo jej przeciwko niemu, a komu uwierzą bardziej? Wiadomo, że przykładnej Anabelle, taka moc dziewczyn. - Miła odmiana? Chciałbyś, żebym Cię lubiła Rosier? Lubiła-lubiła? Tak jak się lubi swojego chłopaka i jeszcze bardziej? - Zagryzła lekko wargę i spojrzała mu w oczy. Uśmiechnęła się delikatnie, patrząc jak palcami muska jej ramię. Przebiegły przez jej ciało dreszcze, tak cholernie przyjemne i dziwne zarazem. - Okrutne.. na dodatek próbowałeś mnie uwieść w taki sposób. - Zaśmiała się cicho i spojrzała na jego wargi przelotnie. Kusiła go? Możliwe. Może robiła to specjalnie, by sam się złamał, by mogła potem się z niego śmiać i nabijać, że dał się nabrać. Patrzyła na niego spod długich rzęs, aż oparła delikatnie dłonie o jego tors. - Lubisz mnie, Rosier?
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Nie Gru 11, 2016 9:09 pm

- Dużo o swoich włosach słyszałem, ale jeszcze takiego porównania to nie.- uśmiechnął się głupkowato spuszczając głowę na dół, bo trochę go to bawiło. Jasne, że każdy czuł i widział co innego, rzeczy które lubi, dobrze mu się kojarzą. Może koleżanka zboże lubi, kto tam wie. Mogło być gorzej i jakieś inne porównanie walnąć. Jeszcze większa beka by była. Jednak jak przyjaciółka miała takie skojarzenia, to aż strach pomyśleć co powiedziałaby Anabelle o jego włosach czy oczach, gdyby zjadła czekoladkę. Tego był bardzo ciekawy. - Tak, każdy kto by się tyle uczył co Ty, mógłby Ci dorównać. Ale wiesz co? Mi się na przykład nie chce. Mam dużo więcej rzeczy do roboty niż siedzenie w książkach… No i tak, wiem coś na ten temat i Ty chyba też. Ile już mi randek zepsułaś? Chyba nawet nie zliczę. Teraz lepiej pilnuj przyjaciółeczki, co coś mi się wydaję, że ją też powinnaś wysłać pod opiekę pielęgniarki.- Jonathan był leniem, jeśli chodziło o naukę i może mu to szybko i tak nie wchodziło. Był dobry w innych rzeczach i wolał się właśnie na tym skupić. Wcale nie chciał jeszcze z nią konkurować w nauce, wystarczyło mu, że musieli się mierzyć na boisku.
Pokiwał głową z pełną powagą po jej słowach. On i tak wiedział swoje, bo by tęskniła. Dopiero wtedy by się zastanowiła co zrobiła i by tego żałowała. Gdy coś się straci, to wtedy dopiero się to docenia. Przynajmniej Anabelle dowiedziałaby się co do niego czuła. Gdyby poczuła ból, oznaczałoby, że jednak darzyła go uczuciem, a jeśli nic, pustka, to rzeczywiście byli tylko wrogami. Jeszcze by jej jeszcze wdzięczni byli, że się pozbyła zdrajcy rodu. - Tak, kochała. I to aż przez całe dwa dni.- dał specjalny nacisk, na kochała i przymrużył oczy. Kombinowała coś, doskonale o tym wiedział. Zaraz zmieniła swoje zachowanie, a tak nigdy jeszcze się nie zachowywała. Uśmiechnęła się? Przecież się nigdy nie uśmiechała, nie w jego towarzystwie, jedyne co zazwyczaj widział na jej twarzy to ściągnięte brwi i chęć mordu jak patrzyła na Rosiera. A teraz się do niego przymulała, kusiła… Knuła coś, czy może jednak zjadła czekoladkę. Przecież nie widział wszystkiego dokładnie, bo siedział dwa stoły dalej. Z tego co pamiętam, to nie siedzieli przy sobie, bo ravenclaw siedział pomiędzy, ale to mało ważne. - Chciałabyś, abym Cię lubił?- Sam przecież się też do tego nie przyzna, że jej tak całkowicie i stu procentowo tylko nienawidzi. Tak nie było przecież, bo gdyby tylko pałałby do niej nienawiścią, to przecież nie czuł by zazdrości, gdy widział ją z jakimś innym chłopakiem. Westchnął cicho czując jej dłonie blisko, więc automatycznie położył delikatnie rękę na jej tali. To było dziwne z ich strony, Jonathan już się dawno pogubił, czy dalej się zgrywali, czy już tak na serio.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Nie Gru 11, 2016 9:47 pm

- To nie tylko nauka, to talent. - Syknęła, bo jednak trzeba było mieć do tego dryg. A nie tylko siedzieć w książkach i opisach. To wiele nie dawało. Yaxley pod tym względem była przewrażliwiona, bo chciała być najlepsza, we wszystkim. Zaklęciach, w Quidditchu, nawet pokazać mu, że może mieć więcej adoratorów niż on adoratorek. Taka.. zabawa, o. No i ambicje, względem innych, bo nie dawała się spychać na drugie miejsce. Nawet w pojedynkach miała problem, gdy nie wygrywała. Wściekłość i zawód, że nie dała rady. - No i co, że zepsułam? Z wzajemnością jak widać. - Prychnęła cicho, bo wcale nie był leoszy. Już nawet nie pamiętała kto zaczął, ale pewnie on, gdy chciała się umówić do Hogsmeade w trzeciej klasie z jakimś czwartoklasistą. Kozaczył sobie Jace. - Wyślę ją, jak się z Tobą rozprawię! - Zmrużyła oczy.
No może fakt, choć nie zawsze ta zasada odnosi się do wszystkich i wszystkiego. Mamy nadzieję, że po pewnej stracie ktoś zatęskni, a czasem bywa odwrotnie. Olewka. Niestety. Ona pewnie by coś poczuła, może nawet zabolałoby ją serduszko na moment, gdyby wiedziała, że już nigdy mu nie podłoży nogi na korytarzu. Czy.. nigdy nie spojrzy w te jego... ładne oczy, ekhm. No, jakby się zastanowić to nie był taki zły. Szczególnie sam na sam. - Całe dwa dni, to by musiał być dla Ciebie piękny czas.. - Zaśmiała się cicho. - Ale czy chciałbyś bym darzyła Cię tym sztucznym uczuciem? Czy może zakochała się naprawdę. Zabierałbyś mnie wtedy na randki, trzymał za rękę.. tego pragniesz Rosier? - Mruknęła mu do ucha, owiewając jego szyję ciepłym oddechem. Kusiła, zwodziła, mamiła. Taki miała cel. Chciała się dowiedzieć wszystkiego i przede wszystkim dlaczego to zrobił i dlaczego to ona miała być celem. Czyżby naprawdę coś czuł i chciał by zimna Anabelle w końcu roztopiła to serce z lodu? - Może.. choć starcza mi nasze dotychczasowe uczucie. Jest ciekawsze od błahej miłości. - Byli jeszcze na to za młodzi, ale pewnie już w sobie zakochani. Nie umiała tego wytłumaczyć. Rosier podnosił jej ciśnienie jak nikt, ale nie tylko w ten zły sposób. Serce zabiło jej mocniej, zagryzła wargę czując jak obejmuje ją w talii. - Ty mnie lubisz... - Szepnęła w końcu. Odkrycie Ameryki, czy coś.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Pon Gru 12, 2016 12:03 pm

- Kujoni zawsze tak mówią.- uśmiechnął się do niej sztucznie i pokiwał głową. Jednak miała rację, gdy się nie miało smykałki do tego, to można było się uczyć całymi dniami i nic, a niektórzy przeczytają raz i już to pamiętają. Tak samo było w sporcie, co Jonathan mógł potwierdzić, że na miotle czuł się najlepiej, pewnie i mógł zrobić wszystko. Niby też można się tego wyuczyć, ale bez talentu po prostu może być trudno. - Jak byś nie psuła moich, to może byś się z kimś sama w końcu spotkała.- Pewnie Rosier zaczął. Nawet może nieświadomie i pod wpływem chwili dopilnował, aby jej randka się nie udała i zatrzymał chłopaka w Hogwarcie. Zwalił na niego całą winę za jakiś kawał i biedaczek dostał szlaban i nie mógł się spotkać z An. Satysfakcję miał z tego na pewno wielką. - Pamiętaj, że dwa dni będziesz słuchała jaki jestem cudowny.- Zaśmiał się cicho puszczając jej przy tym oczko.
No cóż, gdyby chciała to zobaczyłaby w blondynie kogoś więcej niż zdrajcę rodu. Patrzyła na niego przez pryzmat swoich wyobrażeń, które sobie wyrobiła na samym początku. Chociaż może i był idiotą, który nie pasował do rodziny, to było prawdą. Tylko, że przecież mogła go polubić właśnie takiego, ale wolała się trzymać od niego z daleko i nie próbować zrozumieć. W sumie nic dziwnego, byli jeszcze dziećmi, którymi łatwo było manipulować. Rodzice mówią, że taka osoba jest zła, więc nic dziwnego, że połowa Slytherinu patrzyła krzywo na Jonathana. - Z Tobą za rękę i na randki? Nie da się wytrzymać z Tobą przez godzinę Anabelle. Nie dałbym rady, przykro mi.- Byli jeszcze dziećmi, na pewno nie rozumieli czym jest miłość. Rosier też nie wiedział, bo uważał ją za ładną osóbkę, atrakcyjną, jednak czasem nie mógł z nią wytrzymać dłużej niż 5 minut. Od zawsze się wyzywali, kłócili. Jednak bywał zazdrosny. Lubił ją? Kurde, on sam tego nie wiedział. Jednak coś przecież musiało być na rzeczy, bo przecież w innym przypadku tak by się nie zachowywał. Nie czuł się teraz dobrze. Zdawał sobie sprawę z tego, że się z nim bawi, jednak przecież to było przyjemne. - Zdaje Ci się tylko.- Westchnął cicho i zaraz ujął jej dłonie w swoje i zdjął je ze swojego ciała. Dosyć powolnie zresztą, bo to było trochę dziwne uczucie, gdy się dotykali. Dziwne, ale przyjemne. Puścił w końcu jej dłonie, a swoje schował do kieszeni spodni.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pon Gru 12, 2016 7:38 pm

- Nie jestem kujonem, Rosier. - Syknęła, a raczej wycedziła przez zęby. Nienawidziła tego określenia. Kujonami to byli Gryfoni, albo nawet Krukoni, ale nigdy Ślizgoni. Oni mieli talent, prawdziwy talent i chęć sprawdzenia się, jak to określała Tiara Przydziału. - Ja przynajmniej coś osiągnę w życiu, wiesz? Nie to co Ty. Nawet na miotle nie potrafisz usiedzieć. - Nie ważne, że bywały dni, gdy był lepszy, nie o to w tym chodziło. I nie ważne, że stanie się szukającym zawodowo, po prostu musiała mu dowalić, musiała mu przecież powiedzieć, że jest do niczego. Gdyby nagle go zaczęła chwalić naprawdę mógłby sądzić, że zjadła jedną z czekoladek. - Nie psuje Twoich, nie moja wina, że akurat staja mi na drodze Twoje panny i coś psują, rozwalają, albo po prostu mam zły dzień. To nie dotyczy Ciebie, po prostu źle wybierasz. Podobno ludzie mają pecha. Ups. - Jasne, że jej wina, sama czasem po prostu znajdywała te dziewczyny i sprawiała, by już nigdy Rosier nie spojrzał na nie. Przecież nie było ładniejszej od niej, prawda? I.. oho. Czyżby znów doszła w swojej mądrej główce do wniosków, że chciała się mu podobać? Robiło się coraz bardziej niebezpiecznie. - Nie będę słuchała, bo od razu powiem w skrzydle czym została naszprycowana. Wystarczy tylko przyrządzić na szybko eliksir, który zniweluje działanie i będzie po kłopocie. - Wywróciła oczami, przecież nie ma mowy, by wysłuchiwała od przyjaciółki, że Jonathan Rosier to chłopak marzeń. Zwróciłaby chyba tygodniowy posiłek.
Jasne, że gdyby chciała... ale nie chciała, to ten problem. I może gdyby nie był w Gryffindorze tylko w Slytherinie ich sytuacja byłaby lepsza. Jednak czasu nie cofną, jego nie przeniosą i nie będą mogli stworzyć świetnej parki na lata. Była z rodu Yaxley, jej rodzice byli za Czarnym Panem i pewnie była jedną z lepszych partii w tych latach, a przynajmniej za taką się uważała. Gdyby nagle zaczęła chodzić z Gryfonem, nie ważne, że był to Rosier i podobnie postrzegano jego rodzinę w świecie czarodziejów co jej - to jednak też spadłaby na margines. W tych czasach każdego bacznie obserwowano. Nie było mowy o wiązaniu się z mugolakami, czy zdrajcami krwi i rodów - a młodej Anabelle tak wbito to do głowy, że broniła się z całych sił od zakochania właśnie w Jonathanie. Uprzedzenia - słowo klucz. I tak, zdecydowanie byli zmanipulowani, choć młoda Yaxley wykazywała się podobnymi cechami co rodzice i właśnie sama mamiła teraz chłopaka. Dla własnego poczucia wyższości. - A ja myślałam, że specjalnie wchodzisz mi do szatni po treningu, by spędzać ze mną czas! Jeśli chcesz, bym Ci uwierzyła.. musisz zmienić taktykę. - Zaśmiała się, nie szczerze, tak.. no wiesz jak. Nie był to miły dla ucha śmiech. - Nic mi się nie zdaje.. ale zmartwię Cię. - Spojrzała mu w oczy, a potem na ręce. Zdecydowanie za długo ją trzymał, nie powinna poczuć tych iskier, tego ciepła. To było nieznane jej uczucie, przyjemne, ale przerażające. Nie z nim.. nie w nim.. Anabelle... Powtarzała sobie w duchu, aż wyrwała ręce, zanim sam ją puścił. Odwróciła wzrok, a potem skręciła lekko ciałem by odejść na dwa kroki. - Nie mogłabym z Tobą być, patrzeć na Ciebie dłużej niż pięć minut. Co dopiero mówić o pocałunkach! Ohyda.. nawet nie chce próbować jak smakuje zdrajca.- Wywróciła oczami. - Pasowałaby do Ciebie jakaś mugolaczka.. więc to je sobie faszeruj, nie mnie, nie moje przyjaciółki. Bo niestety to na nic. Złudne zauroczenie to nie miłość, Rosier, a przecież ktoś taki jak Ty.. chce być kochany, prawda? - Zaśmiała się cicho pod nosem. - Jestem za dobra dla Ciebie.. - W tym sensie, że lepsza, o wiele lepsza.. a on nie zasługuje na to, by dotknąć jej warg.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Pon Gru 12, 2016 8:08 pm

- No tak, a siedzisz w bibliotece, aby się schować przed światem?- Niech się nie wykręca. Może i talent do nauki miała, co nie zmieniało faktu, że czasem się jak kujonka zachowywała. Zawsze, gdy nie było jej widać i nie można było jej nigdzie spotkać na korytarzu czy w pokoju wspólnym, to siedziała pośród książek. Nie może temu zaprzeczyć, że nie przesiadywała tam, ani nie czytała książek, aby swoją wiedzę powiększyć, zyskać jakieś nowe umiejętności i próbowanie tego co przeczyta. Kujon. Chociaż nie należała do tych nudnych osób, które tylko mają nos w książkach. Była ambitna, jasne, bardzo dobrze, ale cechy kujona miała. - Ja nie potrafię usiedzieć? Nie rozśmieszaj mnie, w tym jestem lepszy od Ciebie. Nie ma lepszego szukającego ode mnie.- Zacisnął lekko pięści i szczękę, bo można było go obrażać, mówić, że jest tępy i głupi, na to wcale nie reagował, bo olewka totalna. Jednak jak ktoś zaczynał temat Quidditcha, to sytuacja się zmieniała. Wiedział, że jest w tym dobry i nie pozwalał, by ktoś mówił inaczej. Zbyt dobrze się czuł latając i zbyt wielką mu to sprawiało przyjemność. - Nie wiem czy tak prosto będzie zrobić odtrutkę, bo to rodzinny przepis. Jest tam szczypta pewnego zioła, która będzie uniemożliwiała to wszystko. Chyba jednak będziesz skazana na rozmawianie o mnie.- Uśmiechnął się dumny z siebie. Będzie musiał podziękować mamie za przepis, dokładnie wyjaśnienie jak go przyrządzić, ile i jakich składników dodać. Z tymi wskazówkami to już aż takie trudne nie było. Dobrze też, że wszystko znalazł w sali oraz w szklarni. Gdyby nie dobrze zaopatrzony Hogwart z jego planu nic by nie wyszło.
W takich właśnie żyli czasach, chociaż to było i będzie zawsze. Uprzedzenie do kogoś oraz martwienie się o swoja reputację. Nie było się co dziwić brunetce, aż Jonathan to także rozumiał, że Yaxley nigdy z nim nie będzie. Nie z takim chłopakiem, który zdradził swój ród trafiając do znienawidzonego przez nich Gryffindoru, z chłopakiem, który chciał walczyć ze złem. Byli przeciwieństwem siebie, to nawet nie miało prawa się udać. Te różnice między nimi były chyba zbyt duże. Poza tym byli jeszcze dziećmi, którymi łatwo było sterować i jeszcze nic nie rozumiały. Dlatego przede wszystkim byli rywalami. Najlepsze określenie. Dzięki temu stawali się lepsi, bo pragnęli przewyższyć tą drugą osobę, a że tak naprawdę się lubili… to właśnie ukrywali. Czasem nawet nie musieli udawać, że siebie nie lubią. No bo jak miał na nią normalnie patrzeć, traktować, gdy jej się buzia nie zamykała i to jeszcze jak gadała takie bzdury. Jace był przeważnie opanowany, nie dawał się wytrącić z równowagi, bo nigdy nie chciał robić sobie problemów. Jednak przy niej po prostu nie dało rady stać spokojnie. Westchnął cicho patrząc na nią i słuchając wszystkich obelg jakie leciały w jego stronę, jak mu cisnęła. W końcu nie wytrzymał… - Nie chcesz spróbować ust zdrajcy… a to zrobisz, usp…- Wymamrotał pod nosem, nie zwracając uwagi co mówiła dalej i czy słyszała jego słowa. Podszedł do niej i objął jej twarz w swoje dłonie, aby czasem się nie odsunęła. No i pocałował ją, po raz pierwszy łącząc ich usta. Zdecydowanie za dużo mówiła.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pon Gru 12, 2016 8:36 pm

- Nie muszę się nigdzie chować, bo mnie, w przeciwieństwie do Ciebie, świat kocha. - Prychnęła, to on tu był wyrzutkiem, nie Anabelle, także to on powinien przemyśleć jakąś kryjówkę. On ją postrzegał za kujona, ona go za nieudacznika. No normalnie genialna para, nic dziwnego, że nie mogli się dogadać, hehe. Lubiła po prostu się uczyć, przychodziło jej to z łatwością. Wystarczyło, że słuchała, czytała i zapamiętywała większość, dzięki swojej niezawodnej pamięci. Nic dziwnego, że potrafiła mu wyrzucić coś sprzed trzech lat, za co mu się wtedy upiekło. Zresztą, to miało swoje plusy, on czegoś nie pamiętał, to ona to wykorzystywała i atakowała znienacka. - We wszystkim byś chciał być lepszy ode mnie, ale niestety. Nie jesteś w stanie mnie pokonać. A jak chcesz się spierać możemy zaraz to rozstrzygnąć. Ty i ja. Boisko szkolne. Zobaczymy kto jest lepszym szukającym.. najlepszym. - Prychnęła. Była gotowa się sprawdzić, nie myślała, że mogłaby przegrać. A poza tym, widząc jak nacisnęła mu na odcisk - no.. sprawiało jej to cholerną przyjemność, że mogła go wkurzyć czymś mocniej. To do niego trafiało. Chyba zacznie go prowokować przed meczami i w trakcie, wykorzystując już swoje niezłe ciałko. Każdy mecz przegrany przez niego, będzie dla niej miodem w herbatce.
- Gadasz głupoty.. na pewno to podstawowy przepis, a Ty nawet o tym nie wiesz. - Wywróciła oczami, bo równie dobrze mamusia mogła mu powiedzieć tak, by myślał, że każdą tym skusi. Podobno wiara w magię to podstawa, by magia zaistniała. - Zakleję jej usta i tyle będzie z gadania. - No przecież nie wytrzymałaby nawijki przez dwadzieścia cztery godziny o nim, już wystarczająco miała go dość na co dzień. Nie potrzebowała dodatkowego narratora, a poza tym.. może i jej by się udzieliło? Może zaczęłaby dostrzegać, że Jace nie jest taki zły. Chyba tego najbardziej się bała, oh. - Poza tym, nie lubię kłamstw. - Dodała jeszcze, co by bardziej mu wjechać na ambicje, że wcale nie jest taki cudowny, a wszystko co o nim mówią to albo wynik zaklęcia, albo miłości rodzicielskiej, chociaż na nią z początku nie mógł liczyć. - Powiedz mi, jak to jest.. być wyrzutkiem? - Zagryzła lekko wargę, jeszcze zanim do czegokolwiek doszło. Nie spodziewała się, że swoim gadaniem sprowokuje go do czegoś takiego. Prędzej spodziewałaby się, że walnie ją w złości jakimś zaklęciem, ale on .. odwrócił ją, złapał za policzki i pocałował. To stało się tak szybko. Nie wiedziała co ma zrobić, serce zabiło jej szybciej, z początku nie kontaktowała, a potem chciała się wyrwać. Z sekundy na sekundę robiło się coraz bardziej gorąco, nogi jej miękły, stała się podatna. Przymknęła nawet oczy i jakby odwzajemniła. Nie był to jej pierwszy pocałunek, ale na pewno jeden z bardziej emocjonujących i wywołujących motyle w brzuchu. - Co Ty.. wyprawiasz.. Rosier. - Szepnęła, powoli dobierając słowa, gdy oderwali się od siebie.
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Jonathan Rosier on Pon Gru 12, 2016 9:11 pm

- Nie we wszystkim… Ale po prostu w Quidditchu jestem lepsze. Z tym musisz się pogodzić. No i jak tak bardzo chcesz przegrać to możemy się zmierzyć.- jeśli chodziło o latanie, to był pewny siebie. Tak jak to już pisałam wcześniej, akurat w tym znał swoją wartość i wiedział, że dałby radę ją pokonać. Zawsze i wszędzie mógł złapać swoją miotłę i pokazać co potrafi na co go stać. Był dobry, wszyscy o tym wiedzieli. Gdyby nie miejsce w drużynie to miałby przesrane w szkole, cały czas widzieliby w nim tylko i wyłącznie odludka i osoby, którą powinno się unikać. No a dzięki temu zyskał jakiś szacunek wśród swoich, bo dzięki niemu często wygrywali mecze z dużą przewagą. No i oczywiście pojawiły się dziewczyny, które trochę podnosiły mu samoocenę. Chociaż dalej nie wiedział co takiego widzą w jego tyłku, że się na niego cały czas gapiły. Oczy jeszcze rozumiał, bo były inne i wyjątkowe, więc już przywyknął, że czasem ktoś mógł się w nie zapatrzeć. Przed meczem chyba nie mieli nigdy ze sobą kontaktu, więc nie miałaby go jak denerwować i wkurzać, aby źle zagrał.
- Spróbujesz ją przywrócić do normy to się przekonamy.- Wzruszył tylko ramionami, chociaż był przekonany, że matka go raczej nie okłamała. Francuskie przepisy czasem były nieco inne, co tylko go utwierdzało, że serio działanie eliksiru trwa dwa dni. Matka także nie wiedziała czy jej syn ma powodzenie czy go nie ma, albo czy się z kimś spotyka. Nie rozmawiali nigdy na takie tematy, więc nigdy nawet go nie pytała, czy się zakochał i czy nie chce środka, który mu nieco pomoże. Po prostu dała mu przepis, powiedziała co i jak, dodała suszone zioła sprowadzone z Francji i na tym się skończyło. Nawet go cieszyło, że by się wysłuchała samych zalet na jego temat. Pewnie przyjaciółka zachwalałaby jaki to Rosier jest przystojny i super gra. Nic więcej o nim nie wiedziała. No ale przynajmniej by się odegrał jakoś na Anabelle. Taka kara, że musiałaby słuchać swojej przyjaciółki, bo chyba z pokoju by jej nie wywaliła.
Wyrzutkiem… Yaxley aż się prosiła o coś, by jej coś zrobić. Jednak zaklęcie odpadało. Mógłby oczywiście to zrobić, ale przecież mogłaby iść na skargę i jeszcze miałaby większą satysfakcję z tego co robiła. Musiał znaleźć coś innego i wymyślił pocałunek. Sam się nie spodziewał do czego to doprowadzi, bo sam aż się dziwnie poczuł. Pragnął więcej… no ale to była Anabelle. Jednak nie myślał, że sama z chęcią będzie próbowała jego ust. - Tak bardzo mnie nienawidzisz, że aż odwzajemniasz pocałunki? To chyba Ty mnie lubisz.- Spróbował naśladować jej wcześniejszy ton, gdy też to do niego mówiła. Uniósł kącik ust do góry, wiedząc, że jednak nie jest jej obojętny.
avatar
Jonathan Rosier

Status Krwi : Szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : kawaler
Zawód : szukający w drużynie narodowej
Ekwipunek : różdżka
Punkty : 166

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t334-jonathan-rosier#684 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t376-jonathan-rosier#823 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t380-silver#831 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t379-jace#830
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Re: Hogwart, rok 1972.

Pisanie by Anabelle Yaxley on Pon Gru 12, 2016 9:47 pm

Najwidoczniej miał powodzenie, skoro Anabelle swój cenny czas poświęcała na wysyłanie jego panien z wielkimi pryszczami do pielęgniarki. Czyraki nie były najlepsze na randki. Nie musiał więc rozmawiać o tym z nikim, właściwie pewnie poza kumplami, którym też hormony buzowały i co rusz się oglądali za pannami. Yaxley nie raz nasłuchała się na swój temat komentarzy. Czasem za to przypalała tyłki zaklęciem, a czasami zlewała, unosząc wyżej nosek niż powinna. Czuła się lepsza. Takie życie. Jednak nigdy nie przypuszczała, że któryś z nich zajdzie tak daleko, jak teraz Jonathan. Miał przyjemne usta, wcale nie myślała o nim źle, po prostu.. się całowała. Nie odrywała się od niego, póki nie zabrakło oddechu. Spieprzył jednak całą sytuację, mógł się nie odzywać, tylko całować ją dalej, bo tak to tylko się zarumieniła ze złości i aż zacisnęła rączki na jego koszulce. Nie wiele brakowało, by mu przywaliła. Zacisnęła usta w cienką linię. - Nie lubię. Zamknij się. To była chwila słabości.. ja.. - Urwała, bo nagle ktoś wparował do sali. Była to jej przyjaciółka, zakochana w Rosierze przez eliksir. Spojrzała na nich nie bardzo wiedząc o co chodzi, więc Anabelle odsunęła się jak oparzona od niego. Zmieszana zagryzła wargę i zaraz szybko wyprowadziła dziewczynę, która już zaczynała się denerwować, że jej przyjaciółka i domniemana miłość spotykają się potajemnie. Wyszły i tyle widział tego dnia Yaxley, nie chciała znów na niego wpaść, wypominałby jej to wszystko, a ona.. miała ochotę na więcej. Cholera.

zt x2 <3
avatar
Anabelle Yaxley

Status Krwi : szlachecka
Wiek : 26
Stan cywilny : panna
Zawód : rzecznik prasowy MM
Ekwipunek : Różdżka
Punkty : 230

http://deathly-hallows.forumpolish.com/t321-anabelle-yaxley http://deathly-hallows.forumpolish.com/t361-anabelle-yaxley#738 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t358-misha#735 http://deathly-hallows.forumpolish.com/t357-yaxleyowna#734
Zobacz profil autora

Powrót do góry Go down

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry


 
Permissions in this forum:
Nie możesz odpowiadać w tematach